
Szturm to nowy rosyjski ciężki bezzałogowy pojazd na bazie czołgu. W założeniu ma służyć do szturmowania i przełamywania pozycji przeciwnika. W praktyce zaliczył kompromitującą wpadkę i to na oczach Putina.
Szturm został zaprezentowany podczas strategicznych ćwiczeń dowódczo-sztabowych Centr-2026. Ich część odbywała się na poligonie w Czelabińsku. To tam pojazd został zaprezentowany w akcji. Wśród zgromadzonych gości była m.in. prezydent Rosji Władimir Putin.
Szturm miał być gwiazdą pokazu, ale zamiast tego zaliczył serię poważnych wpadek. Najpierw odnotowano problemy z komunikacją, łącznością i sterowaniem pojazdem. Szurm wielokrotnie tracił łączność radiową łączącą go z oddzielnym pojazdem sterującym. Okazało się, iż gdy tylko pojazd znikał za przeszkodą lub wzniesieniem przestawał reagować na wydawane polecenia.
Kłopoty były na tyle poważne, iż do bezzałogowego, w założeniu, pojazdu musiał wsiąść człowiek, by nim pokierować.
Chwilę później było jeszcze gorzej. Pojazd utknął w błocie i nie mógł wydostać się z niego o własnych siłach. Udział pojazdy w ćwiczeniach trzeba było w tym momencie zakończyć.
W teorii wszystko jest piękne
Szturm to konstrukcja bazująca na czołgu T-72B3M. Maszynę opracował koncern Uralwagonzawod. Zgodnie z projektem ma być to maszyna pozbawiona załogi i kierowana przez załogę czołgu dowodzenia, który jest w stanie zarządzać czterema takimi pojazdami.
Szurm ma wspierać oddziały podczas natarcia, bez narażania załóg pojazdów. Konstrukcja, według Uralwagonzawod ma wytrzymywać choćby 15 trafień z granatnika przeciwpancernego. Szczerze mówiąc to kompletna bzdura, ale Rosjanie lubują się w taniej propagandzie.
Pojazd wyposażony jest w skróconą wersję armaty kalibru 125 mm. Krótsza lufa ma ułatwiać operowanie w terenie zabudowanym.
Osiem lat jak krew w piach
Pomysł tego pojazdu wydaje mi się nietrafiony: zależność od stanowiska dowodzenia, które musi znajdować się 3-4 km dalej i w bezpośredniej widoczności. Bez odpowiedniej komunikacji, takiej jak Starlink czy coś podobnego, taki pojazd nie ma sensu – powiedział serwisowi Defence Blog Andriej Tarasenko, rosyjski ekspert ds. pancernych.
Jego zdaniem problem z łącznością leży u podstaw kłopotów. Bez stabilnego sygnału Szturm nie może walczyć jako pojazd bezzałogowy, a załoga w pojeździe sterującym musi przez cały czas utrzymywać się blisko linii frontu, korzystając z własnego pojazdu opancerzonego. Na polu bitwy na Ukrainie obie strony codziennie zakłócają drony i roboty naziemne, co sprawia, iż utrzymanie stabilnego połączenia radiowego pozostało trudniejsze niż na poligonie – podkreśla Defence Blog.
Śmieszności całej sprawie dodaje fakt, iż prace nad pojazdem Szturm prowadzone są już od ośmiu lat.















