
Straż Miejska i warszawski ZDM mają nową misję: usuwanie złomu z ulic stolicy. Rafał Trzaskowski wyręcza big techy i niefrasobliwych hulajnogarzy. Oby wystawił im rachunek.
Hulajnogi elektryczne opanowały polskie miasta i od początku budzą ogromne emocje, niestety głównie negatywne. To wygodny środek transportu, ale osoby poruszające się nimi irytują wszystkich: kierowców, rowerzystów, pieszych oraz służby miejskie. Taki sprzęt, potrafi podnieść ciśnienie, jeżeli po wypożyczeniu został zaparkowany, lub co gorsze porzucony, w nieodpowiednim miejscu.
Oczywiście w teorii hulajnoga elektryczna powinna być parkowana tak, aby nie przeszkadzać współobywatelom. Niestety w praktyce osoby korzystające z urządzeń wynajmowanych na minuty często po dojechaniu na miejsce zostawiają takowe na środku chodnika. No i zdarza się, iż wandal lub ktoś zwyczajnie sfrustrowany tym, iż trafił podczas spaceru na zawalidrogę, ciśnie pojazdem w krzaki.
Warszawa wytoczyła hulajnogom elektrycznym wojnę
Są na świecie miasta, które wyprosiły hulajnogi elektryczne ze swych ulic, ale stolica Polski do nich nie należy. Obywatele z tego typu pojazdów korzystają, często narażając nie tylko siebie, ale i postronnych na niebezpieczeństwo. Rafał Trzaskowski, czyli urzędujący Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy, postanowił wreszcie coś z tym zrobić i wziął się za sprzęty nieprawidłowo zaparkowane.
We wpisie Rafała Trzaskowskiego na Facebooku czytamy, iż „nie ma miejsca dla hulajnóg tam, gdzie nie ich miejsce”. Podjął decyzję, aby uruchomić specjalne patrole Straży Miejskiej i Zarządu Dróg Miejskich, których zadaniem będzie namierzanie nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów, w tym takich blokujących ciągi komunikacyjne. Po kilku dniach odholowano ponad 140 takich urządzeń.
Rafał Trzaskowski dodaje, iż możliwość działań miastu daje „obowiązujące prawo, a także zawarte niedawno porozumienie między miastem a operatorami e-hulajnóg”, czyli firmami technologicznymi takimi jak Bolt, Dott i Lime. Nie wyjaśnia tu, co dokładnie uzgodniono, ale podkreśla, iż „konkretne zapisy, ustalenia i przepisy prawa” pozwalają na działanie „bez taryfy ulgowej”. I bardzo dobrze.
Ja z kolei spytam: kto zapłaci za sprzątanie ulic i chodników z hulajnóg elektrycznych?
Informacji na ten temat Rafał Trzaskowski na swoim profilu teraz nie udostępnił, a tak jak komentujący wyrażają zadowolenie, iż ktoś zajął się problemem, tak ja się teraz zastanawiam, kto poniesie koszt tej akcji. Pracownikom, którzy muszą teraz przeczesywać ulice miasta, miasto w końcu musi zapłacić, a do tego w tym czasie mogliby się zająć innymi czynnościami, bo w mieście jest co robić.
Transport sprzętu oraz trzymanie go na parkingu albo w magazynie to też koszty, które ktoś poniesie i wolałbym, aby nie było to miasto, a tym samym obywatele – te środki zdecydowanie lepiej byłoby przeznaczyć na jakiś remont albo zasadzenie drzewa. Samej akcji kibicuję, ale dobrze by było, aby rachunek za nią został wystawiony jeżeli nie operatorom, to ich klientom tudzież wandalom.
Twórcy aplikacji do udostępniania hulajnóg elektrycznych zbierają dane użytkowników, którzy powinni robić zdjęcie zaparkowanej hulajnogi po zakończeniu kursu. Namierzenie gagatka, który zostawił takową na chodniku, nie powinno być problemem. Do tego można przecież skonfrontować tego typu dane uzyskane od operatora z miejskim monitoringiem, a potem wlepiać komu trzeba mandaty.
Możliwe jednak, iż Miasto Warszawa będzie karało operatorów hulajnóg i to na nich zrzuci konieczność wyegzekwowania opłat za źle zaparkowany pojazd od użytkowników; o takich pomysłach informowaliśmy w maju. Problem w tym, iż może się zdarzyć, iż prawidłowo zaparkowany pojazd w nieodpowiednie miejsce przestawił… ktoś inny. Mam nadzieję, iż warszawiacy nie będą musieli udowadniać, iż nie są wielbłądami.
Cieszy za to fakt, iż w komunikacie pojawiła się informacja, iż równocześnie z akcją holowania sprzętu poszerzono listę lokalizacji wyłączonych z ruchu lub postoju elektrycznych hulajnóg o „kilkadziesiąt kolejnych miejsc”. To niestety jednocześnie też smuci, bo to wygodny środek transportu, ale przez hulajnogarzy, których normalne odstawienie pojazdu przerasta, nie możemy mieć fajnych rzeczy.
Mam tylko nadzieję, iż skoro obecność hulajnóg elektrycznych w mieście już musi być limitowana, to zapłacą osoby za to faktycznie odpowiedzialne i nie będziemy się na to zrzucać wszyscy.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone hulajnogom elektrycznym:
Wysłaliśmy do Urzędu Miasta Warszawa pytania dotyczące tej sprawy z prośbą o udzielenie informacji na temat tego, kto poniesie koszt tej akcji Straży Miejskiej i Zarządu Dróg Miejskich, szczegółów ustaleń z operatorami oraz tego, czy miasto planuje namierzać i karać osoby parkujące hulajnogi elektryczne nieprawidłowo. Jak tylko dostaniemy odpowiedzi, zaktualizujemy ten wpis.
Grafika główna została wygenerowana z użyciem AI.













