Ten dron ma zastąpić ci wszystkie. DJI Avata 360 – test

konto.spidersweb.pl 9 godzin temu

Zwykły dron czy dron FPV? DJI uznało, iż nie ma co męczyć klientów takimi dylematami i zrobiło drona, który na dobrą sprawę jest i jednym, i drugim.

Aczkolwiek, jako iż ideałów nie ma, nowy dron DJI ma też swoje wady i ograniczenia, które mogą – jeżeli zadamy sobie to pytanie ze wstępu – skierować nas w stronę bardziej wyspecjalizowanych odpowiedzi.

Ale po kolei.

Co to w ogóle za nowy dron?

DJI Avata 360. Przy czym z racji jego nietypowej konstrukcji „kamerowej” i kilku innych dodatków, raczej nie traktowałbym go jako bezpośredniego następcę Avaty 2.

Avata 360 jest raczej rozszerzeniem tej linii modelowej. Pozornie – a przynajmniej takie miałem wrażenie na początku – skierowanym do dość niszowej grupy odbiorców, ale praktyka pokazuje, iż jest zdecydowanie inaczej.

W rzeczywistości może być choćby tak, iż – przy uniwersalności i niskim progu umiejętnościowego wejścia – Avata 360 będzie dla sporej części klientów domyślnym wyborem.

Dlaczego tak?

Bo Avata 360 – pomijając na razie jego najważniejszy element, czyli zestaw kamer 360 stopni – jest prawdopodobnie jednym z najbardziej wielozadaniowych dronów od DJI. Chcemy latać nisko, gwałtownie i zawijać się dookoła drzew (albo o drzewa – w moim przypadku) – nie ma problemu. Chcemy zrobić spokojny, panoramiczny przelot nad okolicą? Jasne. Chcemy skorzystać z gogli i sterowania jak w Avacie 2? Zapraszam. Chcemy skorzystać z klasycznego kontrolera z drążkami?

Tak, teraz to też możliwe, zresztą dokładnie taki zestaw testowy dotarł do mnie przed kilkoma tygodniami.

I tak jak do tej pory drony FPV od DJI wymagały zabierania ze sobą w trasę zestawu sterowania FPV, tak teraz wybór należy już do nas. Co zresztą sprawiło, iż próg nauki latania dronem FPV był dla mnie – przyzwyczajonego do latania sprzętami pokroju Mini 3 Pro – zaskakująco wręcz niski.

Dobra, ale o co chodzi z tym 360? Co tam siedzi?

Dwie matryce 1/1,1 cala, oferujące rozdzielczość na poziomie 64 megapikseli każda. Do tego dwa obiektywy z polem widzenia 200 stopni o jasności 1,9.

Jeden z obiektywów jest przy tym domyślnie skierowany w górę, natomiast drugi – w dół, co pozwala „zszyć” w trakcie lotu pełne 360 stopni i zarejestrować je do późniejszej obróbki.

Aczkolwiek, jeżeli 360 akurat niespecjalnie nas w danym momencie kręci, możemy przełączyć się w tryb pojedynczej kamery. W takim układzie Avata 360 jest zbliżona do tego, co oferowała Avata 3.

I nagrywa to w jakiej rozdzielczości?

W trybie 360 – do 8K przy maksymalnie 60 klatkach na sekundę, przy czym możemy wybrać, czy chcemy nagrywać w trybie „normalnych” kolorów, czy w D-Log M, żeby potem przynajmniej część kolorowania wziąć na siebie.

W trybie pojedynczego obiektywu zjeżdżamy już do 4K zachowując przy tym taką samą maksymalną liczbę klatek.

Jeśli natomiast komuś bardziej zależy na zdjęciach, to można je robić tylko w trybie 360 stopni, zresztą większość dodatkowych funkcji foto/wideo jest dostępnych tylko dla tego trybu. Rozdzielczość zdjęć? 15520 x 7760 albo po prostu 30 lub 120 megapikseli do wyboru. Jest opcja cykania w RAW, gdyby ktoś pytał.

Ale po co w ogóle nagrywać w 360 stopniach?

To jest pytanie, które początkowo sam sobie zadawałem, tym bardziej, iż nigdy nie załapałem się jakoś na szał nie-latających kamer 360. Avata 360 odpowiedziała mi na to pytanie na kilka sposobów.

Po pierwsze – jestem raczej, delikatnie mówiąc, słabo doświadczonym pilotem FPV, więc nagranie czegoś naprawdę dynamicznego i interesującego wymaga ode mnie niesamowicie dużo wysiłku oraz umiejętności, których nie mam. Avata 360 mówi na to „spoko, to się ogarnie”, pozwalając nagrać choćby stosunkowo spokojny przelot, dynamizując go potem w ramach posprodukcji – która zresztą wiele wysiłku i umiejętności nie wymaga.

Przykładowo, kilkoma kliknięciami, można wzbogacić zwykły przelot między gałęziami o obrót 360, wyglądający tak, jakbyśmy to my wykonali akrobację dronem. Prosta demonstracja wygląda tak:

Zarejestrowany przelot:

Przelot po jednym kliknięciu w aplikacji:

Na dobrą sprawę możemy więc z naszym materiałem robić… wszystko, co staje się odpowiedzią numer 2 na pytanie, po co nam taki dron. Po raz kolejny – bo zdecydowanie obniża wymagany próg umiejętności, żeby fajnie polatać FPV. Chcemy samodzielnie śledzić jakiś obiekt? Nic się nie stanie, jeżeli na chwilę wypadnie nam z kadru albo musimy z takich czy innych powodów wolniej i ostrożniej lecieć – kilka kliknięć i ten obiekt jest już dokładnie tam, gdzie byśmy chcieli.

Na dobrą sprawę zadziała to choćby w sytuacjach, kiedy początkowo choćby nie planowaliśmy śledzić tego obiektu albo nie chcieliśmy zwracać na siebie uwagi. Albo kiedy uznamy, iż jakiś nasz manewr jest za mało dynamiczny.

Przykładowo tak wyglądał fragment oryginalnego nagrania:

A tak z włączonym dodatkowym śledzeniem:

Zmiana nie jest monstrualna, ale pokazuje całkiem dobrze, iż choćby nieudany manewr przy 360 stopniach da się dodatkowo wzbogacić albo uratować. I to choćby jeżeli nie jesteśmy wybitnymi pilotami FPV – zawsze jest opcja, żeby w kilku kliknięciach zrobić z tego coś jeszcze lepszego. Inna sprawa, iż mógłbym w DJI Studio spokojnie „wyklatkować” śledzenie dodatkowo manualnie tak, żeby ambona była cały czas w polu widzenia – po prostu wymagałoby to więcej roboty.

Czasem może się choćby zdarzyć tak, iż obiekt, który później okaże się warty śledzenia, w trakcie przelotu nie był w ogóle w naszym kadrze albo znalazł się później:

Jeden klik i gotowe (przy okazji – automatyczne śledzenie w postprodukcji w DJI Studio działa choćby przy tak średnich warunkach oświetleniowych):

Co z kolei daje nam dwie opcje: albo dzięki temu przywozimy interesujący materiał i przy okazji – bez konsekwencji – uczymy się latania FPV, żeby być lepsi w trybach bardziej ręcznych, albo idziemy na skróty i nagrywamy co się da i jak leci, pod nosem mówiąc „to się ogarnie w poście”.

Po trzecie – opcja dowolnego rekadrowania jest wspaniała w sytuacjach, gdzie danego ujęcia nie da się powtórzyć albo wymagałoby to zdecydowanie za dużo czasu lub wysiłku. Wszelkie imprezy, przeloty w miejscach, gdzie ma się na to kilka minut i koniec – nie ma strachu, iż czegoś nie uchwycimy. I nie będzie też problemów w momencie, kiedy klient powie, czy dałoby się to coś tam w rogu dać bardziej na środek. Tak, dałoby się, nie ma sprawy.

Do tego dochodzi jeszcze pewnie cały szereg zadań takich jak np. prezentacje nieruchomości, gdzie jednym przelotem załatwiamy sobie wszystko i możemy iść do domu. Tak przynajmniej zgaduję, bo nigdy się tym nie zajmowałem, ale kto wie.

A tutaj jeszcze FPV z jedną kamerą, nagrywane raczej późnym wieczorem:

No dobra, ale dlaczego ten dron ma być taki uniwersalny? Dlaczego on, a nie coś innego?

Głównie dlatego, iż do tej pory Avata była dość mocno separowana od „zwykłych” dronów, chociażby wspomnianym brakiem obsługi zwykłych kontrolerów. Teraz to się zmienia.

Avata 360 doczekała się też kompletnego systemu wykrywania przeszkód – w górę, w dół, na boki i do przodu (LiDAR). Haczyk jest tylko jeden – w trybie FPV, czyli pojedynczej kamery skierowanej do przodu, jesteśmy ograniczeni wyłącznie do systemu wykrywania przeszkód z przodu. W pozostałych trybach działają wszystkie systemy.

Efekt? Po pierwsze – kilka razy zdarzyło mi się, iż dronowi skutecznie udało się wyhamować w sytuacji, kiedy niechybnie skończyłby na gałęzi. Po drugie – oferuje nam tryb śledzenia obiektów i to z uwzględnieniem dodatkowych ruchów i akcji. W tym takich, które mu narysujemy, „gotówców” albo trybu automatycznego. Ten ostatni jest wprawdzie czasem zaskakująco ryzykowny, ale jak widać – skuteczny, choćby w bardzo gęstej mgle:

Oczywiście dodatkowe tryby „śledzenia” też tu są – czyli jeżeli ktoś chce kręcić orbity dookoła określonego obiektu, w trybie ułatwionym – może to robić i tutaj.

Ale dalej można pędzić jak dronem FPV?

Jak Avatą 2 – adekwatnie tak. Przy czym o ile Avata 2 według specyfikacji w trybie manualnym może się rozpędzić do ok. 68 km/h, tak Avata 360 maksymalnie dokręci do 65 km/h.

Pozostałe prędkości, w tym wznoszenia i opadania, są dla trybu normalnego i sportowego adekwatnie takie same – choć w tym ostatnim nowa Avata jest odrobinę szybsza.

Ale i polecę tym jak zwykłym dronem?

Tak, można Avatą latać albo niezbyt szybko, albo po prostu wzbić się tak wysoko, iż choćby prędkość tego drona nie będzie robiła wrażenia.

I znowu wracając do Avaty 2 – w jej przypadku takie klasyczne „dronowanie” nie było do końca możliwe. W przypadku Avaty 360 – już jest. Chociażby dlatego, iż wprawdzie gimbal jest dalej jednoosiowy, ale przy obrazie 360 nie ma to aż takiego znaczenia, bo całość roboty nadrabia wirtualny gimbal, operujący po prostu w obrębie sferycznego obrazu, pozwalający dobrać nam ten kadr, który nas interesuje.

Bez znaczenia, czy jest to nad dronem, pod dronem, przed dronem, pod kątem czy w sumie cokolwiek.

Ale jakoś musimy za to „zapłacić”?

Absolutnie tak i przypadków tego „płacenia” – choćby poza płaceniem przy kasie, o czym później – jest kilka.

Przede wszystkim – w porównaniu do dronów z serii Mini, to jest całkiem spory, nieskładalny sprzęt. 455 g łącznej masy nie ma większego znaczenia w naszym kraju (w porównaniu do poprzedniej Avaty), ale już fakt, iż całość ma 246×199×55,5 mm – robi różnicę w transporcie.

Na zdjęciach promocyjnych z okazji premiery (zresztą tych, które jakiś czas temu wyciekły) widać było parę rowerzystów, którzy korzystali z Avaty 360. W jaki sposób ją ze sobą zabrali? Nie mam pojęcia. O ile bowiem takiego Mini 3 Pro i kontroler da się jeszcze upchnąć np. w kieszeniach koszulki rowerowej, o tyle z nową Avatą nie ma na to najmniejszych szans.

W plecaku, laptopowej torbie czy podobnych – nie powinno być z tym natomiast problemu. Tyle tylko, iż z Mini będzie tego problemu jeszcze, jeszcze mniej. Ale też Mini aż tak gwałtownie i efektownie nie polatamy.

A inne wady?

Napisałbym raczej, iż nie tyle wady, co kompromisy. Przy lotach w trybie 360 stopni – które dają nam największy zysk z zakupu Avaty 360 – musimy się po prostu pogodzić z tym, iż 8K, w którym rejestrowane jest wideo, to rozdzielczość obejmująca absolutnie całą sferę. Przy eksporcie gotowego materiału musimy więc liczyć się z tym, iż całość nie będzie aż tak bogata w szczegóły i tak ostra, jak w przypadku dronów, które nagrywają jeden kadr – coś za coś.

Można to oczywiście w pewnym stopniu zniwelować dodawaniem ostrości w postprodukcji, ale skuteczność tego ruchu będzie w dużym stopniu zależeć od tego, w jakich warunkach nagrywaliśmy oryginalny materiał. Szczególnie w trybie nagrywania Normal (a nie D-Log M) przy dużej rozpiętości ekspozycji czy mniejszej ilości światła na nagraniach zaczynają pojawiać się dość widoczne szumy w ciemniejszych miejscach, więc raczej będziemy chcieli się ich pozbyć, zamiast jeszcze dodatkowo je podkreślać.

Nie zmienia to jednak faktu, iż jakość rejestrowanego materiału w pełni nada się do tego, do czego będzie chciała go wykorzystać większość użytkowników, i to i tych profesjonalnych, i amatorów. jeżeli docelowym miejscem, gdzie będą oglądane te nagrania, są telefony i sociale, to idę o zakład, iż nikt nie powie zbyt wiele złego na temat jakości. Jednocześnie, mając zarejestrowaną całą sferę, mamy gigantyczną dowolność, jeżeli chodzi o kadrowanie czy dynamizowanie nagrania – a to jest często w odbiorze dużo istotniejsze niż to, czy przypadkiem w cieniach nie ma bonusowych szumów.

A „szycia” tych obrazów w sfery?

Praktycznie niewidoczne – zresztą o ile przy „naziemnych” kamerach, których często używamy z mniejszych odległości, może to być faktycznie problem, o tyle w dronie trudniej wygenerować taki efekt.

A przynajmniej mi się nie udało, choćby próbując w trudnych warunkach, w tym pod mocne światło. Z drugiej strony – jeżeli przyjrzeć się uważnie niektórym nagraniom, gdzie obiekt jest dość blisko, widać choćby nie tyle wyraźne łączenie, co delikatne przeskakiwanie niektórych elementów. Z drugiej strony – testowałem Avatę 360 z oprogramowaniem w wersji beta, więc zobaczymy, co będzie w wersji stabilnej.

A co ci się udało?

Przetestować wytrzymałość drona, raz uderzając nim w drzewo przy niskiej prędkości i raz w mniejsza już co, ale przy dużej prędkości i na wysokości kilkunastu metrów.

Efekt? W sumie żaden. Pomijajac błotny spacer przez pola, Avata 360, z zabudowanymi śmigłami wyszła z tego bez szwanku, wymagając jedynie odczyszczenia.

Dobra wiadomość jest taka, iż choć obiektywy są tutaj dość mocno wyeksponowane, to można je dość łatwo wymienić. DJI wysłał mi choćby zestaw naprawczy, ale na szczeście nie było – jeszcze – potrzeby, żeby z niego skorzystać.

I jeden akumulator starczy na jak dużo czasu latania bez rozbijania się?

W moim przypadku raz wystarczył na całe 47 sekund, a potem trzeba już było udać się po drona pieszo.

A tak na poważnie – zestaw, który do mnie dotarł, obejmował trzy akumulatory, razem z szybką ładowarkę. I patrząc na moje checkiny w aplikacji do checkinowania – przeważnie cała sesja zabawy zajmowała mi jakieś 60 minut, wliczając w to bezpieczny i z zapasem powrót do bazy.

Pokrywałoby się to więc mniej więcej z tym, co deklaruje DJI – czyli teoretyczne 22-23 minuty dla pojedynczego akumulatora.

Przy okazji – Avata 360 ma wbudowane ok. 40 GB pamięci, więc nawet, jeżeli zapomnicie zabrać ze sobą karty pamięci – i tak coś nagracie. Nie pytajcie, skąd wiem. Wiem też, iż dobrze jest mieć ze sobą trochę zapasu pamięci, jeżeli planujemy dużo i długo nagrywać, szczególnie w 360 stopniach. 1 minuta takiego materiału zajmuje (7680×3840 pikseli) około 1,2-1,4 GB przy 30 klatkach na sekundę. Przy trybie pojedynczego obiektywu zjeżdżamy do okolic 700-800 MB (3840×2160, 60 klatek na sekundę).

I jak daleko można polecieć?

Od strony technicznej – Avata 360 korzysta w końcu z O4+, a teoretyczny zasięg transmisji wynosi do 10 km. Oczywiście w idealnych warunkach, a takich warunków raczej nie ma.

W praktyce, we względnie dobrych warunkach, Avatę 360 puszczałem do około kilometra od siebie, nie notując żadnych problemów – o ile byłem zwrócony w jej stronę, a między nami nie było żadnych wyższych obiektów.

Ile ta Avata 360 w ogóle kosztuje?

Pod tym względem jest zaskakująco nieźle. Podstawowy zestaw, który obejmuje tylko Avatę 360 i akumulator, to 459 euro, czyli równowartość ok. 2000 zł. jeżeli jednak nie mamy żadnego kontrolera, to zestawy robią się oczywiście droższe. Avata 360 z DJI RC 2 kosztuje już 719 euro (ok. 3100 zł), z RC 2 w zestawie Fly More Combo – 939 euro (ok. 4000 zł), a w wersji Motion Fly More Combo – też 939 euro.

Co do zgodności z wszelkiej maści kontrolerami – DJI podaje m.in. wspomniane już RC 2, RC-N2, RC-N3, Googles 3, RC Motion 3 i FPV Remote Controller 3.

Dobra, ale zapomniałeś o zdjęciach chyba całkiem.

A tak. Zdjęcia są… w porządku. Z tym samym plusem, jaki mieliśmy w przypadku wideo – kadrowanie jest absolutnie dowolne. Przykładowo to zdjęcie:

To dokładnie to samo zdjęcie, co to, tylko z innego „obrotu” jednego sfery:

Zdecydowanie – w warunkach „w porządku” nie bałbym się o to, iż nie uda się zrobić Avatą 360 sensownego zdjęcia ładnych widoków. Z drugiej strony – nie mdlałbym też na informację o tych 100 megapikselach – już raczej cieszy RAW/DNG – bo, ponownie, te piksele są rozproszone po gigantycznej powierzchni. Na niesamowite opcje zoomowania raczej nie liczcie.

Dodatkowo – nie ma tu prawie żadnych mniej lub bardziej złożonych trybów fotografowania, takich jak np. bracketing ekspozycji. Klik i mamy, to tyle, choć ponownie – manualne ustawianie parametrów i RAW zaliczam na plus.

DJI Avata 360 – czy warto?

Jak zawsze – bardzo skomplikowane pytanie i kilka różnych odpowiedzi.

Nie ma wątpliwości, iż DJI zrobiło tutaj coś więcej, niż po prostu przykleiło Osmo 360 do Avaty i ogłosiło koniec dnia pracy. Tak, to – przynajmniej według specyfikacji – ten sam sensor i tak dalej, ale robotę robi też to, co dookoła tego i co z tego wynika.

Przede wszystkim – prawdopodobnie jest to dron z najniższym poziomem wejścia, jeżeli chodzi o umiejętności związane z pilotowaniem drona FPV dla uzyskania jak najbardziej efektownego materiału. Wszystkie piruety, beczki, śledzenia i inne sztuczki, wymagające do tej pory tygodni, miesięcy albo choćby lat treningu – teraz są w zasięgu kilku kliknięć w postprodukcji i… wyglądają po prostu dobrze. Tak, to jest dodatkowa praca i dodatkowe siedzenie przy komputerze albo telefonie – ale pozwala nam już od początku urozmaicić nasze materiały, w czasie, kiedy na spokojnie nauczymy się, jak tym się lata.

Do tego możemy dodać jeszcze nieograniczone możliwości zmiany kadru (choć raczej tego kadru bym przesadnie nie przybliżał), tryby automatyczne, wbudowane czujniki przeszkód i możliwość sterowania z RC 2 i oprócz drona z niskim poziomem wejścia, dostajemy jeszcze drona z całkiem imponującą uniwersalnością. Można latać gwałtownie i nisko, można nim latać jak jakimś Mini – wybór należy do nas.

Biorąc przy tym pod uwagę, iż masie ludzi dron nudzi się dość szybko, bo potrafi jedną sztuczkę, taka częściowa użytkowa hybryda klasycznego drona i drona FPV może być czymś, co pozwoli się cieszyć zakupem dłużej. Ot, raz nagramy sobie spokojny przelot nad lasem przy zachodzie słońca, a innego dnia będziemy się starali zmieścić między gałęziami przy pełnej prędkości.

Żeby jednak nie było tak pięknie – jest absolutnie oczywiste, iż dron, szczególnie wyceniony na około 2000 zł i oferujący tak dużo, będzie nas zmuszał do pogodzenia się z kompromisami. DJI Avata 360 nie jest więc tak kompaktowy jak seria Mini, jest też od niej głośniejszy, ma mniej trybów fotograficznych, wymusza zdjęcia w 360 stopniach, a do tego jakość wideo – choć przez cały czas dobra jak na tego typu urządzenie – będzie po prostu słabsza. Nie wspominając o tym, iż raczej nie przewidziano tutaj filtrów ND, co sprawia, iż w razie czego w postprodukcji będzie czasem trzeba posiedzieć dłużej.

Nie zmienia to jednak faktu, iż w ostatnim czasie – nie tylko z redakcyjnego obowiązku – przeważnie na wypady zabieram ze sobą właśnie Avatę 360, a nie Mini. Może to kwestia nowości, może kwestia innej perspektywy, ale jest w tym dronie coś, co sprawia, iż chce się nim latać. A dodatkowo – sam już widzę historycznie kilka projektów wideo, w których to 360 spisałoby się lepiej niż klasyczny dron.

DJI Avata 360 – kiedy warto?

  • jeśli szukamy drona, który prawdopodobnie da nam najwięcej opcji na zabawę;
  • jeśli wiemy, iż nasze projekty wideo wymagają – albo zyskałyby – na regularnej zmianie kadru;
  • jeśli chcemy mieć niesamowicie efektowne materiały wideo, jednocześnie wcale nie będąc wybitnymi pilotami FPV;
  • jeśli dopiero zaczynamy przygodę z FPV, ale nie chcemy czekać na rezultaty;
  • jeśli wiemy, iż będziemy chcieli korzystać z opcji automatycznych/wspomagających podczas latania i wykrywania przeszkód;
  • jeśli kompaktowość drona nie jest dla nas absolutnym priorytetem;
  • jeśli nie wymagamy absolutnie jak najlepszego obrazu z jak najmniejszego opakowania;
  • jeśli raz chcemy nagrać spokojne wideo z wypadu w góry, a następnego dnia przelatywać pod mostami – i to bez kupowania kilku dronów.

DJI Avata 360 – kiedy warto coś innego?

  • jeśli chcemy zabierać ze sobą drona zawsze i wszędzie i rozmiar jest dla nas absolutnie kluczowy;
  • jeśli nie zależy nam na re-kadrowaniu, ale liczy się dla nas możliwie najlepsza jakość obrazu;
  • jeśli chcemy korzystać z filtrów ND;
  • jeśli fotografia jest naszym priorytetem;
  • jeśli absolutnie nic a nic nas nie ciągnie do FPV (można się zdziwić);
  • jeśli absolutnie nie chcemy się bawić z materiałem 360 po jego zarejestrowaniu.
Idź do oryginalnego materiału