Terminator Hollywood znów walczy o 3D. „To format zgodny z ludzkim mózgiem”

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

James Cameron najwyraźniej nie zamierza odpuścić. Niekwestionowany wizjoner i reżyser nieco chętniej krytykowanego Avatara wciąż uważa stereoskopię za przyszłość kina. Zresztą nie tylko kina.

W wywiadzie Letterboxd z Jimem Cameronem znajdziemy cytat, który idealnie streszcza jego obsesyjne podejście: „Ten (3D) format jest lepszy. Jest najbardziej zbliżony do naszego naturalnego aparatu sensorycznego. Tak właśnie działają nasze mózgi. Tak właśnie powinna wyglądać nasza rozrywka”. Cameron nie mówi tu o efekciarstwie, o „wychodzących z ekranu” włóczniach czy o tanich sztuczkach. On naprawdę wierzy, iż stereoskopia jest bardziej naturalna niż płaski obraz.

To przekonanie towarzyszy mu od lat. Zaczęło się od Potwora z Czarnej Laguny, potem była wieloletnia praca nad T2-3D w Universal Studios, a później – już w XXI wieku – rozwój kamer, które pozwalały kręcić w 3D bez kompromisów. Cameron nie jest więc typowym hollywoodzkim entuzjastą technologii, który zachwyca się nowinką, a potem o niej zapomina. On buduje wokół niej całe swoje kino.

HFR jako narzędzie, nie format. Cameron: „To poprawia głębię”

W tym samym wywiadzie Cameron wraca do tematu High Frame Rate. I tu robi się ciekawie, bo reżyser odcina się od narracji, iż HFR to „nowy format”. Dla niego to narzędzie – coś, co ma poprawić odbiór 3D, a nie zastąpić tradycyjne 24 klatki. „Nie postrzegam (wysokiej liczby klatek na sekundę) jako formatu… HFR nie jest dla mnie formatem. To narzędzie autorskie do poprawy stereoskopii” – mówi wprost.

HFR, podobnie jak 3D, wciąż budzi kontrowersje. Widzowie często narzekają, iż 48 czy 60 klatek „wygląda jak telenowela”. Cameron odpowiada na to od lat: problemem nie jest HFR jako takie, tylko sposób jego użycia. W Avatar: Istota wody stosował HFR selektywnie – w scenach akcji, gdzie dodatkowa płynność poprawiała czytelność ruchu, a nie w scenach dialogowych, gdzie mogłaby wybijać z immersji.

Im wyższy klatkaż, tym obraz w ruchu jest mniej rozmyty

To podejście ma sens, zwłaszcza gdy mówimy o 3D. Wysoka liczba klatek zmniejsza zmęczenie oczu i poprawia ostrość ruchu, co w stereoskopii jest kluczowe. W praktyce oznacza to, iż Cameron nie tyle broni HFR, ile broni synergii HFR + 3D.

Obcy – decydujące starcie w 3D? Cameron twierdzi, iż teraz technologia wreszcie na to pozwala

Najbardziej medialny fragment wywiadu dotyczy jednak filmu Obcy – decydujące starcie. Cameron przyznaje, iż rozważa konwersję filmu na 3D – i iż dziś narzędzia są na tyle dobre, iż efekt mógłby być naprawdę satysfakcjonujący. To o tyle zabawne, iż w 2010 r. Cameron krytykował kiepskie konwersje pokroju Starcie tytanów.

Czy Obcy – decydujące starcie w 3D ma sens? Zaskakująco – tak. Film ma świetnie zaprojektowaną przestrzeń, klaustrofobiczne korytarze, industrialne wnętrza i dynamiczne sceny akcji. To materiał, który w 3D mógłby zyskać, o ile konwersja będzie wykonana z chirurgiczną precyzją. A Cameron, jeżeli coś robi, to raczej nie „po łebkach”.

Problem: 3D w domach praktycznie nie istnieje. Ale Cameron patrzy dalej

Największy zgrzyt pojawia się, gdy zestawimy wizję Camerona z rzeczywistością. 3D w telewizorach umarło lata temu. Ostatnie modele z aktywnymi okularami zniknęły z rynku około 2016-2017, a producenci nie zamierzają wracać do tematu. W kinach 3D wciąż istnieje, ale nie jest już magnesem na widzów – to raczej opcja dodatkowa.

Tyle iż Camerona interesuje co innego. Nowe urządzenia XR – Apple Vision Pro, Meta Quest 3 i kolejne generacje gogli – mogą dać 3D drugie życie. W VR i AR stereoskopia nie jest dodatkiem, tylko fundamentem. A filmy 3D oglądane w goglach wyglądają lepiej niż kiedykolwiek wyglądały na telewizorach.

Apple Vision Pro

Cameron może więc nie tyle walczyć o powrót 3D do salonów, ile przygotowywać swoje filmy pod nową platformę. jeżeli Aliens 3D trafi na Vision Pro to nagle cała układanka zaczyna mieć sens.

Czy Cameron ma rację? Technologicznie – tak. Rynkowo – to już inna historia

Z perspektywy technologii trudno odmówić mu logiki. 3D faktycznie jest bliższe temu, jak widzimy świat. HFR faktycznie poprawia odbiór stereoskopii. A narzędzia do konwersji faktycznie są dziś o kilka klas lepsze niż dekadę temu.Problemem nie jest technologia, tylko rynek. Widzowie nie domagają się 3D. Producenci telewizorów nie chcą do niego wracać. Kina traktują je jako dodatek, nie jako przyszłość.

A jednak Cameron robi swoje. I może mieć rację – nie dlatego, iż przekona Hollywood, ale dlatego, iż świat zmierza w stronę urządzeń, które 3D mają w DNA. jeżeli XR stanie się mainstreamem to ktoś będzie musiał dostarczyć treści. A Cameron już dziś buduje bibliotekę filmów, które w takim środowisku będą wyglądały jak stworzone specjalnie dla niego.

Sam Cameron nie jest „tylko” znanym reżyserem. W ostatnich latach jest chętniej i częściej krytykowany z uwagi na mieszane recenzje filmów Avatar, głównie ze strony uznanych krytyków. Tyle iż choćby wspomniany Avatar – a także Titanic, Terminator 2 czy Otchłań – mierzyły się z technicznymi i technologicznymi wyzwaniami, z którymi nikt nigdy wcześniej nie miał odwagi się mierzyć. Cameron nie tylko podejmował wyzwanie z entuzjazmem, ale i gotowym planem. Jego koncepcje, pomysły czy choćby realne wynalazki znacząco pchnęły do przodu rozwój kinematografii. Warto słuchać co ma do powiedzenia.

Wniosek? Cameron znów gra długą grę

Można się z niego śmiać, można przewracać oczami, można mówić, iż „dziadek nie odpuszcza”. Ale Cameron od lat ma jedną cechę, której brakuje większości branży: konsekwencję. Gdy inni porzucają technologie po pierwszym potknięciu, on doprowadza je do perfekcji. Czy 3D wróci? Nie wiadomo. Czy HFR stanie się standardem? Jeszcze mniej wiadomo. Ale jeżeli za kilka lat filmy 3D będą hitem na goglach XR, to nikt nie będzie zaskoczony, iż pierwszy gotowy katalog ma, a jakże, Jim Cameron.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału