
Rosja znów sięga po sprzęt z czasów późnego ZSRR. Na wojskowym lotnisku ruszyły loty testowe śmigłowca Mi-34M1. Problem w tym, iż pod świeżą jednostką napędową wciąż kryje się konstrukcja, której możliwości odstają od współczesnych standardów.
Na opublikowanych nagraniach z rosyjskiego lotniska testowego widać maszynę, którą wielu ekspertów uznałoby raczej za eksponat muzealny, niż nowoczesny projekt współczesnego pola walki. Mi-34M1 to rozwinięcie śmigłowca Mi-34, który pierwszy raz wzbił się w powietrze jeszcze w 1986 r. jako lekki wiropłat do zastosowań cywilnych i wojskowych.
Oryginalny projekt miał być odpowiedzią ZSRR na zachodnie lekkie śmigłowce pokroju Robinsona R44 – tanie, proste w obsłudze, zdatne do szkolenia pilotów, patrolowania terenu i zadań łącznikowych. Plan się nie powiódł. Mi-34 nigdy nie stał się hitem rynku: z taśm zjechała zaledwie seria kilkudziesięciu sztuk, a program stopniowo zamarł.
Dziś, po latach leżakowania w szufladach biur konstrukcyjnych, maszyna wraca pod nową nazwą: Mi-34M1. Z zewnątrz wyróżnia się przede wszystkim inną jednostką napędową, ale kadłub, układ konstrukcyjny i ogólna filozofia projektu pozostają zakorzenione w realiach końcówki zimnej wojny.
VK-650V – nowy silnik ma odciąć zależność od Ukrainy
Jak podaje portal militarnyi, prawdziwym bohaterem tego powrotu nie jest sam śmigłowiec, ale silnik. Modernizowany wariant otrzymał nową, rosyjską jednostkę VK-650V o mocy około 650 KM w trybie startowym. To turbinowy silnik przeznaczony dla lekkich śmigłowców o masie startowej do 4 ton, projektowany z myślą o zastępowaniu zagranicznych napędów.
Jego parametry zbliżają go do ukraińskiego AI-450V, który trafił do wielu nowoczesnych lekkich wiropłatów i bezzałogowców. Dla Moskwy to istotne, bowiem po 2014 r., a tym bardziej po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą, dostęp do ukraińskich silników lotniczych praktycznie zniknął. W tej sytuacji VK-650V ma być biletem powrotnym do świata lekkich konstrukcji śmigłowcowych, tyle iż zamiast zupełnie nowej platformy Rosja podłącza go do trupa sprzed czterech dekad.
Stara platforma, ograniczone możliwości
Mi-34 jako baza do modernizacji ma swoje poważne ograniczenia. Kadłub zapewnia niewielką przestrzeń dla załogi i wyposażenia, co z góry definiuje maszynę jako bardzo lekką platformę szkolną, łącznikową lub patrolową.
Zasięg i udźwig pozostają skromne, szczególnie na tle współczesnych projektów zachodnich czy choćby nowszych konstrukcji rosyjskich. Mi-34M1 trudno wyobrazić sobie w roli wszechstronnego śmigłowca wielozadaniowego, który mógłby wozić większe grupy żołnierzy, sprzęt, czy pełnić funkcję poważnego nośnika uzbrojenia.
W praktyce oznacza to, iż choćby z nowym silnikiem maszyna może znaleźć zastosowanie głównie jako:
- tani śmigłowiec treningowy, na którym przyszli piloci uczą się podstaw pilotażu;
- lekka platforma do zadań łącznikowych, inspekcyjnych i patrolowych w strefach oddalonych od linii frontu;
- demonstrator dla nowego napędu, który docelowo ma trafić do bardziej ambitnych projektów.
Wojna pokazuje braki w rosyjskiej flocie śmigłowców
Rosyjskie lotnictwo śmigłowcowe intensywnie eksploatuje maszyny bojowe i transportowe, ponosząc przy tym straty i borykając się z sankcjami technologicznymi. Lekkich wiropłatów, które mogłyby przejąć część zadań szkoleniowych i pomocniczych, po prostu brakuje. Modernizacja konstrukcji pamiętającej szczyt zimnej wojny można więc czytać jako próbę łatania dziur w systemie, a nie jako dowód technologicznego przełomu. Mi-34M1 z nowym silnikiem ma uwolnić bardziej wartościowe maszyny do zadań frontowych, ale sam w sobie pozostaje projektem z innej epoki.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: SDT, YouTube














