Testy słuchawek Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro

4 godzin temu

Przez dwa ostatnie miesiące sprawdzałem jednocześnie dwie pary nowych słuchawek od Nothing. Dokanałowe Ear (3a) były moimi pierwszymi TWS od londyńskiej marki, a CMF (by Nothing) pierwszymi ever w otwartym formacie OWS (Open Wireless Stereo). Nie zestawiałem modeli ze sobą, choć siłą rzeczy podczas analiz podkreślałem różnice miedzy oboma modelami. W ten sposób za jednym „rzutem” zapoznałem się z dwoma ciekawymi modelami.

Przygotowałem podsumowanie moich analiz. Nothing Ear (3a) badałem głównie pod kątem muzycznym, bo chciałem, by jakieś True Wireless Stereo zastąpiły w końcu wysłużone Jabry. CMF Clip Pro oceniałem bardzo ogólnie, ponieważ tego „klipsowego” formatu na ucho dopiero się uczyłem. Już od dłuższego czasu chciałem sprawdzić, gdzie konkretnie OWS będzie miało swoje przewagi. Ja z racji specyfiki swojej pracy znalazłem dla nich zastosowanie. Zapraszam do przeczytania moich uwag na temat obu modeli.


Jak zwykle materiał publikowałem etapowo w cowtorkowych przeglądach noszonej elektroniki. Relacjonowałem tam testy trzymając się konkretnego harmonogramu. Planu, który rozpisałem sobie w fazie zapoznawczej. Wybieram wtedy najważniejsze wyróżniki urządzeń, by skupić na nich odpowiednią uwagę.

Mój plan testów Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro:

  • pierwszy kontakt ze słuchawkami Nothing i CMF by Nothing
  • specyfikacje dokanałowych Nothing Ear (3a)
  • specyfikacje otwartych CMF Clip Pro
  • wspólna aplikacja Nothing X (możliwości apki)
  • ocena brzmienia obu modeli (z tłumieniem ANC i open-ear)
  • rejestracja Audio Snapshot w Nothing Ear (3a)
  • pokrętło Smart Dial w etui CMF Clip Pro
  • sposób sterowania i kontroli słuchawkami
  • czas pracy słuchawek (i wsparcie energią etui)
  • podsumowanie słuchawek od Nothing

Pierwszy kontakt z CMF Clip Pro i Nothing Ear (3a)

W ubiegłym tygodniu zwiastowałem analizy najnowszych słuchawek CMF, ale to nie jedyne nowe modele w prawdziwie bezprzewodowym formacie od Nothing, które mam aktualnie na testach. Obok Clip Pro będę oceniał też Ear (3a). Obie propozycje zasiliły ofertę londyńskiej marki w mniej więcej podobnym czasie. Obie są przedstawicielami mniejszych odmian Bluetooth, ale w zupełnie innym formacie. Te pierwsze są otwarte i odmiennie noszone. Te drugie to przedstawiciele najpopularniejszej podgrupy, która w tej chwili dominuje w segmencie audio.

Oba modele są pierwszymi od Nothing i CMF (submarka producenta w ramach przystępniejszych cenowo urządzeń), więc jest to dla mnie przy okazji przywitanie się ze słuchawkami producenta. Warto przypomnieć, iż właśnie od słuchawek Nothing rozpoczynał budowanie swojego rozpoznawalnego już brandu. CMF Clip Pro to model ze świeżej jeszcze kategorii OWS (Open Wireless Stereo), natomiast Nothing Ear (3a) to klasyczny TWS (True Wireless Stereo). Każdy z modeli będę analizował z nieco innym podejściem, bo już dostrzegłem istotne różnice, które dzielą oba urządzenia. Te pierwsze służą mi do codziennego użytkowania social mediów, połączeń telefonicznych i nauki języków. Te drugie głównie w celach muzycznych. Otwarta konstrukcja jest wygodniejsza i nie odcina od otoczenia, natomiast zamknięta poprawia adekwatności audio, czego oczekuję w trybie muzycznym. Nie umiem słuchać muzyki byle leciała w tle, więc format open-ear mi tu po prostu nie leży – niezależnie od producenta.

Najważniejsze specyfikacje słuchawek CMF Clip Pro:

  • format: OWS (Open Wireless Stereo), czyli otwarta konstrukcja
  • sposób noszenia: słuchawka wokół małżowiny (nie odcinające dźwięków otoczenia)
  • przetworniki: dynamiczne 10,8 mm z „Ultra Bass Technology”
  • kodeki audio: AAC, SBC i LDAC (wyższej jakości)
  • mikrofony: 4 (po dwa na stronę) z Clear Voice Technology
  • łączność: Bluetooth 5.4 z Multipoint (połączenie z dwoma źródłami) i Google Fast Pair, Microsoft Swift Pair
  • sterowanie: przyciski w obu słuchawkach i etui
  • funkcje specjalne: obrotowy regulator Smart Dial z przyciskiem w etui i tryb wycieku dźwięku
  • apka: Nothing X dla iOS i Androida z wielokanałowym korektorem EQ
  • czas pracy: do 10h, a łącznie z etui 32,5h
  • szybkie ładowanie – 4 godziny słuchania już po 10 minutach ładowania
  • szczelność zgodna z normą IP54 (etui IPX2)
  • kolory: biały, czarny i pomarańczowy
  • cena słuchawek: 339 zł (79$, 79£, 79€)

Najważniejsze specyfikacje słuchawek Nothing Ear (3a):

  • format: TWS (True Wireless Stereo), czyli zamknięta konstrukcja z wkładkami (do XS)
  • sposób noszenia: słuchawka dokanałowe (odcinające do hałasów otoczenie)
  • przetworniki: dynamiczne 12 mm
  • kodeki audio: SBC, AAC oraz LDAC (wyższej rozdzielczości)
  • mikrofony: 6 MEMS (po trzy na stronę) z aktywną redukcją szumów i
  • łączność: Bluetooth 6.0 z Multipoint (połączenie z dwoma źródłami) i Google Fast Pair
  • sterowanie: dotykowy panel z uszczypnięciami (z konfigurowaniem w apce)
  • tryby: ANC (wyciszanie), Spatial Audio (przestrzenny) i Transparentny
  • funkcje specjalne: Audio Snapshot, czyli notatki audio (32 MB pamięci)
  • apka: Nothing X dla iOS i Androida z 8-kanałowym korektorem EQ
  • czas pracy: do 10h bez ANC i 6h z ANC do 45dB, a łącznie z etui do 2542h
  • szybkie ładowanie – godzina słuchania już po 5 minutach ładowania
  • szczelność zgodna z normą IP54
  • kolory: biały, czarny, żółty i różowy
  • cena słuchawek: 449 zł (99$, 99£ lub 99€)

Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro ze wspólną aplikacją Nothing X

Każde słuchawki grające bezprzewodowo potrzebują na telefonie odpowiedniej aplikacji. Służy nie tylko do ich kalibracji, ale też stabilnego połączenia oraz aktualizacji z poprawkami i nowymi funkcjami. Pierwszy kontakt z oboma nowymi modelami od Nothing ułatwia wspólna apka Nothing X. Dokładnie ta sama, którą już testowałem przy okazji nausznych Headphone (1). Wgrałem ją na swojego iPhone’a, natomiast na telefonie Nothing w ramach nakładki Nothing OS była już dostępna natywnie. Jak się pewnie domyślacie, sparowanie Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro było znacznie szybsze z Nothing Phone (3) – podobnie jak ma to miejsce w przypadku AirPodów w tandemie z iPhone’ami.

W przypadku telefona Nothing nie miałem najdrobniejszych problemów. Ear (3a) i Clip Pro wykryło od razu po otwarciu etui słuchawek. Natywna integracja z systemem operacyjnym to zawsze przewaga. Z iPhonem było nieco więcej zabawy, ale nie winię tu Nothing. To raczej Apple utrudniało łącznie, bo wywaliło mi też komunikację z wcześniej użytkowanymi Jabrami. Pomógł restart telefonu i reinstalacja aplikacji. Takie przypadki przy analizach słuchawek TWS z wieloma źródłami w pierwszym kontakcie zawsze zajmują nieco więcej czasu. jeżeli planujecie używać jednych słuchawek z dwoma telefonami to od razu polecam uruchomienie multiparowania w Nothing X w obu telefonach. Dzięki temu przełączanie między jednostkami jest natychmiastowe.

Nothing X dla Ear (3a) i Clip Pro mają nieco inne zakresy funkcji za racji innych specyfikacji obu słuchawek. Parowanie z ze telefonem Nothing było oczywiście szybsze z racji natywnej integracji z nakładką Nothing OS. Nothing Ear (3a) do aktywacji Bluetooth w trybie pierwszego połączenia ma specjalny przycisk wewnątrz etui (i fajny wskaźnik sygnalizujący działania, który nawiązuje estetyką ich filozofii w ramach designu). CMF z kolei do parowania wykorzystuje nowy Smart Dial, czyli pokrętełko z funkcjami przycisku. Ten moduł pojawi się też w nadchodzących słuchawkach CMF Buds Neo. Niby ta sama marka, a dwa interesujące podejścia do konstrukcji i estetyki. Nothing przez cały czas stawia na transparentność obudowy. CMF na odmienność.

Przy pierwszym użytku słuchawki warto sobie spersonalizować. Tu zależnie od modelu Nothing proponuje różne zakresy:

CMF Clip Pro są modelami otwartymi, więc zakres ustawień jest nieco inny. Wzmocnienie basów ma dwa poziomy, a w ramach rozmów można uruchomić tryb redukcji wycieku dźwięku (by zmaksymalizować poczucie prywatności). Tę opcję można ustawić np. wyłącznie dla rozmów telefonicznych. Inteligentne pokrętło etui jest domyślnie wyłączone, więc jemu również warto od razu przypisać akcje (w ramach obrotu, i naciśnięć – od jednego do aż potrójnego, a także przytrzymania). Każdej z obu słuchawek można dostosować nawigację pod swoje potrzeby. Korektor dźwięku w formacie open-ear jest podstawowe. Nothing proponuje sześć presetów: pop, rock, elektroniczna, wzmacnianie wokalu, klasyczna i standardowy. W ustawieniach jest też tryb przestrzenny i małych opóźnień.

Nothing Ear (3a) z racji dokanałowego formatu mają znacznie więcej możliwości regulacji. Aplikacja Nothing X jest bardziej rozbudowana. Przede wszystkim możemy pobawić się poziomem redukcji szumów (ANC), bo mamy zamknięcie przed otoczeniem. Producent oferuje regulację od niskiej, przez średnią, aż po wysoką + tryb adaptacyjny. Nie zabraknie opcji transparentnego użytkowania, czyli z opcją wpuszczania hałasów z zewnątrz. Podobnie jak w CMF, tu również jest tryb przestrzenny i tryb małych opóźnień. Z wyróżników podkreśliłbym obecność krótkich nagrań, ale do tego konieczne jest zalogowanie się na konto Nothing. Audio Snapshot („Migawka audio”) przetestuję w kolejnych fazach analizy Ear (3a). Przyciski kontrolne też można sobie dopasować, więc nie musimy uczyć się defaultowych opcji, tylko dostosować je pod siebie. Największą różnicą w ramach kontroli słuchawek względem odmiany otwartej jest znacznie szerszy zakres EQ. Nothing proponuje prosty, zaawansowany, a także bibliotekę profili, które trafiają do apki w postaci presetów. Chętnie zapoznam się z tymi dostrojeniami, gdy będę oceniał poziom dopasowania jakości. W zasobach zaawansowanego korektora mamy osiem kanałów, które możemy sobie suwakami precyzyjnie zmieniać (pasma, ich szerokości, a choćby ich zapis pod różne gatunki muzyczne).



Brzmienie i dźwięk CMF Clip Pro i Nothing Ear (3a)

Słuchawki o tak różnych konstrukcjach wymagają innego podejścia do oceny jakości brzmienia. Choć w obu modelach sparowanych z Androidem można uaktywnić kodeki LDAC dla bezprzewodowego Hi-Res Audio, to i tak odbiór dźwięku z uwagi na odmienne kategorie będzie zupełnie innym doświadczeniem. Nothing Ear (3a) są zamknięte, a CMF Clip Pro otwarte. Wrażenia należy przedstawić adekwatnie do przeznaczenia obu modeli.

Nothing Ear (3a) zostały wycenione na ok 450 zł. Dokanałowa budowa wymaga dobrania odpowiedniego rozmiaru wkładek. Producent daje aż cztery propozycje, a więc wearables można bardzo wygodnie obsadzić w swoich uszach. Warto poprawność ocenić narzędziami dostępnymi w aplikacji Nothing X, gdzie dostępny jest test dopasowania. Nie jest on tylko ciekawostką, ponieważ dopasowanie ma wpływ na audio.

12-milimetrowe przetworniki w moich testach wypadły naprawdę dobrze. Słucham głównie rocka i cięższego grania, więc niekiedy basu muszę nieco odejmować. Najlepiej wypadł profil zrównoważony. W razie innych gatunków niskie tony można jednak nieźle podbić. Zabawa korektorem daje sporo opcji. Ostatnim razem wspominałem, iż EQ ma kilka trybów. Od presetów, przez zaawansowane regulacje, aż po możliwość skorzystania z profilów innych użytkowników. Byłem zadowolony też ze skuteczności działania aktywnej redukcji szumów, przynajmniej biorąc pod uwagę półkę cenową. Poziom głośności w Androidach warto uwolnić w ustawieniach programisty, gdzie często ogranicza ją tzw. głośność bezwzględną. Polecam zmienić ten parametr w swoim telefonie niezależnie od modelu i używanych słuchawek. Naprawdę cieszy obecność LDAC do obsługi muzyki wyższej rozdzielczości, więc jeżeli korzystacie z odpowiedniego telefonu i serwisu streamingowego, to zyskacie na jakości. Ja testowałem Ear (3a) ze telefonem Nothing Phone (3), które takie wsparcie posiada. Należy pamiętać, by LDAC był w telefonie uruchomiony, a serwis muzyczny miał tryb loseless. Nie testowałem tylko dźwięku przestrzennego, ale na to przyjdzie jeszcze czas.

CMF Clip Pro kosztują 339 zł i w nich dźwięk ocenić było mi znacznie trudniej. Nie tylko z uwagi na samą otwartość, ale też własne preferencje i oczekiwania względem produktów audio. Jestem fanem słuchania muzyki w możliwie pełny sposób, natomiast open-ear mają odmienną specyfikę. Clip Pro sprawdzałem zupełnie inaczej, tj. przy odsłuchu materiałów publicystycznych, słuchowisk, podcastów, no i ogólnych rolek w mediach społecznościowych. Od razu zauważę istotne ustawienia, z którymi przed użytkowaniem urządzenia warto się zapoznać. Pierwsza i najważniejsza jest związana z połączeniem z telefonem. Początkowo myślałem, iż słuchawki są naprawdę bardzo cisze i zacząłem kombinować ze wspomnianą głośnością bezwzględną. Pokombinowałem i okazało się, iż Android ma swój suwaczek głośności, a słuchawki w przyciskach jeszcze własne. W systemie telefonu wszystko był na maksie, a w słuchawkach jeszcze trochę zapasu. Najlepiej od razu obniżyć głośność w systemie, podgłośnić słuchawki i mieć zakres regulacji.

Możliwość zmiany dwóch poziomów basu nie brzmi zbyt imponująco, ale szczerze mówiąc, ciężko mi było znaleźć sytuację, w której potrzebowałbym lepszej kontroli (i tak odczujemy je raczej tylko we względnie spokojnym otoczeniu). Słabszy bas w słuchawkach otwartych jest specyfiką tego formatu. Naprawdę trudno dokonać tu cudów bez wprowadzania zniekształceń.

Ciekawą funkcją jest tryb redukcji wycieku dźwięku, czyli ochrona przed podsłuchem z zewnątrz, ale nie czułem jej przydatności. Przy jej aktywacji zwiększymy prywatność, ale ściszymy też dźwięk. Wydaje się, iż ta opcja jest idealna w cichych pomieszczeniach, gdzie istnieje ryzyko „wycieku” tego co słyszymy.

Przyznam na koniec, iż naprawdę byłem bardzo interesujący otwartych „klipsów” (są w tej chwili coraz modniejsze), więc Clip Pro stały się pierwszymi, które mam okazję ocenić. Z uwagi na mniejsze możliwości skorygowania efektów, zrozumiałe jest ograniczenie opcji equalizera. Przewagą rozwiązań open-ear jest możliwość podziału uwagi między tym co leci w słuchawkach oraz tym, co dzieje się wokół nas. Jest mnóstwo sytuacji, by tak noszone słuchawki wykorzystać. Myślę, iż z czasem scenariuszy użytkowania będzie przybywać, chociażby z uwagi na asystentów AI (w ramach ogólnej pomocy, czy przewodnika). Przy analizach muzycznych musimy jednak brać pod uwagę dźwięk ze słabszych basem. Osobiście wolę zanurzyć się w pełnym zakresie częstotliwości i bez hałasu otoczenia, ale całkowicie rozumiem koncepcję otwartych modeli.


Audio Snapshot w Nothing Ear (3a) i Smart Dial w CMF Clip Pro

Obie nowe generacje słuchawek marki Nothing zaproponowały coś nowego. Producent stara się w swoich TWS/OWS (pierwsze są zamknięte, a drugie otwarte) dostarczyć jakieś wyróżniki. W tym tygodniu poświęcę chwilę tym rozwiązaniom. przez cały czas je testuję, ale chciałem krótko scharakteryzować ich ogólne adekwatności.

Audio Snapshot w Nothing Ear (3a). Elementem wyróżniającym ten model słuchawek jest opcja szybkich nagrywek dźwiękowych, które uruchamiamy gestem uszczypnięcia. Funkcja ta jest czymś w rodzaju krótkich nagrań i teoretycznie też rozmów, choć to drugie zależne od regionalnych przepisów.

Na czym to polega? Nothing wymyśliło sobie rodzaj „audio screenshota”, czyli zachowania fragmentu dźwięku na wzór zrzutów ekranu. Może to być kawałek słuchowiska, porada usłyszana na tle, ale też notka głosowa, czy jakaś myśl warta zapisu. Na takie pliki mamy w słuchawkach 32MB pamięci. Wszystkie trafiają do apki Nothing X, gdzie otrzymują automatyczną transkrypcję na tekst. Ja chętnie skorzystałbym z nagrywania rozmów, ale nie widzę tego rozwiązania na naszym rynku. Zapisywanym audio można dobrać okienko czasowe, które uwzględnia konkretny czas przed gestem aktywacji, dzięki czemu rejestracja leci z wyprzedzeniem, ale sama akcja rusza z opóźnieniem na reakcję. Domyślam się też, iż Audio Snapshot zaczną w końcu mocniej wykorzystywać przetwarzanie AI w celu lepszej organizacji informacji. Na razie koncepcja próbuje wyróżnić Ear (3a) na tle podobnie wycenionej konkurencji.

Smart Dial w CMF Clip Pro. W modelu słuchawek typu ope-ear zaproponowano przydatne pokrętełko. Widziałem już etui z ekranikami do szybkiej obsługi. Nothing przygotował uproszczony odpowiednik w postaci fizycznej „gałeczki” w płaskim wydaniu. Ma też przycisk (służy między innymi do uruchomienia trybu parowania). Wszystkie gesty można sobie w apce Nothins X dobrać po swojemu i gwałtownie i wygodnie kontrolować opcje słuchawek. Zastępuje to panele sterowania w telefonie, czy gesty w przyciskach samych słuchawek. Element ten jest klikalny, reaguje na przytrzymania itd. Odbierzemy nim połączenie, a obracaniem zmienimy poziom głośności. Podoba mi się to rozwiązanie.


Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro – sterowanie słuchawkami

Nie miałem zamiaru porównywać obu testowanych słuchawek marki Nothing, ale jest tyle różnic między nimi, iż o takie materiały aż się prosi. Z uwagi na zupełnie inne konstrukcje (no i przede wszystkim przeznaczenie), Ear (3a) i Clip Pro oferują zupełnie odmienne sposoby kontroli dźwięki, połączeń, czy dodatkowych funkcji. Choć wszystkie najważniejsze opcje ustawimy w tej samej aplikacji Nothing X, sposób fizycznej obsługi jest w słuchawkach różny. W Nothing Ear (3a) ściskamy i dotykamy wearables, a w CMF Clip Pro mamy fizyczny przycisk i pokrętełko Smart Dial w etui.

Niezależnie od modelu, dostosowanie gestów/przyciśnięć warto sobie od razu na telefonie wyregulować po swojemu. Podobnie zresztą z maksymalnym dźwiękiem – na co zwracałem we wcześniejszych testach. Każdy z nas ma inne przyzwyczajenia, więc opcje dobrania ustawień pod indywidualny sposób kontroli jest dziś istotną kwestią przy projektowaniu każdych odmian słuchawek.

Nothing w Ear (3a) postawił na „pinche”, czyli system znany z „pałeczkowatych” modeli w segmencie TWS. Do każdego formatu trzeba się przyzwyczaić. Ten tutaj jest pewnie podobny do wcześniejszych generacji słuchawek londyńskiej marki. W Ear (3a) chwytami z trzpień i gestowo obsługujemy. Do dyspozycji są pojedyncze, podwójne i potrójne ściśnięcia. Domyślnie przypisano im play/pauzę, przeskok utworu i powrót. Z kolei dłuższym przytrzymaniem przełączamy tryby ANC (aktywnej redukcji/transparentności). Pozostałe mogą służyć do głośności, wywoływania asystenta, czy dodatkowych funkcji. Zaletą tego podejścia jest rzadsze mylenie akcji, np. podczas poprawiania słuchawek w uszach. Podoba mi się też efekt sprzężenia zwrotnego, które odzwierciedla kontakt z gestem. jeżeli przyzwyczailiśmy się do dotknięć w konkurencyjnych modelach, to do gestów w Nothing trzeba będzie się przyzwyczaić.

W otwartych CMF Clip Pro wykorzystano fizyczne przyciski. Są bardzo czytelne w odbiorze i mają ten sam system działań, co w Ear (3a), czyli krotności przyciśnięć oraz dłuższe przytrzymanie. Różnicą są odczucia. Posiadają oba modele zbudowałem podobne systemy kontroli, by utrzymać jakąś spójność. Alternatywą do przycisków, trzeba przyznać, iż wygodną, jest pokrętło w transporterku dla słuchawek CMF. Stylistycznie przypomina ono podobny moduł w telefonach CMF Phone 2 Pro (tam jednak jest to tylko element dekoracyjny urządzenia). Być może Smart Dial w etui brzmi gadżeciarsko, ale się przydaje. Trzymając rękę w kieszeni można wygodniej sterować słuchawkami, niż klikając przyciski i przesuwając tym samym urządzenie na uchu. Działamy na czuja, no i nie musimy sięgać po telefon, by przełączyć lecący kawałek. Daję tu za te rozszerzenie plusa.

Niezależnie od podejścia, oba wydają mi się wygodniejsze od dotykowych rozwiązań w innych słuchawkach. Jest mniej pomyłek, ale do nawigacji trzeba przywyknąć.


Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro – czas pracy słuchawek

Czas pracy słuchawek na jednym ładowaniu nie jest tak istotny, jak w przypadku wielu innych przenośnych urządzeń, ale też ma znaczenie. Przewagą bezprzewodowo grających True Wireless Stereo jest etui z dodatkowym bankiem energii, no i bardzo kompaktowe gabaryty elektroniki – nie potrzebujące wiele energii. Nothing i CMF w swoich nowych modelach słuchawek proponuje optymalne czasy działania. Część konkurencyjnych dla Ear (3a) i Clip Pro wypada lepiej, ale (przynajmniej dla mnie) nie ma to większego znaczenia. Propozycje są w porządku, a w razie wyczerpania poratuje tryb szybkiego ładowania.

Przy każdym etapie testów obu modeli słuchawek, zaznaczam, iż nie zestawiam ich ze sobą z uwagi na odmienne formaty, które reprezentują. Podawane przez producenta wyliczenia z czasami pracy Ear (3a) i Clip Pro są oczywiście zależne od stosowanego kodeka, poziomu głośności, a choćby zaangażowania aktywnej redukcji szumów (tu tylko w tym pierwszym). Nie mierzyłem ze stoperem zgodności z deklaracjami, ale znów muszę zauważyć, iż baterie w TWS to dla mnie zwykle najmniejsze zmartwienie. W tej półce cenowej zabraknie opcji wygodnego ładowania w bezprzewodowej formie, więc w obu przypadkach potrzebny będzie USB-C.

Wybaczcie, iż w analizach czasu pracy nie jestem jakiś szczególnie precyzyjny, ale naprawdę, przy komforcie posiadania ze sobą etui z dodatkowymi doładowaniami, testy w tym obszarze nie są jakieś ważne (szczególnie przy spełnieniu pewnego progu minimum). Nothing w Ear (3a) i CMF w Clip Pro oferują podobne czasy działania w trybie normalnym, czyli ok. 10 godzin. Więcej zapasu w swoim transporterku mają Ear (3a). Przy korzystaniu z aktywnej redukcji szumów (ANC) parametry mocno spadają, ale jest to opcja, z której warto czasem skorzystać. Sprawdzałem efekty tłumienia w samolocie i w tych konkretnych warunkach system się sprawdził – również bez słuchania muzyki, gdy chciałem obniżyć hałasy i przymknąć na czas lotu oko.

Nothing Ear (3a)CMF Clip Pro
Na jednym ładowaniu – bez ANC do 10 h do 10 h
Na jednym ładowaniu – z ANC do 6 h brak ANC
Z bankiem energii w etui – bez ANC do 42 h do 32,5 h
Z bankiem energii w etui – z ANC do 25 h nie dotyczy
Tryb szybkiego ładowania 5 min ładowania ≈ 1 h pracy 10 min ładowanie ≈ 4 h pracy

Nothing Ear (3a) i CMF Clip Pro – podsumowanie słuchawek

Myślę, iż poznałem obie pary słuchawek na tyle dobrze, by móc je w końcu podsumować. Testowałem w tym samym czasie dwa odmienne modele bezprzewodowych słuchawek od Nothing i CMF (by Nothing). Nie porównywałem ich, ale siłą rzeczy zwracałem na różnice uwagę. Nothing Ear (3a) to dokanałowe TWS, które sprawdzałem bardziej pod kątem muzycznym, natomiast CMF Clip Pro badałem w ramach pierwszego kontaktu z OWS, czyli oferty w otwartym formacie. Pierwsze izolują od otoczenia, drugie pozwalają na lepszą orientację (świadomość) w otoczeniu. Zależało mi na posiadaniu takiego modelu, więc przy okazji staje się moim pierwszych benchmarkiem dla wszystkich kolejnych. Chyba dobrze, iż startuję od propozycji z przystępniejszej cenowo półki.

Nothing Ear (3a) zastąpiły (w zasadzie wciąż się uzupełniają) poprzednie Jabry z ANC. Brzmienie mnie zadowoliło, zwłaszcza opcje korekty i wykorzystania gotowych presetów (mam na myśli te społecznościowe). Udało mi się przetestować aktywną redukcję szumów w samolocie, gdzie wykonały swoje zadanie wzorcowo (również w trybie odcięcia od hałasu, jako zatyczki). W atrakcyjnej cenie jest szeroki korektor muzyczny, kodek LDAC, a także tryb nagrywania notek. Całkiem nieźle, zwłaszcza, iż to moje pierwsze słuchawki Nothing, a wiem, iż w ofercie producenta można znaleźć jeszcze lepiej wyposażone propozycje. Cena katalogowa: 450 zł (wygląda rozsądnie).

Do CMF Clip Pro podchodziłem z jeszcze większą ciekawością. Trochę do nakładanej na ucho budowy się przyzwyczajałem (zresztą do mieszania dźwięków z środka i na zewnątrz, również). Akurat w mojej pracy zadania dla otwartej konstrukcji się znalazły, ale to na tyle specyficzna oferta, iż nie każdemu sprosta. Docenią ją osoby potrzebujące luzu (np. przy konieczności długiego użytkowania) i stałego kontaktu z otoczeniem. Ta formuła ma swoje bardzo konkretne możliwości, ale i ograniczenia. Sprawdziła się podczas rozmów, podcastów, treści ogólnych. Muzyka też dała radę, przynajmniej na tyle, ile pozwalała otwartość. Nie pozwoliła jednak na odpowiedni komfort brzmieniowy, bo z racji budowy „przeciekał”. Uważam jednak, iż taki OWS robi się popularny nieprzypadkowo. Najbardziej jestem ciekaw, jak marki będą podkręcały możliwości clipów. Cena katalogowa: 339 zł (brzmi OK).

Nothing Ear (3a)CMF Clip Pro
PLUSY niezłe brzmienie z mocnym basem

skuteczne ANC i tryb transparentny

fajnie przygotowana apka Nothing X i rozbudowany EQ (+ presety społeczności)

LDAC + łączność multipoint

wygodne i lekkie

bardzo dobre pasywne tłumienie

charakterystyczny design Nothing

atrakcyjna wycena

bardzo wygodne przy długim noszeniu

otwarta konstrukcja – cały czas słyszysz otoczenie (wyższa świadomość)

stabilnie trzymają się ucha, także podczas ruchu

LDAC + łączność multipoint

fizyczne sterowanie + pokrętło na etui

dobra bateria

szczelność zgodna z IP54

atrakcyjna wycena

MINUSY ANC dobre, ale nie premium

mocny bas nie każdemu przypadnie do gustu

czas pracy samych słuchawek mógłby być lepszy

mikrofony potrafią trochę pogorszyć głos w hałaśliwym miejscu

Spatial Audio wymaga jeszcze testów

szkoda braku bezprzewodowego ładowania (dopełniłoby całość)

brak ANC i jakiejkolwiek izolacji od otoczenia (ale to charakterystyka tego formatu)

możliwy „wyciek” dźwięku na zewnątrz (choć jest tryb zapobiegający, ale tracimy wtedy głośność)

jakość rozmów jest zależna od hałasu otoczenia

brzmienie audio traci przez wpływ dźwięków otoczenia (muzycznie ciężko to zaakceptować)


Idź do oryginalnego materiału