Sprawdzamy singeltrack Bagno Pulwy

magazynbike.pl 1 dzień temu

Tak, nie przesłyszeliście się – to Pulwy, nie Puławy. Przyznam, iż przez dobre trzy lata, zanim faktycznie trafiłem w to miejsce, byłem święcie przekonany, iż chodzi właśnie o Puławy. I dokładnie od tego zaczyna się cała historia, bo kiedy wpisywałem w Google adres singeltracka, zamiast znanego miasta wyskoczyło coś, czego kompletnie nie kojarzyłem: Bagno Pulwy. Nie Piławy, nie Puławy – Pulwy, tuż obok Rząśnika.

I to właśnie Rząśnik był tym punktem zaczepienia, miejscem, które już znałem i o którym pisałem wcześniej, dokładnie wtedy, gdy trasa miała zostać otwarta w 2013 roku. Tyle iż wtedy była to bardziej informacja niż własne doświadczenie, bo choć lokalizacja jest zaskakująco blisko Warszawy, długo nie było okazji, żeby po prostu tam pojechać i sprawdzić, jak to wszystko działa w praktyce. Przy okazji wizyty w stolicy.

Kto za tym stoi, ten robi różnicę

Przyznam, iż już wtedy, kiedy pisałem o nowej miejscówce, robiłem to z dużym entuzjazmem, bo widziałem zdjęcia i – co ważniejsze – wiedziałem, kto za tym stoi. PM Bike Experts to ekipa, która zbudowała Srebrną Górę i od lat opiekuje się singletrackami w Polsce, więc sam fakt, iż odpowiadali tutaj zarówno za projekt, jak i późniejszą budowę, był dla mnie czymś więcej niż dobrą wiadomością – był gwarancją jakości. I rzeczywiście, nie rozczarowałem się, bo mimo iż od otwarcia minęły trzy lata, a pogoda tego wiosennego dnia była daleka od idealnej i momentami po prostu padało, cały singletrack jest w bardzo dobrym stanie. Widać to od razu: ścieżki się trzymają, bandy przez cały czas mają swój profil, a kładki wyglądają niemal jak nowe, co jasno pokazuje, iż nie tylko projekt był przemyślany, ale również wykonanie i późniejsze utrzymanie nie zostały potraktowane po macoszemu. Tu naprawdę ktoś wiedział, co robi, i ktoś później o to zadbał.

Trasa, na której robi się formę

Na trasach panował tego dnia całkiem spory ruch, co nie było przypadkiem, bo piszę te słowa tuż po Wielkanocy, a już za tydzień na tym samym terenie odbędzie się najpierw Puchar Polski w cross-country, a później Puchar Mazowsza. Oczywiście nie dokładnie na tej samej pętli, bo 8,7 kilometra to byłoby za dużo jak na wyścig XC, ale trasy obu imprez w dużym stopniu będą wykorzystywały istniejące singletracki. To zresztą mówi bardzo dużo o charakterze tego miejsca, bo jeżeli zawodnicy przyjeżdżają tu trenować przed startem, to znaczy, iż nie jest to tylko rekreacyjna ścieżka dla niedzielnych użytkowników (co przez cały czas możliwe!), ale udane narzędzie do budowania formy i pracy nad techniką.

Bagno, które nie jest bagnem

Warto też od razu rozwiać największe nieporozumienie związane z nazwą, bo Bagno Pulwy wcale nie oznacza, iż jeździcie po bagnie. To nazwa terenu znajdującego się poniżej skarpy, na której poprowadzono cały singletrack, i to właśnie ta skarpa jest kluczem do zrozumienia tego miejsca. Kiedy dojeżdżacie od strony Rząśnika, możecie mieć spore wątpliwości, bo krajobraz jest typowo mazowiecki – płasko, spokojnie, bez żadnych spektakularnych form terenu, które zapowiadałyby coś wyjątkowego.

Można się wręcz złapać na tym, iż zaczynacie szukać wzrokiem „tej góry”, która uzasadni istnienie singla, i zastanawiacie się, jak to w ogóle możliwe, iż w takim miejscu powstała trasa, która ma choćby w minimalnym stopniu przypominać jazdę w górach.

Skarpa, która chowa się w lesie

I wtedy nagle wszystko się zmienia, bo po zaparkowaniu i przejechaniu przez bramę wjeżdżacie w zupełnie inny świat. Obok pojawia się skarpa, którą wykorzystano w sposób naprawdę mistrzowski, a singletrack zaczyna się wić jak ogon węża, prowadząc z zakrętu w zakręt praktycznie bez chwili wytchnienia. Nie ma tu miejsca na nudę ani na bezmyślne kręcenie, bo cały czas trzeba pracować – ciałem, wzrokiem i głową. To nie jest sztucznie wygładzony flow trail, tylko trasa, która momentami bardzo przypomina naturalny singletrack, z elementami technicznymi, zmienną przyczepnością i linią przejazdu, która wciąga.

Jedna pętla, wiele scenariuszy

Pętla jest tylko jedna, ale została zaprojektowana na tyle sprytnie, iż trudno mówić o monotonii, zwłaszcza iż pojawiają się tu dodatkowe warianty, jak choćby rockgarden dla bardziej zaawansowanych czy sekcje z kładkami, które można objechać, jeżeli ktoś chce stopniowo budować pewność siebie.

Największą siłą tego miejsca jest jednak jego uniwersalność, bo przejechaliśmy tę trasę dwukrotnie – najpierw spokojnie, w towarzystwie 11-latka, który bez problemu sobie poradził (45 minut), a potem drugi raz już pod gazem, na lekkim elektryku (odpowiednio 25 minut). I właśnie wtedy okazało się, iż mimo wsparcia nie byłem w stanie dogonić grupki zawodników XC, którzy trenowali przed zawodami, co najlepiej pokazuje, jaki potencjał drzemie w tej trasie.

Mazowiecka namiastka gór

Szczerze mówiąc, w okolicach Warszawy nie widziałem lepiej zrobionej miejscówki, która dawałaby choćby namiastkę jazdy w górach, i to jest chyba największy komplement, jaki można tu wystawić. Mówimy przecież o skarpie mającej może 30 metrów wysokości, czyli o terenie, który na papierze nie ma prawa robić wrażenia, a jednak dzięki dobremu projektowi i konsekwentnej realizacji udało się stworzyć coś, co naprawdę działa.

Dlatego jedyne, czego bym sobie życzył, to żeby podobne miejscówki powstawały w całej Polsce, najlepiej co 20–30 kilometrów, bo Pulwy pokazują jasno, iż budowa dobrej trasy jest możliwa niemal wszędzie – nie potrzeba do tego wielkich gór, tylko pomysłu, wiedzy i odwagi w działaniu.

Na koniec

Na koniec zostaje tylko pogratulować lokalnym władzom za to, iż nie bały się zainwestować w jakość i zrobiły to bez półśrodków, oraz tradycyjnie przybić piątkę ekipie PM Bike Experts za kolejny projekt, który po prostu działa. I jeżeli mam być szczery, to już teraz trzymam kciuki za kolejne realizacje – może następnym razem gdzieś pod Białymstokiem (tak wiem, iż rozmowy trwają!).

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski

To także może Cię zainteresować

Super Mario XC Singletrack w Zalesiu Górnym sprawdzony!
Idź do oryginalnego materiału