
Woda z automatu próbuje szczęścia poza stolicą.
Alternatywa dla plastiku, a od niedawna także sposób na kaucję. Tak reklamowane są automaty z wodą, które stanęły na warszawskich osiedlach. Teraz maszyna zawędrowała do Białegostoku.
„Koniec z osadem i kamieniem w czajniku”, bez kaucji, prosto do własnej butelki – opisywany jest automat oferujący wodę na jednym z osiedli. Litr kosztuje 50 gr. Taniej niż woda butelkowana w sklepie, ale jednak znacznie drożej niż z kranu.
Bo to nie jest zwykła kranówka – przekonuje firma stojąca za przedsięwzięciem. Jak czytamy na stronie Wodomatu, wypływająca z maszyny ciecz „w wyniku zaawansowanego procesu technologicznego jest skutecznie oczyszczana, mineralizowana, a następnie przekształcana w zdrową, czystą i smaczną wodę pitną”.
Proces obejmuje 10 etapów filtracji oraz mineralizację, aż do uzyskania optymalnego poziomu soli i minerałów korzystnych dla zdrowia. Dodatkowo pojemniki na wodę są poddawane procesowi ozonowania – wyjaśniono.
Woda, według zapewnień firmy, jest „oczyszczona ze szkodliwych zanieczyszczeń, metali ciężkich, wirusów i bakterii”, zawiera „zalecaną ilość cennych minerałów” i nie pozostawia osadu.
Czyli wciąż – podobnie jak kranówka, o czym przypominają m.in. rządowe strony czy witryny samych wodociągów. Miasta wyjaśniają nawet, iż nie należy bać się ewentualnego osadu.
– To, iż w wyniku gotowania pojawi się jakiś osad na ściankach naczynia, to jest też rzecz normalna, bo świadczy to o tym, iż nie pijemy wody destylowanej, odmineralizowanej, tylko wodę, która zawiera minerały. I taką wodę powinniśmy pić, bo minerały są nam potrzebne – przypominał dr inż. Jarosław Sowiński, prodziekan ds. kształcenia Wydziału Inżynierii Procesowej i Ochrony Środowiska Politechniki Łódzkiej.
Firma stawiająca Wodomaty przekonuje jednak, iż woda z automatu „pod wieloma względami” przypomina adekwatnościami tę z lodowców, na dodatek jej smak jest „doskonały”.
Wcześniej automaty z wodą pojawiły się na warszawskich osiedlach
Na ich obecność zwróciła uwagę stołeczna „Wyborcza”. W rozmowie z serwisem w maju 2026 r. profesor Rafał Jurczakowski z Wydziału Chemii UW stwierdzał, iż właściciele wodomatów „operują ogólnymi hasłami, nie podają konkretnych parametrów wody, a przekaz firmy przypomina bardziej marketing niż naukę”.
Na stronie Wodomatów znajdziemy raport z badania nt. składników wody.
O wodomaty warszawska „Wyborcza” zapytała też sanepid. Instytucja podkreśliła, iż „obowiązujące przepisy prawa nie regulują kwestii funkcjonowania tego rodzaju urządzeń”.
– Woda wodociągowa dostarczana przez przedsiębiorstwa wodociągowe, zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi spełniać wymagania zapewniające jej bezpieczeństwo zdrowotne i jako taka może być przeznaczona do spożycia przez ludzi bez zastosowania dodatkowych procesów. Dodatkowe uzdatnianie może natomiast prowadzić do wtórnego zanieczyszczenia wody, zmiany jej składu mineralnego oraz pogorszenia stabilności mikrobiologicznej, a tym samym do zwiększenia ryzyka zdrowotnego dla konsumentów – wyjaśniła Katarzyna Dziurna, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie.
Rzeczniczka przekazała „Wyborczej”, iż „wodomaty budzą poważne wątpliwości”. Tymczasem na Facebooku firmy mogliśmy przeczytać, iż wodomaty to „pomysł na biznes przyszłości”, a same automaty „rosną w całej Polsce jak paczkomaty”. Biznes według zapewnień jest „nowoczesny, widoczny, dochodowy”, a przy tym ekologiczny, bo ogranicza zużycie plastiku.
Według stołecznej „Wyborczej” koszt jednego automatu to ok. 15 tys. zł. Firma ma zapewniać, iż inwestycja zwraca się po 17 miesiącach.
















