Sony Linkbuds Clip – recenzja. Czy te słuchawki-klipsy dają radę?

9 godzin temu

Nie tak dawno przetestowałam HUAWEI FreeClip 2, a tymczasem do grona dostępnych na rynku słuchawek typu clip-on dołączył kolejny model, tym razem od Sony. Sony Linkbuds Clip obiecują wysoki komfort słuchania przez cały dzień, wyraźny dźwięk podczas rozmów, długi czas pracy na baterii i nie tylko. Ale czy w codziennym użytkowaniu faktycznie sprawdzają się dobrze? Wszystkiego dowiecie się z niniejszej recenzji.

Specyfikacja i cena

Sony Linkbuds Clip trafiły do sprzedaży w Polsce w cenie 799 złotych i są dostępne w czterech kolorach – zielonym, szarobeżowym, czarnym i lawendowym. To słuchawki o otwartej konstrukcji typu clip-on, wyposażone w akustyczne przetworniki o średnicy 10 mm. Obsługują łączność Bluetooth 5.3 i połączenia multipoint oraz kodeki AAC i SBC. Współpracują z urządzeniami z iOS i Androidem. Ich pełną specyfikację znajdziecie poniżej.

Sony Linkbuds Clip – specyfikacja techniczna:

Budowa i jakość wykonania

Nowe słuchawki Sony stylistycznie są spójne z innymi urządzeniami z serii Linkbuds. Etui wygląda tu bardzo podobnie do futerału słuchawek Linkbuds Fit i ma kształt kanapki. I w etui, i w słuchawkach producent postawił na obłe kształty i minimalizm, bo każdy element ma dokładnie taki sam odcień. Przeplatają się tu jedynie powierzchnie błyszczące i matowe. Mowa oczywiście o powierzchniach z tworzywa sztucznego, ale w słuchawkach bezprzewodowych to norma. Poza tym w tym przypadku to tworzywo o wysokiej jakości.

Etui otwiera się i zamyka łatwo, natomiast jego zawias ma delikatny luz, którego nie spodziewałam się po słuchawkach kosztujących prawie 800 złotych. Z tyłu futerału umieszczono dwa elementy – port USB-C do ładowania, a także przycisk do aktywacji trybu parowania. W środku znalazłam słuchawki umieszczone w magnetycznych dokach.

Same słuchawki składają się z trzech kluczowych elementów – małej kulki z przetwornikiem, elastycznego pałąka oraz cylindra z akumulatorem. Ich wyjmowanie z etui i odkładanie z powrotem nie stanowi żadnego problemu, podobnie jak wkładanie na ucho i ich zdejmowanie. Szkoda jednak, iż każdorazowo obydwie słuchawki trzeba dopasowywać do odpowiedniego ucha i slotu w etui. Freeclipy 2 od Huawei same rozpoznawały ucho, w którym się znajdują i przypisywały sobie odpowiedni kanał. Tutaj tego nie ma – jedna i ta sama słuchawka to zawsze słuchawka prawa, na co wskazują też oznaczenia na obudowach.

Na uszach Linkbuds Clip prezentują się dobrze i co ważne – trzymają się ich pewnie. To kolejne słuchawki, które wielokrotnie towarzyszyły mi na siłowni, także podczas bardzo dynamicznych ćwiczeń, i nie zdarzyło mi się, by były chociażby blisko wypadnięcia z moich małżowin. W zestawie z nimi oprócz karty gwarancyjnej i instrukcji otrzymujemy specjalne poduszeczki powietrzne, które mają dodatkowo utrudniać wypadanie, ale osobiście nie czułam potrzeby, by z nich korzystać.

Ze względu na otwartą konstrukcję Linkbuds Clip oczywiście nie pozwalają korzystać z ANC, czyli aktywnej redukcji szumów. Ich idea polega bowiem na zachowaniu kontaktu z otoczeniem.

Parowanie i łączność

Sony LinkBuds Clip wykorzystują do komunikacji standard Bluetooth 5.3. Jak w praktyce wygląda proces parowania tych słuchawek? Dzięki obsłudze Google Fast Pair, wystarczy otworzyć etui w pobliżu odblokowanego telefona, a na ekranie niemal natychmiast pojawi się powiadomienie z prośbą o połączenie. To duża wygoda, która eliminuje konieczność grzebania w ustawieniach. Podobne ułatwienie czeka na użytkowników komputerów z systemem Windows 10 i 11, dzięki funkcji Swift Pair.

Dużym atutem modelu jest obecność połączenia wielopunktowego (Multipoint). Funkcja ta pozwala na jednoczesne sparowanie słuchawek z dwoma urządzeniami – na przykład z laptopem i telefonem. Podczas moich testów działało to bezbłędnie. A co zrobić, aby sparować ze słuchawkami kolejny telefon czy komputer? Otworzyć etui ze słuchawkami i przytrzymać przycisk na futerale, aż dioda zacznie migać na niebiesko.

Jeśli chodzi o samą stabilność połączenia, nie mam żadnych zastrzeżeń. Słuchawki utrzymywały zasięg choćby wtedy, gdy oddalałam się od telefonu do sąsiedniego pomieszczenia, a dźwięk nie był przerywany. Zdarzyło mi się jednak, iż po wyjęciu obydwu słuchawek z etui jedna z nich nie połączyła się ze telefonem. Warto też pamiętać, o czym wspomniałam w specyfikacji, iż Sony postawiło tu na podstawowe kodeki audio: AAC oraz SBC. W tej cenie oczekiwałam czegoś więcej.

Aplikacja Sony Sound Connect

Na telefonach z Androidem i iOS Sony LinkBuds Clip współpracują z aplikacją Sony Sound Connect. Jak ją oceniam? Muszę przyznać, iż jest ona dla mnie sporym rozczarowaniem. Po pierwsze nie obsługuje języka polskiego, co dla wielu użytkowników może być przeszkodą – na co wskazują zresztą opinie w sklepie Google Play.

Po drugie jej interfejs nie należy do intuicyjnych. Wszelkie dostępne opcje są tu rozmieszczone tak, jakby ktoś porozrzucał je po różnych sekcjach aplikacji losowo. W 2024 roku pisałam, iż to prawdopodobnie jedna z najgorszych aplikacji dedykowanych sprzętowi audio, z jakimi miałam do czynienia, i to się absolutnie nie zmieniło.

Co możemy w tej aplikacji zrobić? Sprawdzić stan naładowania słuchawek i etui, wybrać tryb słuchania, włączyć DSEE, sprawdzić i spersonalizować obsługiwane gesty. Jest też pełnoprawny korektor z kilkoma presetami i możliwością zapisania własnych ustawień. W zakładce Scene możemy sprawić, by słuchawki automatycznie zaczynały grać podczas biegania, spacerów czy po dotarciu na siłownię, a zakładka Discover pozwala poznać funkcje słuchawek.

Jeśli chodzi o tryby słuchania, to do wyboru są trzy – standardowy, podbijający wokale (dedykowany do użytkowania w głośnym otoczeniu) oraz zapobiegający wyciekaniu dźwięku. O nich powiem więcej za chwilę.

Sony Linkbuds Clip w praktyce

Zacznijmy od pozytywów. Wspomniałam, już iż Sony Linkbuds Clip pewnie trzymają się uszu, choćby bez dodatkowych poduszek. Jednocześnie nie powodują żadnego dyskomfortu. Można nosić je godzinami, praktycznie zapominając o ich istnieniu. A co z jakością odtwarzania?

W tym temacie jest gorzej. We znaki dawało mi się to, jak głośno te słuchawki grają, a w zasadzie przeciwnie – jak cicho, za cicho. Niezależnie od tego, z jakim telefonem są sparowane, brakuje im decybeli. 100% głośności odtwarzania w ich przypadku to na innych słuchawkach 60-70%. Tryb podbijający wokale nieco zwiększa głośność, ale kosztem jakości dźwięku. Poza tym ten tryb wyłącza korektor.

Wyjściowo brzmienie tych słuchawek jest bardzo płaskie. Wymaga podbicia w zasadzie wszystkich tonów, z naciskiem na te niskie i wysokie. Możliwości korektora są jednak ograniczone i choćby po użyciu go brzmienie nie spełniało moich oczekiwań w pełni. To dlatego, iż brakuje mu trochę klarowności.

Gdy nie mamy w rękach telefonu, słuchawki można obsługiwać gestami. Tu ograniczają się jednak do wielokrotnych tapnięć. Dotykowe panele nie mają problemu z odróżnianiem tapnięć dwukrotnych od tych trzykrotnych i czterokrotnych, ale osobiście miałam problem z tym, żeby zapamiętać, co konkretne gesty robią na prawej, a co na lewej słuchawce.

Czy występuje tu zjawisko wyciekania dźwięku? Jak najbardziej. W końcu to słuchawki o otwartej konstrukcji. W związku z tym mało nadają się do użytkowania w komunikacji publicznej. Tryb zapobiegający wyciekaniu dźwięku faktycznie to zjawisko ogranicza, ale niestety tylko do pewnego stopnia.

Bateria

Sony deklaruje, iż Linkbuds Clip mają działać na baterii choćby przez 9 godzin, a przy doładowywaniu z etui łącznie przez 37 godzin. W codziennym użytkowaniu faktycznie rozładowują się bardzo powoli i nie mam podstaw, by sądzić, iż faktyczny czas pracy mocno odbiega od tego deklarowanego. Warto wziąć pod uwagę to, iż włączenie funkcji DSEE może go skracać, ale moim zdaniem DSEE nie warto włączać, bo nie odczułam by to w rzeczywistości poprawiało jakość dźwięku.

Etui słuchawek możemy ładować niestety tylko przewodowo, bo ładowania bezprzewodowego tu zabrakło.

Podsumowanie: Czy warto kupić słuchawki Sony Linkbuds Clip?

Sony LinkBuds Clip to urządzenie pełne sprzeczności, które we mnie wywołały mieszane uczucia. Z jednej strony, japoński producent dostarczył nam produkt niesamowicie wygodny. Słuchawki te są leciutkie, świetnie trzymają się uszu choćby podczas treningu i można w nich chodzić przez cały dzień, zapominając, iż w ogóle mamy je na sobie. Do tego dochodzi bardzo solidny czas pracy na baterii oraz sprawnie działającą łączność wielopunktową, co dla osób pracujących na wielu urządzeniach jest dużym plusem.

Z drugiej strony, w cenie 799 złotych oczekiwałam znacznie mniejszej liczby kompromisów. Największą bolączką tego modelu jest zaskakująco niska głośność maksymalna oraz płaskie brzmienie, które wymaga ratowania korektorem. Do tego dochodzi aplikacja, która wciąż woła o pomstę do nieba swoim chaotycznym interfejsem i brakiem języka polskiego, a także brak ładowania bezprzewodowego czy kodeków lepszej jakości.

Biorąc pod uwagę silną konkurencję, chociażby w postaci wspomnianych wcześniej Huawei FreeClip 2, trudno mi z czystym sumieniem polecić model od Sony. To sprzęt dla bardzo wąskiej grupy odbiorców, dla których priorytetem jest wyłącznie komfort noszenia i otwarta konstrukcja, a jakość audio gra drugoplanową rolę.

Mocne strony:

  • Wysoki komfort noszenia
  • Brak problemów z trzymaniem się słuchawek uszu
  • Długi czas pracy na baterii
  • Obsługa połączeń Multipoint
  • Szybkie parowanie (Google Fast Pair i Swift Pair)
  • Ciekawy, minimalistyczny design i dobra jakość tworzywa

Słabe strony:

  • Bardzo niska głośność maksymalna
  • Płaskie brzmienie wymagające korekty
  • Brak ładowania bezprzewodowego
  • Aplikacja bez języka polskiego i z nieintuicyjnym interfejsem
  • Obsługa tylko podstawowych kodeków (AAC, SBC)
  • Brak automatycznego wykrywania kanałów
  • Wysoka cena w stosunku do możliwości
Recenzja HUAWEI FreeClip 2. Nie chcą spaść z ucha i nie zawodzą brzmieniem. A Bateria? Marzenie
audiosłuchawkiSony
Idź do oryginalnego materiału