Tak Polska chce zatrzymać drony. Poznaliśmy szczegóły naszej nowej tarczy

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Polska buduje jedną z najnowocześniejszych tarcz antydronowych w Europie. Program San, wart 15 mld zł, to nie tylko gigantyczny kontrakt zbrojeniowy, ale przede wszystkim technologiczna odpowiedź na wyzwania, które całkowicie zmieniły współczesne pole walki.

Podczas gdy oczy opinii publicznej często zwrócone są na zestawy Patriot czy systemy Narew, to właśnie San ma stać się tym gęstym sitem, przez które nie prześlizgnie się żaden wrogi bezzałogowiec.

Grupa posłów PiS w skierowanej do ministra obrony narodowej i ministra aktywów państwowych interpelacji zadała serię pytań w sprawie jednego z najważniejszych programów modernizacji polskiej obrony przeciwlotniczej ostatnich lat – systemu antydronowego San. Posłowie pytali przede wszystkim o dobór technologii, udział krajowego przemysłu oraz rolę zagranicznych partnerów w projekcie wartym około 15 mld zł netto – podaje serwis Polska Zbrojna.

W odpowiedzi wiceminister obrony Paweł Bejda przypomniał, iż przedmiotem kontraktu jest dostawa 18 bateryjnych modułów przeciwlotniczych zdolnych do zwalczania bezzałogowych systemów powietrznych oraz innych zagrożeń z powietrza. Wartość udziału Kongsberga ma wynosić około 6 mld zł, natomiast pozostała część zamówienia ma przypaść polskim podmiotom, w tym PGZ, spółkom grupy kapitałowej oraz Advanced Protection Systems.

To jeden z najważniejszych wątków całej sprawy. Program San ma bowiem znaczenie wojskowe, ale również przemysłowe. Rząd podkreśla, iż większość systemów, sensorów, pojazdów, łączności i elementów dowodzenia ma powstać w Polsce. San ma nie tylko chronić wojsko przed dronami, ale także pompować kompetencje i pieniądze do krajowego sektora zbrojeniowego.

Potwór z Tarnowa i 700 pojazdów

Z odpowiedzi wiceministra obrony Pawła Bejdy wynika, iż siła uderzeniowa Sanu opiera się na różnorodności. Każdy z osiemnastu modułów ogniowych będzie dysponował zestawem narzędzi dopasowanych do konkretnego typu zagrożenia.

Najcięższym argumentem będą 35-milimetrowe armaty automatyczne SA-35, produkowane przez PIT-Radwar. Wykorzystują one technologię amunicji programowalnej, co oznacza, iż pocisk eksploduje nie w momencie uderzenia w cel, ale w precyzyjnie wyliczonym punkcie w powietrzu, zasypując drona chmurą odłamków. To rozwiązanie drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo zniszczenia celu już przy pierwszej serii.

Uzupełnieniem ciężkiej artylerii będą 30-milimetrowe armaty od norweskiego Kongsberga oraz polskie wielolufowe karabiny maszynowe WLKM 12,7 mm, nazywane potocznie potworami z Tarnowa ze względu na ich ogromną szybkostrzelność.

Na dystansach do kilku kilometrów San będzie mógł wykorzystać również naprowadzane laserowo rakiety APKWS (70 mm), do których komponenty produkuje polskie Mesko. Co ciekawe, system przewiduje także specjalne bezzałogowce przechwytujące.

SAN ma składać się z około 700 pojazdów. Około 400 z nich mają stanowić ciężarówki Jelcz, a około 300 pojazdy bazujące na Legwanie, czyli konstrukcji wytwarzanej w Rosomak S.A. na bazie koreańskiego KLTV.

Pierwsze trzy plutony ogniowe trafią do żołnierzy jeszcze przed końcem 2026 r., a całość zlecenia ma zostać zrealizowana do 2028 r.

Więcej na Spider’s Web:

Oczy polskiej tarczy

Jednym z najważniejszych krajowych elementów programu ma być udział gdyńskiej firmy Advanced Protection Systems. APS rozwija rodzinę radarów FIELDctrl 3D MIMO, system SKYctrl oraz oprogramowanie dowodzenia CyView C2. Firma podkreśla, iż jej rozwiązania klasy C-UAS łączą radary 3D, kamery termowizyjne, analizę sygnałów radiowych, środki zakłócania i efektory kinetyczne w modułową architekturę.

W SAN-ie APS ma dostarczać m.in. radary FIELDctrl oraz oprogramowanie SanView C2. To bardzo istotne, bo w systemach antydronowych sam efektor jest tylko końcem łańcucha. Najtrudniejsze jest często wykrycie małego celu, odróżnienie go od ptaka, śmiecia, własnego bezzałogowca albo zakłócenia, a następnie przekazanie danych do adekwatnego środka rażenia.

FIELDctrl Ultra ma wykrywać mikrodrony do około 6 km, a FIELDctrl Follow do około 16 km. Z kolei radar Xenta-M firmy Weibel Scientific ma zapewniać obserwację dookólną na większym dystansie, z zasięgiem do 75 km i systemem identyfikacji swój-obcy.

Posłowie pytali również o wybór duńskich radarów XENTA-M i porównanie ich z innymi krajowymi rozwiązaniami. MON zapewnia, iż decyzję w tej sprawie poprzedziła szczegółowa analiza parametrów technicznych. Według resortu o wyborze zadecydowały m.in.: zasięg wykrywania, dokładność śledzenia, szybkość odświeżania danych, klasyfikacja celów, odporność na zakłócenia elektroniczne, możliwość pracy w ruchu, terminowość dostaw. Wiceminister Bejda odniósł się także do zarzutów dotyczących tzw. stożka martwego radarów, czyli obszaru bezpośrednio nad anteną, w którym urządzenie ma ograniczoną lub zerową zdolność wykrywania celów. Resort podkreśla, iż „ograniczenie pokrycia elewacji” (chodzi o kąt pionowy w górę od linii horyzontu) do około 60 stopni jest typową cechą radarów tej klasy i nie odbiega od standardów światowych producentów – podaje Polska Zbrojna.

Polska sieć na drony

Najłatwiej wyobrazić sobie SAN jako mobilną sieć. Nie jako pojedynczy pojazd, ale jako zestaw pojazdów, sensorów, stanowisk dowodzenia i środków rażenia, które pracują razem. Jedna bateria ma składać się z trzech plutonów ogniowych oraz plutonu wsparcia. Każdy pluton ogniowy ma mieć zdolność do samodzielnego wykrywania, śledzenia, identyfikowania i zwalczania celów powietrznych.

To oznacza, iż poszczególne elementy nie muszą biernie czekać na decyzję z odległego stanowiska. Pluton może działać jako część większej całości, ale w razie potrzeby ma też prowadzić walkę samodzielnie. To ważne w sytuacji, w której przeciwnik próbuje zakłócić łączność, rozbić strukturę dowodzenia albo zaatakować kilka punktów jednocześnie.

W skład plutonu ogniowego mają wejść m.in. stanowisko dowodzenia SanView firmy APS, systemy artyleryjskie, wyrzutnie rakiet APKWS, karabiny wielkokalibrowe, środki walki radioelektronicznej, radary oraz drony przechwytujące. Pluton wsparcia ma z kolei integrować pracę całej baterii, utrzymywać łączność z wyższymi szczeblami dowodzenia i zapewniać dodatkowe sensory, w tym radary Xenta-M oraz system identyfikacji swój-obcy.

Najlepsza odpowiedź na zagrożenie

Jeszcze kilka lat temu systemy antydronowe były traktowane jako niszowe uzupełnienie klasycznej obrony przeciwlotniczej. Dzisiaj są jednym z jej najważniejszych elementów. Rosyjskie uderzenia na Ukrainę, masowe wykorzystanie dronów rozpoznawczych, amunicji krążącej i tanich bezzałogowców dalekiego zasięgu pokazały, iż niebo nad polem walki wygląda inaczej niż w podręcznikach sprzed dekady.

Problem polega na tym, iż dron może być mały, wolny, nisko lecący i trudny do wykrycia. Może też występować w roju albo w połączeniu z innymi środkami ataku, które zmuszają obronę do podejmowania szybkich decyzji.

Klasyczny radar i klasyczna rakieta przeciwlotnicza nie zawsze są najlepszą odpowiedzią na obiekt wielkości modelu latającego. SAN ma właśnie wypełnić tę lukę między żołnierzem z karabinem a dużymi systemami obrony powietrznej.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału