ThinkRider PP5 – miernik mocy za 400 zł. Test, który zaskakuje

magazynbike.pl 23 godzin temu

Są takie produkty, które na początku budzą podejrzenia. Nie dlatego, iż wyglądają źle, tylko dlatego, iż ich cena kompletnie nie pasuje do kategorii, w której się znajdują. Dokładnie tak jest z Thinkrider PP5 – miernikiem mocy, który kosztuje około 100 dolarów. W świecie, gdzie wejście w sensowny pomiar mocy zwykle oznacza kilka tysięcy złotych, taka kwota brzmi jak prowokacja. I właśnie dlatego postanowiłem sprawdzić, czy to ma jakikolwiek sens.

Wolicie video? Link powyżej!

Cena to dopiero początek

Pierwsze zderzenie z rzeczywistością gwałtownie pokazuje, iż sama cena miernika to nie cała historia. System oparty jest na standardzie Cinch – sposób połączenia miernika lub pająka z ramieniem – który w praktyce oznacza konieczność dobrania odpowiedniej korby. W moim przypadku wybór padł na karbonowy model tej samej marki, co w naturalny sposób domknęło cały zestaw. Po doliczeniu podatków i opłat celnych całość zamknęła się w okolicach tysiąca złotych. I choćby w tej konfiguracji mówimy o kwocie, która w świecie pomiaru mocy wciąż wygląda jak błąd w systemie, szczególnie jeżeli zestawimy ją z poziomem, na którym operuje choćby SRAM Red.

Zamawiając zestaw zapłaciłem dokładnie 853,99 zł (link), został odliczony VAT, kolejne 206 zł wyniosło cło i wszystkie opłaty. Przesyłka do Polski dotarła błyskawicznie, w ciągu 5 dni, kolejne 2 tygdnie trwała korespondencja i formalności. Miernika mocy nie dotyczy antydumpingowe cło na produkty z Chin. Przy imporcie do Polski (UE) w praktyce macie trzy elementy. VAT (23%) to jest pewnik. Naliczany od wartości towaru + koszt transportu. Cło standardowe – zależne od klasyfikacji produktu (kod CN). Dla komponentów rowerowych często wynosi kilka procent albo 0%, ale to już zależy od tego, jak urząd celny zakwalifikuje produkt (czy jako elektronikę, czy część rowerową).

Waga i wykonanie – zero kompleksów

Największe zaskoczenie przychodzi w momencie, kiedy bierzesz ten sprzęt do ręki i zaczynasz na nim jeździć. Kompletna korba z zamontowaną tarczą waży kilka ponad pół kilograma, co stawia ją praktycznie na poziomie topowych konstrukcji. Sztywność nie budzi żadnych wątpliwości, a odczucia z jazdy są dokładnie takie, jakich oczekujesz od karbonu. To nie jest produkt, który próbuje udawać coś więcej – on po prostu działa i nie daje powodów, żeby się nad nim zastanawiać w trakcie jazdy.

Montażu dokonali fachowcy z Thirty Three Bicycles, ich także spytałem o oponię o produkcje i detale wykonania. Miernik dokręcany jest do korby płaską nakrętką, ale ta jest duża, więc pomimo tego, iż gwint jest krótki, nie było problemów z dokręceniem z wysokim momentem dynamometrycznym jaki jest wymagany, rzędu 50 Nm.

Wybrałem korby o długości 165 mm, inne opcje to 162,5, 167,5 mm i 170 mm. Jest więc modnie krótko!

Czy to naprawdę mierzy moc?

Kluczowe pytanie brzmi jednak inaczej: czy to w ogóle mierzy moc w sposób, który ma sens? Najprostsza i jednocześnie najbardziej wiarygodna metoda to porównanie z czymś, co już znamy. W moim przypadku był to Wahoo Kickr, czyli stabilny punkt odniesienia. Zarówno miernik, jak i trenażer zostały skalibrowane i zaktualizowane.

Co istotne, także w przypadku ThinkRidera odbyło się to w maksymalnie prosty sposób – aktualizacja firmware i kalibracja. Appka jest w języku angielskim i nie wymagałą dodatkowych zabiegów typu tłumaczenie/odblokowywanie, tak jak to bywało z podobnymi produktami w przeszłości.

Różnice, które obserwowałem, oscylowały wokół kilku watów i – co najważniejsze – były powtarzalne. Miernik w korbie pokazywał minimalnie wyższe wartości, co jest całkowicie logiczne, jeżeli uwzględnimy straty w napędzie. To nie był przypadkowy rozjazd, tylko przewidywalne przesunięcie, które w praktyce oznacza jedno: system działa tak, jak powinien. Z

Standardowo przyjmuje się, iż różnica pomiarów między miernikiem w korbie a trenażerem wynosi 2-5%.

Dokładność – teoria kontra praktyka

Temat dokładności zawsze wraca w takich przypadkach i trudno się temu dziwić, zwłaszcza gdy producent deklaruje poziom jednego procenta. W praktyce sprawa jest bardziej złożona. Testy publikowane przez Shane Millera (link) pokazują, iż w niższych zakresach mocy wskazania są bardzo bliskie referencyjnym wartościom, natomiast przy wyższych obciążeniach zaczynają się pojawiać odchylenia. Tyle iż dla większości użytkowników nie jest to prawdziwy problem. W treningu amatorskim znacznie ważniejsza od absolutnej dokładności jest powtarzalność pomiaru, a ta w tym przypadku stoi na bardzo dobrym poziomie.

Nie zmienia to faktu, iż jestem ciekawy, czy pojawi się update firmware, który usunie problemy. W przypadku urządzeń takich jak miernik mocy software potrafi sporo zmodyfikować – a wówczas byłaby to propozycja nokautująca konkurencję. Inny temat to reklamowana dokładność, ta również jest ambitna. Tu być może 2% i rzeczywisty wynik na tym poziomie byłyby podobnie solidnym argumentem sprzedażowym.

Dwustronny pomiar, który robi różnicę

Jest jeszcze jeden aspekt, który w tej cenie robi ogromną różnicę, a o którym często zapominamy. Mówimy o pomiarze dwustronnym. W moim przypadku różnica między nogami jest wyraźna i sięga około dwudziestu procent, co oznacza, iż każdy system jednostronny z definicji zniekształca obraz treningu. Tutaj tego problemu nie ma. Dane są bliższe rzeczywistości, a to bezpośrednio przekłada się na sens całego procesu treningowego.

Nie mogę trenować z miernikiem w korbie z jednej strony, albo podobnymi pedałami – bo pokazują niższe wartości niż „produkuję’. Albo inaczej – mogę, ale sterowanie treningiem wówczas ma mniejszy sens.

Ergonomia i codzienność

W codziennym użytkowaniu pojawiają się oczywiście drobiazgi, które warto mieć z tyłu głowy. Q-factor jest nieco szerszy niż w najbardziej wyścigowych korbach szosowych, ale w praktyce nie wpływa to na komfort jazdy w sposób, który miałby znaczenie. Kompatybilność wymaga chwili uwagi, szczególnie jeżeli chodzi o dobór tarcz – 110 BCD, więc np. Shimano – ale nie jest to nic, z czym nie poradzi sobie ktoś, kto sam składa rower. Całość sprawia wrażenie dobrze przemyślanej i spójnej, choćby jeżeli nie jest to system tak uniwersalny jak rozwiązania największych producentów.

Czy to ma sens?

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, jak bardzo zmienia się perspektywa, kiedy zaczynamy patrzeć na ten produkt w kontekście ceny. Bo nagle okazuje się, iż miernik mocy przestaje być luksusem, a zaczyna być narzędziem dostępnym niemal dla wszystkich. I choćby jeżeli nie jest idealny, to robi dokładnie to, czego od niego oczekujesz – pozwala trenować świadomie.

Na koniec: pierwsze wrażenia, duży potencjał

Na tym etapie to wciąż pierwsze wrażenia i trudno mówić o długoterminowej trwałości, która w przypadku takich konstrukcji zawsze jest znakiem zapytania. Ale już teraz widać wyraźnie, iż Thinkrider PP5 nie jest ciekawostką. To jest produkt, który może namieszać – nie dlatego, iż jest najlepszy, tylko dlatego, iż zmienia zasady gry.

Oficjalny sklep Thinkrider na Aliexpress – aliexpress.com/store/1101405841

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału