Test Kobo Remote – wygodny pilot do zmiany stron na czytnikach Kobo

swiatczytnikow.pl 3 godzin temu

Oto krótki test Kobo Remote – nowego pilota do zmiany stron na czytnikach Kobo.

Zalety pilotów do czytników wydają się dość oczywiste. Pilot przydaje się do zmiany stron bez wysiłku, gdy nie chcemy lub nie możemy podnieść dłoni. Dla niektórych to wręcz najważniejsze ułatwienie życia – dotyczy to np. osób chorych, z ograniczoną mobilnością. Ale przyda się też, jeżeli zimową porą chcemy sobie leniwie płynąć przez książkę, ręce trzymając pod kocem.

Dlatego dziwi mnie, iż nie wszyscy producenci takie akcesoria mają, sam Rakuten (właściciel marki Kobo) ogłosił takie urządzenie dopiero pod koniec tego roku.

Pilot działa ze wszystkimi czytnikami Kobo, które mają łącze Bluetooth. Są to aktualnie sprzedawane modele: Clara BW, Clara Colour, Libra Colour, Elipsa 2E, ale też starsze, takie jak Clara 2E, Libra 2 albo Sage.

Kobo Remote kupimy w sklepie Czytio, który jest polskim dystrybutorem. Pilot kosztuje aktualnie 119 zł i dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych: czarnej oraz białej.

Pilota otrzymałem do testu od sklepu Czytio, ale wszystkie opinie są wyłącznie moje. W artykule są linki afiliacyjne.

Wygląd pilota

W niewielkim pudełku poza pilotem dostajemy smycz oraz krótką instrukcję w wielu językach, również po polsku.

Przejdźmy do wyglądu pilota. Na górze mamy dwa przyciski – większy przenosi do przodu, mniejszy do tyłu.

Dolna strona pilota wyprofilowana, aby łatwiej go było trzymać. Widzimy też komorę na jedną baterię AAA.

Z kolei na górnej krawędzi pilota mamy przycisk aktywujący parowanie z czytnikiem.

Podłączenie do czytnika

Zanim skorzystamy z pilota, musimy zaktualizować oprogramowanie czytnika. Zostaniemy przy okazji powiadomieni o wprowadzeniu Kobo Remote.

Samego pilota należy „włączyć”, wyciągając folię blokującą baterię. Niebieska dioda LED z tyłu pilota zacznie gwałtownie migać, co oznacza, iż pilot wszedł w tryb parowania.

No i jeżeli na czytniku wejdziemy w połączenie Bluetooth zobaczymy go na liście.

Po połączeniu pilot jest gotowy do pracy.

Kobo Remote w praktyce

Korzystanie z pilota jest banalne. Większy przycisk (pasujący idealnie pod kciuk) zmienia strony do przodu, mniejszy – do tyłu. Na czytniku Kobo Libra Colour szybkość zmiany stron jest porównywalna ze zmianą klawiszami fizycznymi. Nie ma też żadnego opóźnienia. Po chwili zapominam, iż go trzymam, a strony płyną i płyną…

Jeśli korzystamy z audiobooków (zakupionych w sklepie Kobo), przyciski przewijają je o 30 sekund do przodu i do tyłu.

Pilot jest bardzo lekki – bez smyczy (ale z baterią) waży ledwie 35 g.

Bardziej zaawansowani użytkownicy mogą kręcić nosem na to, iż pilot poza zmianą stron nie ma żadnych innych funkcji. Można sobie wyobrazić np. zmianę rozdziału przez dłuższe wciśnięcie przycisku, albo podłączenie jakiejś funkcji specjalnej pod równoczesne wciśnięcie obu. Ale jestem przekonany, iż 95% czytelników wystarczą istniejące funkcje.

Warto zwrócić uwagę, iż nie ma możliwości „wyłączenia” pilota, innego niż wyjęcie baterii. No, tak jak z pilotem do telewizora. Na czytniku możemy oczywiście wyłączyć Bluetooth, wtedy nastąpi rozłączenie.

Można by narzekać na to, iż pilot wykorzystuje baterię, zamiast ładowanie przez USB – ale według producenta jeden paluszek AAA wystarczyć ma na kilka miesięcy.

Z niektórych recenzji wynika, iż korzystanie z pilota (i włączonego BT) zwiększa zużycie baterii na czytniku, ale korzystałem zbyt krótko, aby to potwierdzić.

Czy Kobo Remote działa z innymi czytnikami?

Czy pilota da się połączyć z innymi czytnikami, które obsługują Bluetooth?

Połączyć się da. Ale w przypadku czytników PocketBook nie zauważyłem żadnych efektów.

Z kolei w przypadku Onyx Boox na testowanym niedawno Go 7 Color II pilota podłączyłem, jednak zmienia on… wielkość czcionki, a nie strony. Nie wiem, czy jest jakaś możliwość, aby to zmienić.

Warto jednak zaznaczyć iż do czytników Onyx możemy dokupić firmowy kontroler Bluetooth i to choćby o 20 zł taniej.

Podsumowanie

Kobo Remote miał premierę pod koniec roku 2025, a zainteresowanie było podobno tak duże, iż w pewnym momencie zapasy się wyczerpały – zresztą na oficjalnej polskiej stronie Kobo jest oznaczony jako niedostępny.

Dostałem go do testów jeszcze w grudniu i planowałem pierwotnie napisać o nim jeszcze przed świętami, bo wydawał się idealnym prezentem świątecznym dla fanów Kobo.

Jest to niedrogie akcesorium, które po prostu spełnia swoją rolę, dlatego nie zdziwię się, jeżeli wielu użytkowników Kobo zrobi sobie taki prezent bez okazji.

Idź do oryginalnego materiału