Test Beyerdynamic Verio 200. Otwarta konstrukcja, ograniczone możliwości

9 godzin temu

Beyerdynamic Verio 200 to słuchawki o otwartej konstrukcji, a więc przeznaczone głównie dla sportowców i osób, które nie lubią całkowicie odcinać się od otoczenia. jeżeli za ten typ sprzętu bierze się tak renomowana marka, jak Beyerdynamic, to można spodziewać się całkiem sporo. Niestety Verio 200 pod kilkoma względami rozczarowują i przegrywają z nieco tańszą konkurencją.

Jakie to wielkie

Pierwsza myśl po wyjęciu z pudełka – „o jejku, jakie to duże”. I o ile w pewnych okolicznościach takie słowa mogłyby być komplementem, tak przy słuchawkach jest to niestety mankament.

Wynika to poniekąd z zastosowanej konstrukcji. Beyerdynamic poszedł w elastyczny pałąk w kształcie haka, który zaczepia się za uszami. Dzięki temu same przetworniki lądują stosunkowo blisko kanału usznego, nie wchodząc do środka.

Niestety takie rozwiązanie sprawia, iż słuchawki są po prostu ogromne, a ich etui jeszcze większe. To spory mankament, jeżeli weźmiemy pod uwagę główne zastosowanie. W końcu mają służyć przede wszystkim do uprawiania sportu. Nie wyobrażam sobie jednak wychodzenia na dłuższe wybieganie i taszczenia etui w ręku. Do kieszonki ze względu na rozmiar może się natomiast nie zmieścić.

Rozmiar robi się problematyczny także podczas codziennego, mniej sportowego użytkowania. Wyjście na spacer z psem? Etui najlepiej zostawić w domu, bo zajmie całą kieszeń męskich spodni (lub się tam choćby nie zmieści).

Ktoś może stwierdzić, iż robię problem z niczego. W końcu można przecież zostawić etui w domu i wyjść w słuchawkach już założonych na uszy. Po części się z tym zgodzę, ale jednak lubię mieć możliwość odłożenia słuchawek do etui, gdy sytuacja tego wymaga lub po prostu nie chcę już słuchać muzyki.

Na szczęście w całej tej swojej wielkości Verio 200 są całkiem wygodne. Założone za uszy nie uciskają, choć ich ciężar jest cały czas wyczuwalny. W moim przypadku nie dochodziło do żadnych niedogodności wynikających z użytkowania, choć spotkałem się w internecie z opiniami, iż nie wszystkim ten kształt pasuje.

Nieźle też wypadają panele dotykowe. Są nieco wklęsłe względem całej konstrukcji i łatwo je zlokalizować. Gdy pamiętamy, gdzie są, przypadkowe naciśnięcia praktycznie się nie zdarzają. Słuchawki można bowiem poprawić, chwytając za pałąk.

Verio 200 obsługują trzy gesty. Pojedyncze i podwójne kliknięcie oraz przytrzymanie, które aktywuje asystenta. Sposób działania paneli można zmodyfikować w aplikacji.

Nie można natomiast zmienić sposobu regulacji głośności. Odbywa się to dzięki dość skomplikowanego gestu – podwójnego kliknięcia, przy czym za drugim razem trzeba przytrzymać panel przez sekundę. Przyznam, iż trzeba się na tym trochę skupić i chyba prościej mi było po prostu wyciągnąć telefon z kieszeni i tam zmienić głośność.

W ogólnym rozrachunku panele dotykowe działają jednak dobrze, gwałtownie i precyzyjnie reagując na gesty.

foto. Beyerdynamic

Łączność i bateria na duży plus

Ogromny rozmiar samych słuchawek i etui ma jednak swoje plusy. Producent mógł w konstrukcji upakować sporą baterię, dzięki czemu Verio 200 po wyjęciu z pudełka mogą grać choćby do 8 godzin. Doładowując je z etui, uzyskamy dodatkowe 27 godzin działania. To bardzo dobry wynik. W rzeczywistości nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by zabrakło energii podczas użytkowania.

Nieźle wypada też kwestia łączności. Verio 200 obsługują Bluetooth 5.3 z funkcją Multipoint, a więc możliwością sparowania z dwoma urządzeniami jednocześnie. Podczas użytkowania nie zauważyłem żadnych zakłóceń. Słuchawki grają czysto choćby w momencie, gdy są przedzielone dwoma ścianami i kilkoma metrami od źródła dźwięku.

Całość dopełnia bogaty zestaw obsługiwanych kodeków: aptX Adaptive, AAC oraz SBC. Mamy więc do czynienia z nową technologią. Odnoszę jednak wrażenie, iż w otwartej konstrukcji jest to trochę przerost formy nad treścią, bo większych różnic pomiędzy nimi i tak raczej nie zauważymy. Z dwojga złego lepiej mieć ból głowy od urodzaju niż jego braku.

Nierówny dźwięk

Mając na uwadze, iż korzystam ze słuchawek typu open, zawsze przymykam nieco oko (ucho?) na jakość dźwięku, wiedząc, na jakie ustępstwa producent musi iść przy takiej konstrukcji. Tu jednak mamy do czynienia z produktem od Beyerdynamic, więc moje oczekiwania były dość wysokie.

Verio 200 mają jednak tego pecha, iż chwilę przed nimi testowałem ich bezpośrednią konkurencję – Soundcore AeroClip. I niestety pod praktycznie każdym dźwiękowym względem wypadają one gorzej od nieco tańszego rywala.

Normalnie nie robiłbym z pewnych kwestii zarzutu, ale skoro konkurencja była w stanie zrobić to lepiej, to dlaczego o tym nie wspomnieć? Przede wszystkim ogólne brzmienie jest w moim odczuciu nieco zbyt… nijakie. Nie wybija się pod żadnym względem, ale z jakiegoś dziwnego powodu nie tworzy też pożądanej przeze mnie harmonii.

Prawdopodobnie nie dało się uzyskać tego efektu przez wysokie częstotliwości, które mają sposobność do stawania się zbyt agresywnymi. Momentami stają się wręcz irytujące.

Świetnie natomiast wypada średnica. Tutaj wyważenie wychodzi jak najbardziej na plus i warto ten fakt docenić. Z kolei niskie częstotliwości pozostawiają pewien niedosyt. Wiem, iż nie można wymagać cudów od otwartej konstrukcji, ale chciałoby się, aby bas momentami zszedł nieco niżej. W domyślnej konfiguracji stanowi on dobre tło, ale nie akcentuje brzmienia w momentach, w których powinien to robić.

Fakt ten można oczywiście nieco poprawić, przechodząc do aplikacji i korektora. Domyślne profile dźwiękowe to: rock, jazz, classical i pop. Widać więc, do jakich gatunków muzycznych Verio 200 są projektowane. Czy jednak sportowy charakter słuchawek nie powinien też nieco promować muzyki elektronicznej?

Własnoręczna zabawa suwakami poprawia nieco stan rzeczy, ale po wielokrotnych modyfikacjach i tak nie udało mi się uzyskać perfekcyjnego presetu. Pewnych ograniczeń po prostu nie idzie tu przeskoczyć.

Na pochwałę zasługuje natomiast głośność. Verio 200 grają naprawdę głośno jak na słuchawki otwarte i z powodzeniem można zagłuszyć większość dźwięków otoczenia, gdy znajdujemy się na ruchliwej ulicy.

Dopracowana aplikacja

Dobrze wypada też dedykowana aplikacja. Możemy w niej zmienić działanie gestów paneli dotykowych, choć mamy tu dość ograniczone możliwości. Do tego dochodzi już wspomniany korektor dźwiękowy, funkcja włączenia lub wyłączenia asystenta głosowego i to adekwatnie tyle.

Po jednokrotnym dostosowaniu wszystkich opcji o aplikacji możemy zapomnieć i nigdy więcej do niej nie wracać. Chyba iż tak jak ja, poszukujemy idealnych ustawień korektora.

Szkoda jednak, iż producent nie zdecydował się na spolszczenie tych kilku opcji. Pracy nie byłoby dużo, a finalny wydźwięk nieco lepszy. w tej chwili użytkownik może mieć wrażenie, iż jest klientem drugiej kategorii.

Dobre słuchawki, ale nie dla wszystkich

Beyerdynamic Verio 200 to adekwatnie udane słuchawki. Jednak z czystym sumieniem polecić je można jedynie specyficznej grupie użytkowników. Osobiście za kwotę 699 złotych spodziewałbym się nieco lepszej jakości dźwięku z mniej agresywną górą, która momentami przywodzi na myśl najtańsze konstrukcje dostępne na rynku.

Na szczęście cała reszta wypada tu całkiem nieźle. Długi czas pracy na baterii, świetna łączność i dobra obsługa gestów sprawia, iż to udany produkt. Oczywiście pod warunkiem, iż nie przeszkadza nam rozmiar etui i samych słuchawek.

Mocne strony:

  • długi czas pracy na baterii
  • wygodna konstrukcja
  • przejrzysta aplikacja
  • dobre działanie paneli dotykowych
  • świetna łączność

Słabe strony:

  • wysokie częstotliwości potrafią być zbyt agresywne
  • wielkość konstrukcji
Moto Buds Loop – recenzja. Dostałem więcej niż oczekiwałem
audioBeyerdynamicsłuchawki sportowe
Idź do oryginalnego materiału