Dreame L60 Ultra ma prawie dwa razy większą moc ssania niż poprzednik L50 Ultra. Do tego myje pady w wodzie o temperaturze 100°C, omija przeszkody i pozwala podejrzeć, co dzieje się w domu pod nieobecność domowników. Wiele rozwiązań zaczerpnął z flagowych modeli serii X, a w codziennym sprzątaniu pokazuje, iż nie są to tylko liczby w specyfikacji. Mam jednak z nim jeden problem. I właśnie z nim będzie najtrudniej się rozprawić.
Egzemplarz testowy został dostarczony redakcji przez producenta bezpłatnie do celów recenzenckich. Producent nie miał wpływu na treść niniejszej publikacji.
Co znajdziemy w zestawie?
Dreame L60 Ultra dotarł do mnie w solidnie zabezpieczonym opakowaniu. Całość waży ponad 17 kilogramów, więc już podczas rozpakowywania warto przygotować sobie trochę miejsca. Nie jest to mały sprzęt, a obecność rozbudowanej stacji dokującej ma swoje konsekwencje również podczas transportu. Producent zadbał jednak o to, żeby po wyjęciu urządzenia z pudełka można było od razu przygotować je do pracy. W zestawie znalazłem samego robota oraz stację bazową, a także akcesoria potrzebne do rozpoczęcia sprzątania. Szczotka główna wraz z osłoną, szczotka boczna i pojemnik na kurz są już zamontowane w urządzeniu. Samodzielnie trzeba natomiast założyć dwa pady mopujące.
Oprócz tego w opakowaniu znalazły się dwa worki na kurz, z czego jeden jest już zainstalowany w stacji oraz płyn czyszczący Dreame o pojemności 200 ml. Dołączono również moduł dozownika detergentu, filtr do stacji i przedłużenie rampy ułatwiającej robotowi wjazd do bazy. Całość uzupełnia dokumentacja, w tym skrócona instrukcja obsługi.
Nie musimy zatem dokupywać dodatkowych elementów, żeby uruchomić podstawowe funkcje robota. Na początek wystarczy zamontować pady, uzupełnić wodę, wlać detergent i przeprowadzić konfigurację. Szkoda jedynie, iż w zestawie są tylko dwa worki. Przydałby się przynajmniej jeden dodatkowy, szczególnie iż niektóre konkurencyjne urządzenia są sprzedawane z większym zapasem materiałów eksploatacyjnych.
Warto też wspomnieć o samym płynie czyszczącym. Ma całkiem przyjemny zapach, a jego obecność w zestawie pozwala od razu przetestować mopowanie z użyciem detergentu.
Dreame L60 Ultra – specyfikacja techniczna
W chwili przygotowywania recenzji Dreame L60 Ultra kosztował w oficjalnym sklepie producenta 3209 zł zamiast 3799 zł. To istotny punkt odniesienia, ponieważ mówimy o urządzeniu, które oferuje wiele zaawansowanych funkcji kojarzonych z droższymi konstrukcjami. Z drugiej strony nie jest to mało, patrząc na spory rozrzut cenowy na rynku robotów sprzątających.
Pierwsze wrażenia i jakość wykonania
Po wyjęciu wszystkich elementów z opakowania od razu zwróciłem uwagę na wygląd robota i stacji. I mogę powiedzieć, iż Dreame L60 Ultra należy do najładniejszych urządzeń tego typu, jakie miałem w rękach. Duża w tym zasługa białej obudowy, która prezentuje się lekko i elegancko. W przeciwieństwie do czarnych stacji bazowych nie eksponuje tak mocno kurzu osiadającego na powierzchni. Całość uzupełniają złotawe akcenty. Szczególnie dobrze prezentuje się przednia część stacji, w tym klapa skrywająca worek na kurz i moduł detergentu. Nie wygląda to przesadnie ozdobnie, a jednocześnie odróżnia L60 Ultra od wielu prostych, białych urządzeń. Robot również sprawia wrażenie solidnego. Elementy są dobrze spasowane, nic nie trzeszczy, a obudowa nie daje powodów do narzekania na jakość wykonania.
Przednia część robota została wyposażona w kamerę oraz dodatkowe elementy odpowiedzialne za rozpoznawanie i omijanie przeszkód. Znajdziemy tu system czujników przestrzennych 3D, kamerę AI i oświetlenie LED. To ostatnie pomaga urządzeniu orientować się w otoczeniu przy słabszym oświetleniu. Przednią część osłania również spory zderzak, który zabezpiecza obudowę podczas kontaktu z przeszkodami. Na górze umieszczono wysuwaną wieżyczkę nawigacyjną. Po uruchomieniu robota unosi się ona, a jej podświetlenie dobrze komponuje się z resztą konstrukcji. Obok znajdują się dwa przyciski służące między innymi do uruchamiania sprzątania i odsyłania urządzenia do stacji. Z przodu i po bokach nie brakuje również czujników, które wspierają nawigację.
Z tyłu konstrukcja jest już bardziej klasyczna. Najciekawiej robi się natomiast od spodu. Znajdziemy tam dwie nakładki mopujące, z których jedna może wysuwać się poza obrys robota, szczotkę boczną oraz dwie główne szczotki pracujące w przeciwnych kierunkach. Nie zabrakło dużych kół napędowych i niewielkiego kółka obrotowego z przodu. Szkoda jednak, iż producent zastosował tylko jedną wysuwaną szczotkę boczną. Pomaga ona zbierać zabrudzenia przy ścianach i meblach, ale druga ruchoma szczotka mogłaby jeszcze poprawić sprzątanie trudno dostępnych miejsc.
Zarezerwuj sporo miejsca
Sama stacja bazowa jest równie dobrze wykonana. Od góry można wyjąć dwa zbiorniki, jeden na czystą wodę o pojemności 4,5 l i drugi na wodę brudną, mieszczący 4 l. Ich uchwyty ułatwiają przenoszenie, a cała konstrukcja sprawia wrażenie przemyślanej. Robot pewnie wjeżdża na podstawę po dołączonej rampie, a poszczególne elementy dobrze do siebie pasują.
Trzeba jednak zarezerwować na stację odpowiednio dużo miejsca. Ma około 59 cm wysokości i ponad 34 cm szerokości, a jej głębokość przekracza 45 cm. Nie jest więc urządzeniem, które bez problemu ukryjemy w każdej wnęce. Warto zmierzyć przestrzeń przed zakupem, zwłaszcza jeżeli planujemy postawić bazę pod blatem lub na ograniczonej powierzchni.
Ogólne jednak wrażenie jest bardzo dobre. Dreame L60 Ultra wygląda jak sprzęt z wyższej półki i nie sprawia wrażenia urządzenia, w którym oszczędzano na jakości materiałów czy spasowaniu elementów.
Rozwiązania znane z droższych robotów Dreame
Jedną z najważniejszych zmian względem L50 Ultra jest wzrost deklarowanej siły ssania. Poprzednik oferował 19 500 Pa, natomiast L60 Ultra osiąga 35 000 Pa. To duża różnica w specyfikacji, choć sama liczba nie przesądza jeszcze o skuteczności sprzątania. Znaczenie mają również szczotki, konstrukcja kanału powietrznego, rodzaj podłoża i sposób poruszania się robota.
L60 Ultra korzysta przy tym z rozwiązań, które można spotkać w bardziej zaawansowanych konstrukcjach Dreame z serii X. Dotyczy to między innymi rozbudowanego systemu rozpoznawania przeszkód, wysuwanych elementów sprzątających oraz stacji automatycznie myjącej pady bardzo gorącą wodą. Producent nie ograniczył się więc do zwiększenia mocy ssania. Rozbudował także system nawigacji i automatycznej konserwacji. Za odkurzanie odpowiada technologia Vormax, natomiast za ograniczanie plątania włosów system HyperStream Detangling DuoBrush. Dwie główne szczotki obracają się w przeciwnych kierunkach, a ich konstrukcja ma ograniczać owijanie się włosów i sierści wokół wałków. Producent zastosował przy tym elementy o różnej konstrukcji, aby dostosować zbieranie zabrudzeń zarówno do twardych podłóg, jak i dywanów.
Za nawigację odpowiada system AI-Enhanced 3D ToF Vision. Wykorzystuje on czujniki przestrzenne, kamery AI i diody LED, by rozpoznawać otoczenie oraz omijać napotkane obiekty. Producent deklaruje rozpoznawanie ponad 280 typów przeszkód. Wśród nich mają znajdować się między innymi buty, meble, zabawki i drobne przedmioty. Istotna jest także obniżana wieżyczka nawigacyjna. Gdy robot wykryje miejsce o ograniczonej wysokości, może schować wystający element, by spróbować wjechać pod meble. Nie oznacza to jednak, iż zmieści się pod każdą kanapą czy szafką. W praktyce liczy się również prześwit całego mebla, a nie tylko wysokość samego sensora.
Producent deklaruje ponadto możliwość pokonywania dwustopniowych progów o łącznej wysokości do 5 cm oraz pojedynczych pionowych przeszkód sięgających 3 cm. Za to odpowiada specjalny mechanizm z dodatkowym, wysuwanym kołem. Nie sprawdzałem jednak tej możliwości w wymagającym teście progów, dlatego traktuję podane wartości jako deklarację producenta, a nie wynik własnych prób.
Aplikacja Dreamehome
Przygotowanie urządzenia do pracy nie sprawia większych problemów. Najpierw podłączamy stację do zasilania, umieszczamy w niej robota, uzupełniamy zbiornik na czystą wodę i wlewamy detergent do odpowiedniego dozownika. Worek na kurz jest już zamontowany, więc nie trzeba zajmować się jego instalacją. Następnie włączamy robota i przechodzimy do parowania z aplikacją Dreamehome. Kod QR potrzebny do konfiguracji znajduje się pod górną pokrywą urządzenia. Po jego zeskanowaniu można przejść przez kolejne etapy łączenia robota z domową siecią i aplikacją.
Sama aplikacja wygląda dość standardowo jak na urządzenia Dreame. Jej zaletą jest dobrze przygotowane tłumaczenie na język polski. Dotyczy to również komunikatów głosowych robota. Są głośne, wyraźne i brzmią naturalnie, więc nie ma problemu ze zrozumieniem informacji o wykonywanych czynnościach. Na głównym ekranie znajdziemy najważniejsze funkcje. Możemy rozpocząć sprzątanie, odesłać robota do stacji oraz sprawdzić stan urządzenia, w tym poziom naładowania akumulatora.
Więcej możliwości czeka w ustawieniach. W części poświęconej stacji dokującej można wybrać tryb mycia padów. Dostępne są ustawienia standardowe, oszczędzające wodę i intensywniejsze. Możemy też zmienić temperaturę wody. Wyższa temperatura oznacza dokładniejsze czyszczenie padów, ale wydłuża cały proces. W aplikacji ustawimy czas ich suszenia.
Kolejna sekcja dotyczy sprzątania podłóg. Możemy ustawić kierunek sprzątania względem ułożenia paneli, co pomaga ograniczyć pozostawanie zabrudzeń w szczelinach. Dostępne są również opcje związane z pracą czujników i automatycznym obniżaniem wieżyczki nawigacyjnej, gdy robot rozpozna miejsce o ograniczonej wysokości. Sporo uwagi poświęcono dywanom. Możemy wybrać tradycyjne odkurzanie z odpowiednim dostosowaniem pracy urządzenia, sprzątanie z podniesionymi padami mopującymi lub całkowite omijanie takich powierzchni. W przypadku dywanów o wysokim runie przydatna jest także opcja pozostawienia padów w stacji przed rozpoczęciem sprzątania. Nie zabrakło regulacji języka i głośności komunikatów, harmonogramów sprzątania oraz trybu uśpienia. W aplikacji znajdziemy też historię wcześniejszych cykli, a także możliwość dokupienia akcesoriów eksploatacyjnych.
Uruchamiamy robota
Pierwsze uruchomienie wymaga również utworzenia mapy mieszkania. Robot samodzielnie objeżdża pomieszczenia i na tej podstawie przygotowuje plan. W moim przypadku, przy niewielkim mieszkaniu, zajęło mu to mniej niż 10 minut. Mapa została wykonana poprawnie, a układ pomieszczeń był dobrze odwzorowany. jeżeli coś pójdzie nie tak, zawsze możemy wykonać nową mapę, ale w moim przypadku nie było takiej potrzeby.
Oczywiście nie wszystko musimy pozostawić automatyce. W razie konieczności można manualnie skorygować mapę, dodać pominięte elementy, ustawić wirtualne ściany i wyznaczyć obszary, do których robot nie powinien wjeżdżać. To szczególnie przydatne przy miskach z wodą, kablach pozostawionych w jakimś miejscu na stałe i innych przedmiotach, których lepiej nie obejmować standardowym cyklem sprzątania.
W efekcie konfiguracja jest prosta, a aplikacja oferuje wystarczająco dużo ustawień, by dopasować pracę robota do konkretnego mieszkania. Jednocześnie nie trzeba korzystać z nich wszystkich, żeby rozpocząć zwykłe odkurzanie.
Jak Dreame L60 Ultra sprząta w praktyce?
Najważniejsze pytanie brzmi oczywiście, czy te wszystkie rozwiązania przekładają się na rzeczywiste efekty. Po przygotowaniu mapy wystarczy uzupełnić wodę, wybrać odpowiedni tryb i uruchomić robota. Urządzenie zaczyna poruszać się liniowo, przejeżdżając przez kolejne obszary mieszkania. Podczas pracy nie jest przesadnie głośne. Najbardziej słyszalny jest początek cyklu, kiedy robot i stacja przygotowują się do sprzątania, między innymi pobierając wodę. To jednak trwa krótko. Później urządzenie porusza się po pomieszczeniach dość spokojnie, a przy tym dobrze wykorzystuje przygotowaną mapę.
Zauważyłem, iż często zaczyna od okolic kątów i krawędzi, a dopiero później przechodzi do sprzątania większych powierzchni. Podczas odkurzania i mopowania widać, iż robot stara się dokładnie pokryć cały dostępny obszar, zamiast chaotycznie zmieniać kierunek. Siła ssania na poziomie 35 000 Pa dobrze wygląda w specyfikacji, ale dla mnie ważniejsze było to, jak urządzenie radzi sobie z codziennymi zabrudzeniami. W mieszkaniu ze zwierzętami takich testów nie trzeba specjalnie organizować. Żwirek z kuwety, sierść, okruchy i resztki karmy regularnie pojawiają się na podłodze.
Dreame L60 Ultra radził sobie z takimi zadaniami bardzo dobrze. Rozsypany żwirek dla kota nie stanowił dla niego większego wyzwania. Podobnie było z kawą, mąką i innymi sypkimi materiałami. zwykle wystarczał jeden przejazd, aby zebrać zabrudzenia z podłogi. Dwie główne szczotki również dobrze spełniają swoje zadanie. Nie zauważyłem, żeby włosy wyraźnie owijały się wokół dolnego wałka. W czasie testów nie miałem więc powodu, by często przerywać sprzątanie i manualnie usuwać z niego zanieczyszczenia.
Nie oznacza to, iż można całkowicie zapomnieć o konserwacji szczotek. Dużo zależy od ilości włosów i rodzaju zanieczyszczeń, ale w moim przypadku system sprawdził się dobrze.
Mopowanie plam
Dreame L60 Ultra dobrze wypada również podczas mycia podłóg. Przy wyższej intensywności sprzątania radził sobie zarówno z plamami po ketchupie, jak i zaschniętymi resztkami karmy dla zwierząt. Nie ogranicza się zatem do lekkiego przecierania podłogi wilgotnymi nakładkami. Duże znaczenie ma możliwość regulacji ilości dozowanej wody i intensywności mycia. Można dostosować ustawienia do rodzaju podłoża i aktualnego poziomu zabrudzeń. o ile na podłodze pojawiają się bardziej uporczywe plamy, warto skorzystać z intensywniejszego trybu zamiast liczyć na to, iż wystarczy pojedynczy, szybki przejazd.
Przy normalnym użytkowaniu podłoga po zakończeniu sprzątania była czysta, bez nieestetycznych śladów. To ważne, ponieważ samo przejechanie mokrym padem po zabrudzeniu nie zawsze oznacza jego usunięcie, co zresztą pokazywałem w testach innych sprzętów. Tutaj efekty były dobre, a automatyczna obsługa padów pozwala utrzymać je we właściwym stanie podczas kolejnych cykli.
Przy mocniejszych zabrudzeniach pomaga także funkcja wykrywania zanieczyszczeń. Producent deklaruje, iż w trybie CleanGenius robot może wrócić do stacji, umyć pady, a następnie ponownie wyczyścić zabrudzony fragment podłogi. Nie trzeba więc za każdym razem samodzielnie wskazywać miejsca wymagającego dodatkowej uwagi.
Dywany, progi i niskie meble
W moim mieszkaniu L60 Ultra dobrze radził sobie z dywanem. Widać, iż ma odpowiedni zapas mocy, a podczas przejazdu nie zaczepiał o materiał i nie przesuwał choćby mniejszego dywanika. To ważne, ponieważ część robotów ma z takimi powierzchniami problem, zwłaszcza gdy materiał jest lekki. Po wykryciu dywanu urządzenie może zwiększyć moc ssania, a pady mopujące unosić się na wysokość 10,5 mm. W aplikacji dostępne są też opcje pozwalające ominąć dywany podczas mopowania albo pozostawić pady w stacji na czas sprzątania wykładzin.
Nieco gorzej wygląda kwestia wjeżdżania pod niskie meble. Chowana wieżyczka nawigacyjna jest przydatna i pozwoliła robotowi dostać się pod szafki kuchenne, ale nie poradził sobie z wjazdem pod moją kanapę. choćby po schowaniu sensora zabrakło odpowiedniego prześwitu. Nie jest to wada wyjątkowa dla tego modelu. Pod meblami liczy się nie tylko konstrukcja robota, ale również rzeczywista wysokość przestrzeni, w którą ma wjechać. Mimo to warto o tym pamiętać, jeżeli właśnie pod kanapą lub łóżkiem gromadzi się najwięcej kurzu.
Nie weryfikowałem natomiast deklarowanej przez producenta maksymalnej wysokości pokonywanych progów. Nie będę więc twierdził, iż L60 Ultra pokonał u mnie każdą przeszkodę o wysokości określonej w specyfikacji.
Wysuwana szczotka boczna oraz ruchomy pad pomagają sprzątać przy ścianach i meblach. Nie oznacza to jednak, iż robot dokładnie dociera do każdego zakamarka. W moich testach zauważyłem, iż w samych narożnikach pozostawało jeszcze trochę miejsca, do którego elementy sprzątające nie docierały w pełni. Mechanizmy wysuwania są przydatne, ale ich zasięg jest ograniczony. o ile zależy wam na idealnie wyczyszczonym samym wierzchołku kąta, czasami przez cały czas może być potrzebna ręczna poprawka.
Nie jest to jednak problem na tyle duży, by przekreślał skuteczność całego urządzenia. Na większych powierzchniach robot sprząta dokładnie, a systematyczny sposób poruszania się pozwala mu nie pomijać przypadkowo dużych fragmentów podłogi.
Omijanie przeszkód i miski zwierząt
Jednym z mocniejszych punktów L60 Ultra okazało się omijanie przeszkód. Rozrzucone zabawki i kable (!) nie powodowały problemów, które zdarzały mi się przy innych robotach. Urządzenie omijało je i nie zaczepiało o nie podwoziem. Nie zauważyłem również, aby zabawki wplątywały się w mechanizmy od spodu robota. Inaczej wygląda sytuacja z miskami z wodą. Robot nie ominął ich automatycznie i standardowo wylewał wodę, gdy przejeżdżał w ich pobliżu. To istotne ograniczenie w domu ze zwierzętami, choć można je łatwo obejść. Wystarczy zaznaczyć miejsce ustawienia misek na mapie i utworzyć obszar, do którego robot nie będzie wjeżdżał. Po takiej zmianie nie trzeba już za każdym razem pilnować, czy urządzenie nie zbliży się do wody. To przykład sytuacji, w której ręczna korekta mapy jest po prostu praktyczniejsza niż liczenie na automatyczne rozpoznawanie każdego przedmiotu.
Dreame L60 Ultra bez problemu posprzątał całe mieszkanie na jednym ładowaniu, bez powrotu do stacji po drodze. To spora zaleta w porównaniu z używaną przeze mnie na co dzień Roombą, która potrafi wracać do bazy dwa lub trzy razy, by opróżnić pojemnik, a czasem wymaga również doładowania przed końcem pracy. W L60 Ultra nie musiałem przerywać pracy z podobnych powodów. Jego pojemnik na kurz ma 275 ml, ale automatyczne opróżnianie w stacji sprawia, iż nie trzeba manualnie usuwać zabrudzeń po każdym cyklu. W praktyce liczy się więc nie tylko pojemność samego zbiornika, ale też to, jak sprawnie robot współpracuje z bazą.
Funkcje dla zwierząt i monitoring domu
Rozbudowane funkcje dla właścicieli zwierząt to jedna z ciekawszych części systemu Dreame L60 Ultra. W aplikacji znajdziemy osobną sekcję poświęconą opiece nad pupilami, która wykracza poza zwykłe zwiększanie mocy ssania na zabrudzeniach. Jedna z opcji dotyczy rozpoznawania zwierząt. Robot ma identyfikować napotkane psy lub koty, a następnie wykonywać im zdjęcia i zapisywać je w urządzeniu. W praktyce nie udało mi się jednak skorzystać z tej funkcji. Mimo iż mam dwa koty i zdarzało się, iż przechodziły obok robota, ten nie wykonał im zdjęcia. Nie będę więc obiecywał, iż ta funkcja zawsze zadziała tak, jak sugeruje opis producenta.
Przydatniejsze okazały się ustawienia związane z obszarami aktywności zwierząt. Możemy zaznaczyć na mapie okolice legowiska, misek lub kuwety, a następnie ustawić intensywniejsze sprzątanie tych miejsc. Dostępna jest również opcja zwiększania mocy ssania po wykryciu większych cząstek, takich jak kawałki suchej karmy. Właściciele zwierząt mogą więc lepiej dopasować pracę robota do codziennych zabrudzeń. Nie trzeba za każdym razem uruchamiać intensywnego sprzątania całego mieszkania, gdy wystarczy dokładniej wyczyścić okolice kuwety lub miejsca, w którym pupil najczęściej je.
Najciekawsza jest funkcja monitorowania zwierząt. Dreame L60 Ultra może pełnić rolę mobilnej kamery, którą obsługujemy przez aplikację. Zdalnie sterujemy robotem, podglądamy dom, słuchamy dźwięków i mówimy przez wbudowany głośnik. Możemy też odtworzyć miauczenie kota lub szczekanie psa. Mikrofon i głośnik działają dobrze, zapewniając głośny i wyraźny dźwięk. Gorzej wypada kamera, której obraz jest przeciętny. Traktowałbym ją więc jako dodatkowy sposób na sprawdzenie, co dzieje się w domu, a nie zamiennik klasycznego monitoringu. Ale przecież to tylko wciąż robot sprzątający.
To przydatny dodatek, szczególnie dla właścicieli zwierząt, choć nie każdy będzie korzystał z niego na co dzień. Według producenta zdjęcia i nagrania są przechowywane lokalnie na urządzeniu, bez przesyłania ich do chmury.
Konserwacja i obsługa stacji dokującej
Jedną z największych zalet Dreame L60 Ultra jest stacja bazowa, która przejmuje większość obowiązków związanych z konserwacją robota. Po sprzątaniu urządzenie opróżnia pojemnik na kurz, a stacja myje i suszy pady mopujące. Wysoka temperatura wody pomaga usuwać zabrudzenia i ograniczać nieprzyjemne zapachy. Nakładki są następnie suszone gorącym powietrzem o temperaturze około 45°C. W praktyce efekty suszenia są bardzo dobre. Po zakończeniu procesu pady były naprawdę suche. To istotne, ponieważ odkładanie mokrych nakładek do zamkniętej przestrzeni nie sprzyja utrzymaniu higieny.
Stacja ma również system samoczyszczącej powierzchni myjącej. Rozwiązanie to ma pomagać w usuwaniu zabrudzeń z miejsca, w którym obracają się pady. Dzięki temu nie trzeba za każdym razem manualnie czyścić całej podstawy po zakończeniu cyklu. Nie oznacza to, iż obsługa stacji nie wymaga od nas żadnej pracy. Zbiornik na brudną wodę należy opróżniać, a pojemnik na czystą trzeba regularnie uzupełniać. Najlepiej robić to po każdym sprzątaniu.
Dużym ułatwieniem jest automatyczne opróżnianie kurzu. Worek znajduje się za przednią klapą stacji, a jego wymiana nie jest skomplikowana. Producent deklaruje, iż jeden worek może wystarczyć choćby na około 100 dni, ale rzeczywisty czas zależy od powierzchni mieszkania, ilości kurzu, sierści i częstotliwości sprzątania. Przy dwóch kotach zapotrzebowanie na wymianę worka może być większe niż w domu bez zwierząt. Mimo to automatyczne opróżnianie znacznie ogranicza kontakt z kurzem i sprawia, iż nie musimy codziennie zaglądać do pojemnika w robocie. Detergent również jest dozowany automatycznie. Wystarczy uzupełnić odpowiedni zbiornik, a urządzenie samo pobiera potrzebną ilość środka podczas pracy.
Jest jeszcze jedna praktyczna uwaga dotycząca samego robota. Górna pokrywa nie trzyma się magnetycznie na tyle mocno, aby pozostała na miejscu po odwróceniu urządzenia. jeżeli trzeba będzie wyczyścić spód robota lub sprawdzić szczotki, lepiej zdjąć ją wcześniej. W przeciwnym razie może po prostu odpaść. Poza tym codzienna konserwacja jest łatwa. Najwięcej pracy wymaga uzupełnianie wody i opróżnianie zbiornika na brudną wodę. Resztę czynności stacja wykonuje automatycznie, a suche i czyste pady pozwalają ograniczyć potrzebę manualnego mycia nakładek po każdym cyklu.
Podsumowanie recenzji Dreame L60 Ultra
Dreame L60 Ultra to udany robot sprzątający, który nie ogranicza się do imponującej specyfikacji. Siła ssania 35 000 Pa to tylko część jego możliwości. W codziennym użytkowaniu równie ważne są dobra nawigacja, skuteczne zbieranie sypkich zabrudzeń, sprawne mopowanie oraz stacja, która sama opróżnia pojemnik na kurz, myje pady i je suszy. W mieszkaniu z dwoma kotami sprzęt sprawdził się bardzo dobrze. Żwirek, kawa, mąka i inne rozsypane zanieczyszczenia nie stanowiły dla niego większego problemu. Dobrze radził sobie również z dywanem, a mopowanie pozostawiało podłogę czystą, bez nieestetycznych śladów.
Na plus zapisuję także intuicyjną aplikację, dobre polskie komunikaty głosowe i rozbudowane opcje konfiguracji. Możliwość zaznaczania obszarów zwierząt, wykluczania problematycznych miejsc i automatycznego dopasowywania sprzątania do dywanów pozwala lepiej wykorzystać możliwości urządzenia. Dodatkowym atutem jest monitoring domu. Kamera nie oferuje jakości, która zastąpiłaby dedykowany sprzęt, ale zdalny podgląd, komunikacja głosowa i sterowanie robotem są interesującymi dodatkami. Nie wszystkie funkcje związane z automatycznym rozpoznawaniem zwierząt zadziałały u mnie jednak tak, jak oczekiwałem.
L60 Ultra nie jest też idealny w każdym szczególe. Nie wszędzie wjedzie pod meble, a narożniki mogłyby być sprzątane dokładniej. Trzeba także pamiętać o gabarytach stacji i manualnej obsłudze zbiorników na wodę. To jednak ograniczenia, które nie przekreślają zalet urządzenia. Przy cenie 3209 zł Dreame L60 Ultra jest propozycją wartą rozważenia dla osób, które oczekują nie tylko mocnego odkurzania, ale również sprawnego mopowania i możliwie bezobsługowej konserwacji. Szczególnie dobrze wypada w domu, w którym często pojawiają się sierść, żwirek i inne drobne zabrudzenia.
Na początku wspomniałem jednak, iż mam z Dreame L60 Ultra jeden problem. Teraz mogę go wreszcie wyjaśnić. Nie zauważyłem w tym robocie żadnej poważnej wady, która przekreślałaby jego zakup. Oczywiście kilka rzeczy dałoby się poprawić, ale przy tak dobrej skuteczności sprzątania i wygodnej obsłudze trudno narzekać na coś więcej. Z punktu widzenia recenzenta to dość niewdzięczna sytuacja, bo czasem chciałoby się znaleźć mocniejszy argument przeciwko testowanemu sprzętowi. Tutaj musiałbym jednak szukać go trochę na siłę.
Zalety i wady Dreame L60 Ultra
Zalety:
- Bardzo dobra skuteczność odkurzania i mopowania.
- Wysoka deklarowana moc ssania 35 000 Pa.
- Sprawne omijanie przeszkód i poprawne mapowanie mieszkania.
- Stacja automatycznie opróżniająca kurz, myjąca pady w wodzie o temperaturze do 100°C i susząca je gorącym powietrzem.
- Dobrze przetłumaczona aplikacja Dreamehome i wyraźne komunikaty głosowe po polsku.
- Funkcje dla właścicieli zwierząt, w tym monitoring z poziomu aplikacji.
- Duży zapas możliwości, który pozwolił posprzątać całe mieszkanie bez powrotów do bazy w celu ładowania lub opróżniania pojemnika.
Wady:
- Nie dociera idealnie do wszystkich narożników.
- Pomimo chowanej wieżyczki nie mieści się pod niektórymi niskimi meblami.
- Kamera ma przeciętną jakość obrazu, a automatyczne wykonywanie zdjęć zwierząt nie zadziałało w moich testach.
- Górną pokrywę warto zdejmować przed odwróceniem robota.

16 godzin temu






