Ma zaledwie 9,5 cm wysokości, widzi w całkowitych ciemnościach i samodzielnie myje mopa w gorącej wodzie. Deebot T90 Pro Omni to zaawansowany robot sprzątający, który w teorii ma całkowicie odciążyć nas od dbania o podłogi. Wyposażono go w system adaptacyjnego napędu, potężną siłę ssania i zaawansowaną nawigację, która potrafi rozpoznawać zwierzęta i omijać kable. Tyle teorii, ale jak to wygląda w praktyce?
Egzemplarz testowy został przekazany redakcji bezpłatnie do celów recenzji. Producent nie miał wglądu w treść artykułu przed jego publikacją.
Zawartość zestawu i niezrozumiałe braki
Sprzęt dotarł do mnie w solidnie zabezpieczonym kartonie, który – co zaskakujące przy stacjach typu All-in-One – wcale nie zajmował połowy przedpokoju. W środku znalazło się miejsce na samego robota, masywną stację ładującą, dodatkową, odczepianą podstawkę ułatwiającą wjazd oraz instrukcję obsługi. Duży plus należy się za przewód zasilający. Jest na tyle długi, iż pozwala na swobodne ustawienie bazy, choćby jeżeli gniazdko nie znajduje się bezpośrednio za nią. W pudełku znalazł się również pojemnik z płynem do mycia podłóg, który wyróżnia się przyjemnym, niedrażniącym, lekko kwiatowym zapachem.
I w tym miejscu kończą się dobre wiadomości dotyczące wyposażenia. W stacji dokującej fabrycznie zamontowano jeden worek na kurz, ale producent nie dorzucił żadnego zapasowego. W pudełku nie znajdziemy również dodatkowego filtra HEPA. Przy urządzeniu z tej półki cenowej trudno uznać to za szczególnie hojny zestaw startowy. W przypadku wielu tańszych modeli użytkownik otrzymuje zapas materiałów eksploatacyjnych, które pozwalają przez kilka miesięcy korzystać ze sprzętu bez konieczności ich dokupowania. Tutaj zakupy trzeba zaplanować praktycznie od razu. Na pocieszenie pozostaje fakt, iż worki i filtry są łatwo dostępne, a ich ceny zaczynają się od kilkunastu złotych za sztukę.
Parametry techniczne odkurzacza
Konstrukcja robota. Minimalizm i test grawitacji
Deebot T90 Pro Omni prezentuje się bardzo nowocześnie i elegancko. Górna część obudowy to matowa pokrywa o ciekawej strukturze, na której umieszczono główny, podświetlany włącznik. Pod pokrywą znajdziemy jednak… drugi włącznik główny. Decyzja inżynierów o zdublowaniu tej funkcji jest dość zastanawiająca, bo w codziennym użytkowaniu w zupełności wystarczyłby jeden przycisk. Znajdziemy tam również przycisk parowania Wi-Fi, naklejkę z kodem QR oraz dostęp do niewielkiego (0,25 l) pojemnika na kurz z filtrem. Pojemnik nie powala rozmiarem, ale przy obecności stacji opróżniającej nie ma to żadnego znaczenia. Nie będziecie mieli raczej potrzeby go wyjmować, ale gdyby zaszła taka konieczność, dzieje się to bez najmniejszego problemu. Łatwo i sprawnie.
Kluczową zaletą konstrukcji samego robota jest brak wystającej na górze wieżyczki ze skanerem laserowym. Dzięki temu całkowita wysokość urządzenia wynosi tylko 9,5 cm. W praktyce oznacza to, iż robot bez problemu wjeżdża pod niskie kanapy, łóżka i wiszące szafki, pod którymi tradycyjne odkurzacze po prostu się klinują. Zamiast wysokiego lidaru, na froncie i po bokach umieszczono zaawansowany zestaw czujników oraz kamerę wspieraną mocnym podświetleniem. Całość wygląda świetnie, choć błyszczący front urządzenia bardzo gwałtownie zbiera odciski palców i drobinki kurzu. Gdyby ten element wykonano z matowego tworzywa, tak jak górną pokrywę, pewnie nie byłoby tego efektu, choć trudno powiedzieć, czy robot prezentowałby się wtedy równie dobrze.
Uważaj, gdy mnie odwracasz
Prawdziwy problem pojawia się jednak podczas konserwacji. jeżeli chcecie obrócić odkurzacz do góry kołami, by wyczyścić szczotkę, górna pokrywa natychmiast odpada i ląduje na podłodze. Nie zastosowano tu żadnych mocnych magnesów czy fizycznych zatrzasków, a szkoda. Przy normalnej pracy na płasko wszystko trzyma się idealnie, ale przy jakimkolwiek podnoszeniu czy odwracaniu sprzętu trzeba pamiętać o wcześniejszym ściągnięciu klapki.
Pod spodem znajdziemy jedną szczotkę boczną, choć szeroki wałek główny rekompensuje brak drugiej. Są także pancernie wyglądające koła napędowe systemu TruePass oraz szeroki na 27 cm wałek mopujący. Jego ewentualny demontaż początkowo przypomina rozwiązywanie łamigłówki. Instrukcja uparcie milczy na ten temat. Gdy już jednak zorientujemy się w mechanizmie, wyciąganie wałka zajmuje sekundy. Podobnie jak w przypadku pojemnika na kurz, raczej rzadko będziemy tu zaglądali, o ile w ogóle. W końcu stacja ma robić za nas niemal wszystko i w praktyce adekwatnie tak to wygląda.
Stacja OMNI. Estetyczna i bezobsługowa
Stacja bazowa to solidny element wyposażenia, ale dzięki matowemu, lekko strukturalnemu wykończeniu nie szpeci pomieszczenia i dobrze wpisuje się w domową przestrzeń. Od frontu znajduje się solidnie domykana klapa, pod którą ukryto worek na kurz oraz zbiornik, do którego wlewamy dołączony płyn czyszczący. Na samym dole znajduje się strefa parkowania, opróżniania i mycia robota.
Górną część bazy zajmują dwa pojemniki: na wodę czystą (4 l) oraz brudną (2,2 l). Oceniane z zewnątrz wydają się ogromne, ale po ich wyciągnięciu widać, iż wewnątrz przestrzeni jest nieco mniej. przez cały czas jest to jednak pojemność w zupełności wystarczająca do obsługi dużego mieszkania bez konieczności codziennego dolewania wody. Sam proces napełniania jest banalnie prosty. Wystarczy wyciągnąć zbiornik za wygodną rączkę, otworzyć pojemnik co działa bardzo sprawnie i wlać wodę. Odstawiamy do bazy i tyle.
Stacja oferuje również system mycia wałka mopującego gorącą wodą o temperaturze 75°C. Wykorzystuje on 32 dysze, które dokładnie przepłukują wałek i usuwają z niego zabrudzenia bezpośrednio w stacji. Brudna woda jest następnie odprowadzana przez zintegrowany odpływ, dzięki czemu nie zalega wewnątrz urządzenia i nie powinna powodować nieprzyjemnych zapachów. Producent zakłada, iż zbiornik brudnej wody można opróżniać po kilku cyklach sprzątania. W czasie testów wolałem jednak robić to po każdym użyciu, ponieważ w ten sposób łatwiej było uniknąć nieprzyjemnego zapachu przy opróżnianiu pojemnika.
Konfiguracja i zaskakująco dobra aplikacja
Proces uruchomienia jest szybki i bezbolesny. Po pierwszym włączeniu robot wita nas komunikatami w języku angielskim. Wystarczy pobrać aplikację Ecovacs, zeskanować kod QR ukryty pod klapką robota i połączyć urządzenie z domową siecią Wi-Fi.
Sama aplikacja to potężne narzędzie sterujące. Jest rozbudowana, oferuje ogrom opcji i – co ważne – doczekała się naprawdę solidnego polskiego tłumaczenia, choć miejscami można wyłapać drobne potknięcia. Jednym z pierwszych kroków z poziomu telefona może być zmiana języka asystenta głosowego na polski.
Następnie robot rusza w trasę zapoznawczą. Mapowanie mojego niewielkiego mieszkania zajęło niespełna 10 minut. Wygenerowana mapa jest czytelna, a aplikacja pozwala na jej swobodną edycję: łączenie pokoi, stawianie wirtualnych ścian czy definiowanie stref zakazanych.
Opcje personalizacji sprzątania są wręcz ogromne. Możemy wybrać, czy robot ma tylko odkurzać, tylko mopować, czy wykonywać obie te czynności jednocześnie. Do wyboru mamy cztery poziomy mocy ssania, regulację przepływu wody, a choćby prędkość poruszania się robota – im wolniej, tym dokładniej. Ciekawą funkcją jest możliwość ustawienia interwału mycia mopa (od 10 do 25 minut) oraz włączenie specjalnych stref dla zwierząt, gdzie robot ma zachować szczególną ostrożność. W opcjach możemy również zdefiniować, czy robot ma przejechać mieszkanie tylko raz, czy wykonać sprzątanie dwukrotnie dla lepszego efektu.
Bardzo przydatna jest też konfiguracja zachowania na dywanach. Można precyzyjnie ustalić, czy po wjechaniu na nie odkurzacz ma je tylko odkurzać, czy może jednak spróbować mopować. Ustawień jest jednak zdecydowanie więcej, ale wiele z nich to po prostu kwestie personalizacji i ustawień konta.
Nawigacja i odkurzanie w praktyce
Podczas odkurzania Deebot T90 Pro Omni pokazuje, za co faktycznie płacimy. W moim odczuciu system nawigacji działa w sposób przemyślany. Robot najpierw dokładnie objeżdża krawędzie pomieszczenia i dojeżdżając maksymalnie blisko listew przypodłogowych, a następnie systematycznie, pas po pasie, pokrywa środek. Dobrze odkurza zarówno panele, kafelki, jak i dywany.
Dzięki brakowi wieżyczki urządzenie perfekcyjnie sprawdziło się w kuchni. Wjeżdżało głęboko pod cokoły szafek, a mechanizm mopa sprawnie wysuwał się do samej krawędzi. Jakość odkurzania stoi na wysokim poziomie. Zadeklarowana siła ssania radzi sobie bezbłędnie z sierścią zwierząt, rozsypanym, ciężkim żwirkiem czy kuchennymi okruchami.
Największe wrażenie robi jednak system nawigacji i rozpoznawania obiektów. Mój domowy robot ma w zwyczaju taranować wszystko na swojej drodze. Deebot tego nie robi. Zbliżając się do ściany, mebla czy domowego zwierzaka, urządzenie wyraźnie zwalnia i płynnie omija przeszkodę. Nie ma mowy o obijaniu listew. Dodatkowym plusem jest silne podświetlenie LED, które pozwala robotowi bezbłędnie nawigować w całkowitych ciemnościach. Ale jeżeli nie chcecie, żeby coś was rozpraszało mocnym światłem w nocy, lepiej zaplanujcie sprzątanie w ciągu dnia.
Są jednak dwa scenariusze, z którymi sprzęt sobie nie radzi. Pierwszy to naprawdę małe obiekty. Bardzo drobnych zabawek porzuconych na podłodze system wizyjny czasami po prostu nie zauważa. Drugi, znacznie bardziej irytujący problem, dotyczy lekkich, małych dywaników łazienkowych. Mechanizm kół TruePass, który świetnie radzi sobie z wyższymi progami, zupełnie nie potrafi wjechać na miękką, niezamocowaną przeszkodę. Zamiast na nią wjechać, robot bezlitośnie przesuwa i roluje dywaniki po całym pomieszczeniu. Jedynym wyjściem jest przyklejenie ich do podłogi taśmą dwustronną lub wykluczenie tych stref w aplikacji. Z poziomu aplikacji możemy także zaznaczyć omijanie dywaników „z frędzelkami”, ale choćby po zaznaczeniu, robot i tak na nie wjeżdżał.
Warto też wspomnieć, iż jeżeli robot napotka przeszkodę, jak chociażby w przypadku zaplątania się w dywanik, otrzymujemy komunikat głosowy, jak chociażby „Nie mogę dalej jechać, sprawdź kółka napędowe”. Wtedy konieczna jest nasza ingerencja.
Czas na mopowanie podłóg
Szeroki wałek mopujący, kręcący się z prędkością do 200 obrotów na minutę, zapowiada rewolucję. I faktycznie, przy codziennych, w miarę świeżych zabrudzeniach jest naprawdę dobrze. Rozlana na kafelkach herbata, plama z soku czy świeży ślad z ketchupu znikają po jednym przejeździe, a podłoga gwałtownie schnie i nie zostają na niej smugi.
Sytuacja wygląda zupełnie inaczej, gdy na podłodze pojawi się mocno zaschnięta plama, na przykład z resztek mokrej karmy dla zwierząt. Robot korzysta wtedy z systemu AI Instant Re-Mop, który wykrywa trudniejsze zabrudzenia i reaguje na nie dodatkowymi przejazdami. Urządzenie zwalnia, a następnie porusza się po zabrudzonym miejscu w układzie krzyżowym, próbując usunąć plamę. W praktyce takie rozwiązanie ma jednak swoje ograniczenia. Plama wyraźnie blednie i część zabrudzenia znika, ale jej ślad przez cały czas pozostaje widoczny. Przy starych i mocno przywartych zabrudzeniach robot nie zastąpi więc tradycyjnego mopa ani wilgotnej szmatki.
Warto jednak wspomnieć o bardzo dobrej kulturze pracy. Przeprojektowany układ kanałów powietrznych sprawia, iż sprzęt jest dość cichy. choćby podczas pracy na wyższych obrotach czy w trakcie odsysania brudu i mycia mopa w stacji, poziom hałasu nie przekraczał 70 dB. Można spokojnie przebywać w tym samym pomieszczeniu, rozmawiać lub oglądać telewizję.
Czy warto kupić Deebot T90 Pro Omni?
Otrzymujemy więc dość kompleksowe i ciche urządzenie, które bardzo dobrze radzi sobie z odkurzaniem, sprawnie nawiguje po mieszkaniu i na bieżąco przeciera podłogi. Dużą zaletą jest również brak wystającego lidara, dzięki czemu robot bez problemu dociera pod niskie meble. Nie wszystko jednak wypada równie dobrze. Producent oszczędził na dodatkowych akcesoriach, a osoby korzystające z małych dywaników mogą być zmuszone do zmiany ich ułożenia albo ustawienia dodatkowych stref zakazanych w aplikacji.
Nie zmienia to faktu, iż podczas testów robot wyraźnie ograniczył ilość codziennego sprzątania i okazał się wygodnym rozwiązaniem do regularnego utrzymywania podłóg w czystości. Jak za kwotę zakupu za ok. 2800 złotych, jest godny polecenia.
ZALETY
- Niski profil (9,5 cm) dzięki przeniesieniu czujników na front urządzenia – bezbłędnie wjeżdża pod meble,
- Skuteczny, bezkolizyjny system nawigacji, który nie taranuje ścian i bezpiecznie omija zwierzęta,
- Bardzo cicha praca zarówno odkurzacza, jak i bazy podczas czyszczenia mopa,
- Wbudowane podświetlenie LED, pozwalające na bezproblemowe sprzątanie w ciemności,
- Świetnie zaprojektowana, stabilna aplikacja z bardzo szczegółowymi możliwościami konfiguracji,
- Długi i praktyczny przewód zasilający stację,
- Wałek mopujący dojeżdżający bezpośrednio do listew przypodłogowych.
WADY
- Brak zapasowych akcesoriów w zestawie startowym (worków, filtrów),
- Spychanie i rolowanie małych, lekkich dywaników,
- Górna klapka robota odpada pod wpływem grawitacji przy każdym odwróceniu urządzenia,
- Wałek mopujący nie radzi sobie z usunięciem mocno zaschniętych plam,

5 godzin temu







