
Google ogłosił pakiet nowości dla Google TV, ale jedna z nich przyćmiewa wszystkie pozostałe. Chodzi o promowanie oglądania pionowego wideo na panoramicznym telewizorze.
Krótkie wideo – te same, które zwykle oglądamy w tramwaju, w kolejce po kawę albo w łóżku, gdy obiecujemy sobie „ostatniego Shortsa i idę spać” – trafią wprost na główny ekran telewizorów i przystawek z Google TV. Najpierw YouTube Shorts, później prawdopodobnie Rolki i TikToki. Tak, to się dzieje naprawdę.
To ruch, który zakłada zmianę sposobu korzystania z telewizora w większym stopniu niż jakiekolwiek AI‑owe sztuczki, którymi Google chwali się w tym samym ogłoszeniu. A tych sztuczek jest sporo – od generowania obrazków i wideo na ekranie TV po wyszukiwanie zdjęć głosowo i remiksowanie ich w stylu akwareli. Ale to właśnie „Short videos for you” jest tu prawdziwą bombą.
Telewizor jako gigantyczny feed. Google mówi: „skoro i tak to oglądacie…”
Shorts będą eksponowane na ekranie głównym telewizorów z Google TVGoogle nie owija w bawełnę: krótkie wideo stało się codziennym nawykiem setek milionów ludzi. Według danych YouTube Shorts ma już ponad 2 mld zalogowanych użytkowników miesięcznie. TikTok? Około 1,6 mld. Rolki? Ponad 200 mld odtworzeń miesięcznie. To nie są niszowe formaty – to współczesna telewizja, tylko wertykalna.
Dlatego Google TV dostanie nowy rząd treści na ekranie głównym: „Short videos for you”. Personalizowany feed, który pojawi się obok tradycyjnych rekomendacji filmów i seriali. Na start w Stanach Zjednoczonych, latem. Reszta świata – prawdopodobnie później, ale trudno sobie wyobrazić, by Polska została pominięta.
To oznacza, iż po włączeniu telewizora użytkownik zobaczy nie tylko kafelki z Netfliksa czy HBO Max, ale też… krótkie klipy. W pionie. Na dużym ekranie. W salonie. W miejscu, które dotąd było bastionem długich form.
Można się oburzać, iż telewizor to świątynia kina domowego, a nie gigantyczny telefon. Ale prawda jest taka, iż ludzie już dziś oglądają Shortsy i TikToki na TV – tylko w niewygodny sposób, przez aplikacje, które nie są do tego stworzone. Google po prostu robi to, co robi najlepiej: obserwuje zachowania użytkowników i wciska klin tam, gdzie widzi ruch.
Także zanim zdecydujesz, czy dziś jest dzień na Diune czy raczej na kolejny odcinek The Bear, możesz wpaść w krótką, pięciominutową spiralę oglądania. A pięć minut łatwo zamienia się w piętnaście. To nie jest przypadek. To strategia.
A co z resztą nowości? AI w telewizorze wchodzi na salony, ale po cichu
Google ogłosił też zestaw funkcji opartych na Gemini – i choć są efektowne to trudno oprzeć się wrażeniu, iż to dodatki, a nie danie główne. Można tworzyć obrazki na ekranie TV, prosząc o „zrób z mojego taty kosmicznego kowboja”. Można generować krótkie wideo, w stylu „niech mój dziadek moonwalkuje w kosmosie”. Można przeszukiwać Zdjęcia Google głosowo, remiksować zdjęcia w stylu akwareli i ustawiać dynamiczne pokazy slajdów jako wygaszacz ekranu.
To wszystko jest sympatyczne, czasem zabawne, czasem praktyczne. Ale nie zmienia sposobu korzystania z telewizora. Shortsy – owszem.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, iż Google TV coraz mniej przypomina klasyczny interfejs telewizora, a coraz bardziej – platformę treści. Nie tylko agreguje aplikacje, ale zaczyna samodzielnie decydować co użytkownik zobaczy po włączeniu urządzenia. To ruch w stronę tego, co od lat robi TikTok: treść najpierw, aplikacje później.
















