Śledztwo w sprawie Motoroli Signature. Gdzie uciekło 4299 zł?

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Motorola signature to nowy gracz na rynku premium. Sprawdzam, czy smukła obudowa i ekran 165 Hz stanowią twarde alibi dla ceny rzędu 4300 zł.

Motorola przez lata uchodziła za królową opłacalności, trzymając się bezpiecznych rewirów średniej półki. Model signature to zuchwała próba napadu na bank. Producent wchodzi na terytorium zarezerwowane dla Samsunga Galaxy S26, Oppo Find X9 Pro czy najnowszego iPhone’a, żądając za swój sprzęt 4299 zł.

W aktach sprawy znajdziemy mocne punkty, które mają to uzasadniać: flagowy procesor Snapdragon 8 Gen 5, nowe matryce Sony LYTIA i głośną współpracę z marką Bose.

Dział marketingu rzuca hasłami o luksusie, ekstremalnej wydajności i stukrotnym zoomie. Moje detektywistyczne przeczucie od razu kazało mi te zeznania zweryfikować.

BuyboxFast

Czas oddzielić twarde poszlaki od promocyjnych mrzonek i sprawdzić, czy piękny design nie maskuje sprzętowej przeciętności w kluczowych obszarach. Otwieram akta i rozpoczynam dochodzenie.

Oględziny miejsca zdarzenia

Pierwszy kontakt z dowodem rzeczowym został starannie wyreżyserowany. Pudełko nie jest zwykłym, szarym kartonem z recyklingu. Opakowanie pachnie, ponieważ Motorola nasączyła wnętrze specjalnymi perfumami o nazwie „signature packaging fragrance”.

To sprytny psychologiczny trik, mający uśpić czujność śledczego i wywołać wrażenie obcowania z towarem luksusowym, jeszcze zanim dotkniesz samego sprzętu. Przyznaję, na początku dałem się na to złapać, ale gwałtownie wróciłem do chłodnej analizy.

Zabezpieczyłem też solidne, dopasowane kolorystycznie etui, a nie najtańszy, przezroczysty silikon.

Są jednak wyraźne braki w materiale dowodowym. Po wnikliwym przeszukaniu kartonu nie stwierdziłem obecności słuchawek ani ładowarki (tylko ulotka, abym swoją sztukę zdobył na stronie motoroli). Przy cenie przekraczającej cztery tysiące złotych i współpracy z inżynierami Bose, brak jakiegokolwiek akcesorium audio na kablu to dla mnie ewidentna wtopa i pierwsza rysa na wizerunku. Producent daje nam zapach, ale o warstwę muzyczną i prąd na start musimy zadbać sami.

Rysopis podejrzanego

Smartfon jest niebezpiecznie atrakcyjny i łatwo wyróżnia się w tłumie ciężkich, rynkowych cegieł. Profil to zaledwie 6,99 mm grubości, a waga wynosi skromne 186 gramów. A w codziennym użytkowaniu to ogromny plus.

Dla porównania, Galaxy S24 Ultra waży ponad 230 gramów, co mocno czuć w nadgarstku. Motorola wsuwa się do kieszeni marynarki niemal niezauważalnie. Obudowa wykonana z aluminium lotniczego i szkła Gorilla Glass Victus 2 jest spasowana bez zarzutu, a fizyczne przyciski mają bardzo precyzyjny klik.

Twardym dowodem w sprawie wytrzymałości jest certyfikat IP69, który stawia ten model wyżej niż wielu konkurentów. Sprzęt przetrwa nie tylko przypadkową kąpiel w basenie na głębokości 1,5 metra, ale i bezpośrednie starcie z myjką ciśnieniową z gorącą wodą. jeżeli podczas wycieczki telefon wpadnie w błoto, możesz go z czystym sumieniem umyć pod kranem.

Zauważyłem jednak u niego specyficzny syndrom sobowtóra. Wyspa aparatów płynnie przechodzi w obudowę, a warianty wykończenia (Martini Olive, zieleń i Carbon, czarny) przypominają w dotyku gęstą tkaninę. Wizualnie nawiązuje to jednak zbyt mocno do znacznie tańszych modeli z serii Edge, chociażby Edge 50 Neo.

Motorola edge 50 neo. Widzę spore podobieństwo do średniaka sprzed dwóch lat.

Uważam, iż płacąc 4300 zł, klient oczekuje urządzenia, które wygląda unikalnie. Tutaj laik łatwo pomyli podejrzanego ze średniakiem kosztującym jedną trzecią tej ceny. Taki dyskretny, introwertyczny luksus to w mojej ocenie wada minimalnie dyskwalifikująca dla osób szukających prestiżu. To jakby Apple wydał model 16e, który wygląda jak najnowszy flago… a, zrobił to.

Dowód koronny, czyli fenomenalny ekran

W tym sektorze obrona wysuwa najcięższe argumenty, z którymi trudno polemizować. Zastosowany panel Extreme AMOLED o przekątnej 6,8 cala to technologiczna czołówka. Podczas gdy Apple w podstawowych modelach wciąż upiera się przy odświeżaniu 60 Hz, a inni dają 120 Hz, tutaj dostajemy aż 165 Hz, niczym w OnePlusie. Płynność interfejsu jest absolutna, co na własne oczy zweryfikowałem podczas długiego przeglądania dokumentów i dynamicznych gier.

Jasność szczytowa na poziomie 6200 nitów to oczywiście wartość laboratoryjna i marketingowy wycinek, ale w pełnym słońcu ekran pozostaje niesamowicie czytelny. Wierność kolorów potwierdzona certyfikatem Pantone sprawdza się w praktyce. Skóra na zdjęciach wygląda w końcu naturalnie, a nie jak po wizycie w solarium. Pokrycie palety DCI-P3 wynosi 100 procent, a obsługa formatów Dolby Vision i HDR10+ sprawia, iż oglądanie filmów w terenie to świetne doświadczenie.

Motyw przegrzania i ukryte słabości

Pod maską pracuje bestia, czyli najnowszy procesor Snapdragon 8 Gen 5 wykonany w litografii 3 nm. Układ ten wspiera 12 GB lub 16 GB szybkiej pamięci RAM LPDDR5X oraz szybka pamięć masowa UFS 4.1. W syntetycznych testach sprzęt bije rekordy wydajności. Aplikacje uruchamiają się błyskawicznie, a przełączanie się między nimi w tle przebiega gładko i bez zająknięcia.

Fizyki jednak nie oszukasz. Umieszczenie takiego potwora w obudowie o grubości niespełna 7 mm musiało zostawić ślady. Brakuje tu miejsca na rozbudowane systemy chłodzenia czy grube komory parowe. Podczas standardowej pracy biurowej, przeglądania sieci i mediów społecznościowych telefon jest przyjemnie chłodny. Kłopoty zaczynają się przy większym obciążeniu.

Uruchomienie wymagających gier na najwyższych detalach lub długa sesja nagrywania wideo w rozdzielczości 8K sprawiają, iż aluminiowa ramka i okolice aparatów robią się gorące.

Urządzenie wpada w throttling termiczny znacznie szybciej niż grubsza konkurencja, dławiąc wydajność procesora dla bezpieczeństwa podzespołów. Elegancki, smukły garnitur okazał się dla tych parametrów nieco za ciasny.

Ślady zbrodni w obiektywie

Główny aparat 50 MP z sensorem Sony LYTIA 800 i jasną przysłoną f/1.6 składa zeznania spójne z rzeczywistością. Zdjęcia dzienne są ostre, plastyczne i charakteryzują się świetnym, naturalnym rozmyciem tła (bokeh) dzięki dużej matrycy. Wielokierunkowy autofokus działa błyskawicznie, łapiąc ostrość choćby na ruchliwych obiektach. Moim zdaniem to poziom w pełni flagowy, do którego nie mam uwag.

Poważne niespójności w zeznaniach zaczynają się jednak przy teleobiektywie (Sony LYTIA 600). Producent chwali się funkcją 100x Super Zoom, co uważam za marketingowe naciąganie faktów, jak u Pixela. Optyczne, bezstratne przybliżenie wynosi zaledwie 3x.

Od sprzętu z tej półki cenowej wymagam peryskopu z pięciokrotnym zbliżeniem – realme kosztujące 1/2 ceny ma 3,5x 50 MP. Hybrydowy zoom do 10x wygląda nieźle, ale wszystko powyżej wartości 30x to mało ostra pikseloza ratowana przez sztuczną inteligencję.

Szeroki kąt 50 MP (pole widzenia 122 stopnie) sprawdza się bardzo dobrze, służąc również jako świetny aparat do ujęć makro. Niestety, fotografia nocna w wykonaniu Motoroli bywa kapryśna. Algorytmy gubią się w ciemniejszych zaułkach, czasem zbyt agresywnie wyostrzając krawędzie obiektów, a innym razem zostawiając cyfrowy szum w cieniach. Podczas nocnej obserwacji w terenie sprzęt wciąż ustępuje liderom od Google czy Apple, którym zrobienie dobrego zdjęcia w mroku przychodzi ze znacznie większą powtarzalnością.

Alibi energetyczne i muzyczne poszlaki

W kwestii zasilania cienkich telefonów zawsze mam duże obawy, ale tutaj Motorola przedstawiła solidne alibi. Zastosowane ogniwo o pojemności 5200 mAh oparto na innowacyjnej technologii krzemowo-węglowej (Si/C).

Dzięki wyższej gęstości energii udało się zachować smukłość bryły bez cięcia amperogodzin. Czas pracy pozwala na solidny dzień intensywnego działania w terenie (SoT na poziomie 6-7 godzin), co ratuje ocenę mobilności.

Ładowanie z mocą 90 W po kablu jest rewelacyjne i uzupełnia energię w trzydzieści minut. Dostępne jest też szybkie ładowanie bezprzewodowe 50 W i zwrotne 10 W. Taki zestaw możliwości diametralnie zmienia nawyki: telefon ładujesz przy okazji, a nie przez całą noc.

Głośniki dumnie sygnowane logo Bose grają czysto i przestrzennie, wspierając wirtualizację Dolby Atmos, ale z racji cienkiej obudowy fizycznie brakuje im mięsistego basu. Zewnętrzne wsparcie dostrajania barwy ratuje sytuację głównie w momencie, gdy korzystamy z dobrych słuchawek bezprzewodowych, gdzie kodeki Hi-Res Audio pokazują swój pełny potencjał.

Podejrzany działa na systemie Android 16 z nakładką Hello UI. To czyste, pozbawione bloatwear’u oprogramowanie. Motorola składa też mocną deklarację: 7 lat aktualizacji systemu operacyjnego. Kupując ten telefon, masz teoretyczny spokój aż do Androida 23, co z pewnością zwiększa jego wartość na rynku wtórnym. I jak na motorolę, to przeskok w cudownym kierunku.

Raport zamknięcia sprawy

Zamykam akta i podsumowuję zebrane ślady. motorola signature to telefon ze skrajnościami. Z jednej strony zachwyca wybitnym ekranem, świetną ergonomią wynikającą z wagi piórkowej, sprawnym systemem bez śmieci i zawrotnym tempem ładowania baterii krzemowo-węglowej.

Z drugiej strony, żądając aż 4299 zł, producent dopuścił się zaniedbań. Zaserwował rozczarowujący zoom optyczny, wtórny i zbyt zachowawczy wygląd z tańszych serii oraz problemy z dławieniem wydajności pod mocnym obciążeniem.

Jeśli szukasz lekkiego, błyskawicznego w działaniu telefonu, który nie wypycha kieszeni jak cegła, to bardzo solidny sprzęt. Będziesz zadowolony z jego kultury pracy na co dzień. Uważam jednak, iż jeżeli zależy ci na potężnym, wszechstronnym aparacie z dobrym zoomem i prestiżu widocznym na pierwszy rzut oka, wstrzymaj się z zakupem.

Konkurencja ma w tej cenie mocniejsze dowody. Warto poczekać na solidne wyprzedaże, bo przy kwocie w okolicach 3000 zł ten model stanie się doskonałym znaleziskiem. W obecnej cenie brakuje mu mocniejszych argumentów na ławie oskarżonych o miano króla flagowców.

Idź do oryginalnego materiału