
Nadal do końca nie wiemy co się wydarzyło. Oficjalne komunikaty są co najmniej lakoniczne. Nie wiemy choćby kto z astronautów i astronautek musiał być hospitalizowany.
Przez ćwierć wieku nieprzerwanej pracy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej wydarzyło się już wiele: awarie systemów podtrzymywania życia, pożary, wycieki amoniaku, a choćby niekontrolowane manewry unikowe przed kosmicznymi śmieciami. Ale czegoś takiego jeszcze nie było. NASA musiała sprowadzić na Ziemię całą czteroosobową załogę misji Crew‑11 przed czasem, aby jeden z astronautów mógł otrzymać specjalistyczną pomoc medyczną.
To pierwsza w historii ISS kontrolowana ewakuacja medyczna – wydarzenie, które nie tylko zapisze się w kronikach astronautyki, ale również wymusi przemyślenie procedur bezpieczeństwa na przyszłe misje, w tym te na Księżyc i Marsa.
To też jest bardzo ciekawe:
- Ziemia straci grawitację na 7 sekund? NASA tłumaczy, Internet oszalał
- Kometa 3I/Atlas jest za symetryczna. Takich smug nie ma w świecie komet
- Polska zapłonęła na purpurowo. To był spektakularny pokaz
Niespodziewany zwrot akcji
Wszystko zaczęło się zaskakująco zwyczajnie. 7 stycznia, tuż po godzinie 20:00 jeden z członków załogi Crew‑11 zgłosił niepokojące objawy. Stan tej osoby był stabilny, ale na tyle poważny, iż natychmiast wstrzymano zaplanowany spacer kosmiczny. Oficjalny komunikat mówił o kwestiach medycznych, ale za kulisami rozpoczęła się gorączkowa analiza scenariuszy, których NASA nigdy wcześniej nie musiała rozważać.
Dzień później administrator NASA Jared Isaacman ogłosił: Crew‑11 wraca na Ziemię wcześniej. Nie była to ewakuacja w klasycznym sensie – NASA określiła ją jako controlled medical evacuation, czyli procedurę, której dotąd nie stosowano, ale którą od dzisiaj trzeba będzie uwzględniać w planowaniu każdej długotrwałej misji.
Cztery osoby, jedno zagrożenie
Crew‑11 wystartowała 1 sierpnia ubiegłego roku z Kennedy Space Center. Załoga to:
- Zena Cardman (NASA) – dowódczyni, odbywająca swoją pierwszą misję,
- Mike Fincke (NASA) – pilot, weteran czterech lotów i jeden z najbardziej doświadczonych astronautów w historii programu,
- Kimiya Yui (JAXA) – japoński astronauta z doświadczeniem w eksperymentach biologicznych,
- Oleg Płatonow (Roskosmos) – specjalista systemów pokładowych.
Misja miała potrwać około 200 dni. Jednak 167. dnia plany trafił szlag. Gdy jeden z astronautów wymaga natychmiastowej diagnostyki, której nie da się przeprowadzić na orbicie, to protokoły bezpieczeństwa są jednoznaczne: wszyscy wracają.
Crew-11 na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Od góry po lewej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Mike Fincke z NASA, Zena Cardman, Oleg Płatonow z Rosji i Kimiya Yui z Japonii.Dlaczego? Bo pojazdy ratunkowe – Dragon i Sojuz – są certyfikowane do powrotu w składzie, w jakim wystartowały. Rozdzielenie załogi zwiększałoby ryzyko operacyjne, a NASA nie podejmuje takich decyzji lekkomyślnie.
Tajemnicza diagnoza
Najbardziej intrygujący element całej historii to… brak informacji. NASA nie ujawniła ani nazwiska astronauty, ani charakteru schorzenia. Wiadomo jedynie, iż nie był to uraz ani wypadek.
Główny lekarz NASA, Dr James Polk, podkreślił, iż problem był związany z fizjologicznymi skutkami mikrograwitacji – środowiska, które w długiej perspektywie potrafi zaskoczyć choćby najbardziej przygotowanych astronautów.
W stanie nieważkości płyny ustrojowe przemieszczają się ku górze, rośnie ciśnienie wewnątrzczaszkowe i wewnątrzgałkowe, zmienia się rozkład mięśni i dochodzi do zaburzeń widzenia i równowagi. To nie są drobnostki.
Diagnostyka na wysokości 370 km
ISS jest świetnie wyposażonym laboratorium, ale nie jest szpitalem. Na pokładzie znajdują się ultrasonograf, defibrylator, EKG, zestaw leków i sprzęt do podstawowych badań. To poziom zaawansowanej karetki, nie kliniki. Brakuje tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, pełnego laboratorium analitycznego i możliwości przeprowadzenia jakiejkolwiek operacji.
W 2020 r. wykryto u jednego z astronautów skrzep krwi w żyle szyjnej – przypadek, który udało się opanować dzięki telemedycynie i ogromnej dawce szczęścia. Ale NASA wie, iż nie można liczyć na szczęście jako element procedury.
Długotrwały pobyt na orbicie prowadzi do atrofii mięśni (nawet 7 proc. utraty masy mięśniowej w ciągu dwóch tygodni), spadku gęstości kości, zaburzeń widzenia (SANS), osłabienia układu odpornościowego, zaburzeń metabolizmu i zmian w funkcjonowaniu wątroby i układu krążenia. To nie są problemy, które można ignorować, planując misje na Marsa trwające 900 dni.
Ewakuacja: chirurgicznie precyzyjna operacja
14 stycznia późnym wieczorem cała czwórka weszła do kapsuły Dragon Endeavour. W skafandrach ciśnieniowych, gotowi na każdy scenariusz, odłączyli się od ISS o 23:20.
Kosmonauta Roskosmosu Oleg Płatonow (po lewej), astronauci NASA Mike Fincke, Zena Cardman i astronauta JAXA Kimiya Yui krótko po wylądowaniu na Oceanie Spokojnym u wybrzeży Long BeachPowrót przez atmosferę to zawsze ekstremalny test technologii. Temperatura osłony termicznej przekraczała 1600°C, ale systemy SpaceX zadziałały bezbłędnie. O 9:41 EST cztery spadochrony otworzyły się nad Pacyfikiem, a kapsuła wylądowała miękko na wodzie.
Zespół ratunkowy SpaceX dotarł do kapsuły w mniej niż minutę. Astronauci wyszli o własnych siłach. Następnie trafili do Scripps Memorial Hospital w San Diego, a później do Houston na pełną diagnostykę i rehabilitację po misji.
Crew-11 powraca na Ellington Field z Mikiem Fincke, Zeną Cardman, Kimyą Yui i Olegiem PłatonowemISS jak opuszczona twierdza
Po odlocie Crew‑11 na pokładzie ISS pozostała trójka astronautów: Siergiej Kud´‑Swierczkow – nowy dowódca, Siergiej Mikajew (Roskosmos) i Chris Williams (NASA). Siedmioosobowa załoga skurczyła się do minimum operacyjnego. Oznacza to brak możliwości przeprowadzania spacerów kosmicznych, ograniczenie eksperymentów naukowych i konieczność priorytetyzacji zadań.
Crew-11 opuszcza ISSNASA ma jednak doświadczenie w pracy w trybie minimal crew. Po katastrofie Columbii ISS funkcjonowała przez wiele miesięcy z zaledwie dwoma astronautami.
Crew‑12 miała wystartować w połowie lutego, ale misja zostanie prawdopodobnie przyspieszona.
LIVE: @zenanaut, @AstroIronMike, and their fellow Crew-11 members have said their goodbyes, and the SpaceX Dragon hatch is closed. Now, watch as they undock from the @Space_Station. https://t.co/FVnNDMIlrZ
— NASA (@NASA) January 14, 2026Naukowe straty – i nauki na przyszłość
Crew‑11 miała przed sobą ambitny plan badawczy: ponad 850 godz. eksperymentów, które miały bezpośrednio wspierać program Artemis i przygotowania do pierwszych załogowych misji na Marsa. Każdy członek załogi prowadził prace, które mogły realnie zmienić sposób, w jaki myślimy o długotrwałym życiu poza Ziemią.
Zespół Zeny Cardman badał komórki macierzyste kości, próbując zrozumieć dlaczego w mikrograwitacji ubytek masy kostnej postępuje tak gwałtownie i czy można temu przeciwdziałać. Mike Fincke testował prototyp urządzenia do przechwytywania kosmicznych śmieci – technologii, która w perspektywie kilku lat może stać się kluczowa dla utrzymania bezpiecznej orbity.
Równolegle Cedars‑Sinai Medical Center prowadził eksperymenty z indukowanymi pluripotentnymi komórkami macierzystymi sprawdzając, czy w warunkach nieważkości dzielą się szybciej i stabilniej. To badania, które mogą przyspieszyć rozwój terapii regeneracyjnych na Ziemi. Inne zespoły analizowały produkcję żywności w kosmosie – fundament przyszłych misji marsjańskich, gdzie samowystarczalność będzie koniecznością, a nie ciekawostką.
Wszystkie te projekty zostały nagle przerwane. Nie anulowane, ale zatrzymane w momencie, w którym czas i ciągłość danych są kluczowe. W badaniach kosmicznych przerwa oznacza nie tylko opóźnienie – często wymusza zmianę całej metodologii, powtórzenie serii pomiarów, a czasem choćby rozpoczęcie eksperymentu od zera.
NASA jednak nie miała wyboru. Jak podkreślił dr James Polk decyzję podjęto z powodu utrzymującego się zagrożenia – niejasności diagnostycznej, której nie dało się rozwiązać na orbicie.
Astronautka NASA Zena Cardman pracuje z komórkami macierzystymi kości
389
Astronauta JAXA Kimiya Yui fotografuje Ziemię z kopuły Międzynarodowej Stacji Kosmicznej
Astronauta NASA Mike Fincke pozuje z nowym urządzeniem zaprojektowanym do testowania zdolności nadmuchiwanego worka do otwierania, zamykania i utrzymywania szczelności w warunkach mikrograwitacji
Fincke zopask monitorującą temperaturę, która śledzi, jak ludzkie ciało reguluje temperaturę wewnętrzną podczas lotu kosmicznego
Kimiya Yui trzyma woreczki z jogurtem wyprodukowanym na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, które mogą dostarczyć ważnych składników odżywczych podczas misji daleko od Ziemi
Crew-11Pierwsza w historii ewakuacja medyczna z ISS to sygnał ostrzegawczy. W misjach księżycowych powrót na Ziemię zajmuje kilka dni. W misjach marsjańskich – kilka miesięcy. W takich warunkach nie można liczyć na szybki transport do szpitala. Medycyna kosmiczna musi stać się bardziej samowystarczalna.
Eksperci mówią wprost: przyszłe statki kosmiczne będą musiały mieć na pokładzie znacznie bardziej zaawansowane systemy diagnostyczne. Nie tylko ultrasonograf, ale również możliwość wykonywania pełnych analiz krwi, bardziej złożonego obrazowania, a w dalszej perspektywie – choćby ograniczonych procedur chirurgicznych w mikrograwitacji.
To oznacza także zmianę w szkoleniu astronautów. Dziś każdy z nich przechodzi kurs medyczny na poziomie zaawansowanego ratownika. W przyszłości może okazać się konieczne, by w każdej załodze znajdował się lekarz z pełnymi kwalifikacjami klinicznymi – ktoś, kto potrafi nie tylko reagować, ale również diagnozować i leczyć w warunkach, gdzie nie ma możliwości konsultacji z zespołem na Ziemi.













