Rideaway: czy technologia przywróci widoczność najlepszym instruktorom?

magazynbike.pl 3 dni temu

Rynek szkoleniowy w sportach outdoorowych wygląda dziś trochę jak stare forum internetowe. Ktoś coś poleca, ktoś zna „dobrego gościa z Bielska”, ktoś inny ma numer zapisany w telefonie od pięciu lat. jeżeli masz szczęście, trafisz na świetnego instruktora. jeżeli nie, spędzisz pół dnia na dzwonieniu pod nieaktualne numery albo przekopywaniu się przez Facebooka.

I właśnie w tym miejscu pojawia się Rideaway, nowy projekt tworzony przez dwóch przyjaciół z Krosna, który próbuje uporządkować jeden z najbardziej chaotycznych segmentów sportów outdoorowych: rynek instruktorów.

Czy technologia może sprawić, iż najlepsi trenerzy wreszcie staną się widoczni?

Twórcy Rideaway twierdzą, iż tak.

Rideaway zaczęło się na wyciągu i na ścieżkach

Za projektem stoją Daniel Mansz i Łukasz Zajdel. Pierwszy odpowiada za design i komunikację, drugi jest CTO i nadzoruje całą stronę technologiczną.

Ale to tylko połowa historii.

Obaj są aktywnymi riderami. Zimą większość czasu spędzają na nartach i snowboardzie, a latem przesiadają się na rowery enduro. Ich naturalnym środowiskiem są ścieżki w Wiśle, Bielsku-Białej czy Krynicy.

Pomysł na Rideaway nie powstał więc w PowerPoincie ani podczas sesji strategicznej w coworkingu.

Narodził się podczas wyjazdów, kiedy, mimo iż byli w popularnych ośrodkach, nie byli w stanie znaleźć instruktora, który pomógłby im rozwinąć umiejętności. Problem był powtarzalny: świetni trenerzy istnieją, ale w internecie praktycznie ich nie widać.

Przez ostatni rok twórcy projektu rozmawiali z dziesiątkami instruktorów w bike parkach i przy stokach. I niemal wszyscy mówili to samo. Potrafią świetnie uczyć, ale nie mają czasu w marketing, a jego koszty często przewyższają zyski z lekcji.

W efekcie powstała ogromna grupa „ukrytych nauczycieli”, ludzi z ogromną wiedzą, którzy po prostu nie mają cyfrowej wizytówki.

Rideaway ma to zmienić.

Platforma, która ma wyciągnąć instruktorów z cyfrowej niewidzialności

Rideaway nie celuje w jedną grupę wiekową ani jeden poziom zaawansowania. To ekosystem, w którym młody talent zamienia dwie godziny pasji na pumptracku w darmowy karnet, cichy mistrz z dwudziestoletnim stażem w końcu staje się widoczny bez bycia influencerem, a zaawansowany rider znajduje mentora, który przeprowadzi go przez linie niedostępne w żadnej standardowej szkółce.

Rideaway ma być platformą, która łączy instruktorów sportów outdoorowych z osobami szukającymi szkolenia bez konieczności przekopywania się przez fora, Facebooka czy lokalne ogłoszenia.

Jednym z kluczowych pomysłów Rideaway jest odkrywanie instruktorów ponad granicami. W praktyce oznacza to możliwość znalezienia np. polskojęzycznego instruktora MTB w Austrii, Włoszech czy Szwajcarii, przy pomocy jednego filtra: język, lokalizacja, termin.

Przykład: jedziesz na weekend do Leogang. Chcesz przejechać najtrudniejszy trail z kimś, kto go zna na pamięć. Wpisujesz lokalizację, datę i język, Rideaway pokazuje Ci dostępnych instruktorów.

Dziś, żeby to osiągnąć, musisz przekopać grupy rowerowe na Facebooku, pytać na forach, albo liczyć na to, iż ktoś znajomy kogoś zna. A przecież gdzieś tam jest instruktor, który ma wolny termin i mówi po polsku, tylko nie ma jak go znaleźć.

Dla osób jeżdżących na rower za granicę to realny problem. A dla instruktorów, ogromna niewykorzystana szansa.

Rideaway ma też pomóc w odkrywaniu lokalnych talentów.

W wielu bike parkach czy ośrodkach narciarskich działają instruktorzy, którzy od lat szkolą świetnie, ale nigdy nie zbudowali swojej obecności w internecie. Platforma ma umożliwić im stworzenie profesjonalnego profilu bez konieczności inwestowania w marketing.

Jeden profil, wiele sportów

Kolejnym elementem, który wyróżnia projekt, jest wielosezonowość. Instruktor nie musi tworzyć osobnych kont dla różnych dyscyplin. Jeden profil może obejmować naukę jazdy na nartach zimą i szkolenia rowerowe latem.

To ważne, bo wielu trenerów funkcjonuje właśnie w takim rytmie sezonowym. Zimą pracują w ośrodkach narciarskich, latem w bike parkach albo podczas obozów rowerowych.

Rideaway ma pozwolić im utrzymać kontakt z klientami przez cały rok, bez konieczności budowania od zera marketingu w każdym sezonie.

To nie tylko wygoda. To budowanie lojalności: uczeń, który polubił instruktora na rowerze, wraca do niego zimą na narty.

Sport adaptacyjny jako jeden z filarów projektu

Jednym z bardziej interesujących założeń Rideaway jest silny nacisk na sporty adaptacyjne.

Platforma od początku ma posiadać dedykowane filtry dla takich dyscyplin jak mono-ski, sit-ski czy handbike, co ma ułatwić znalezienie instruktorów posiadających odpowiednie certyfikaty i doświadczenie w pracy z osobami z niepełnosprawnościami.

To segment rynku, który w wielu krajach rozwija się dynamicznie, ale dostęp do wykwalifikowanej kadry przez cały czas bywa trudny.

Mniej logistyki, więcej jazdy

W testach platformy biorą już udział instruktorzy, którzy pomagają twórcom dopracować system. Wśród nich są m.in. Marcin „Wilku” Wilczkiewicz czy Paweł „Kostuch” Paluch.

Dla trenerów najważniejsze jest przede wszystkim zdjęcie z nich ciężaru organizacyjnego. Rideaway ma automatyzować rezerwacje i obsługę płatności, a pieniądze za lekcję mają trafiać do instruktora dopiero po jej potwierdzeniu.

Dla klientów oznacza to coś równie ważnego: transparentność. Zamiast szukać numerów telefonów w obcych kurortach, użytkownik otrzymuje prosty system rezerwacji, opinie innych klientów i potwierdzenie terminu.

Model biznesowy: instruktor zarabia, platforma zarabia

Rideaway chce być dla instruktorów sportu tym, czym Booking.com jest dla noclegów, prostym systemem, w którym można znaleźć, porównać i zarezerwować.

Wpisujesz sport, lokalizację i datę, dostajesz listę dostępnych instruktorów z cenami, opiniami i możliwością rezerwacji online. Koniec z przekopywaniem grup na Facebooku.

Rideaway nie chce konkurować ze szkołami sportowymi. Twórcy projektu mówią raczej o wypełnieniu przestrzeni pomiędzy dużymi szkołami a całkowitym chaosem ogłoszeń w mediach społecznościowych.

Model biznesowy jest prowizyjny. Instruktor nie płaci abonamentu ani opłaty za obecność na platformie. Rideaway zarabia dopiero wtedy, gdy dochodzi do rezerwacji lekcji.

To rozwiązanie, które ma być bezpieczne dla obu stron: trener nie ponosi kosztów, jeżeli nie ma klientów, a platforma ma motywację, aby faktycznie dostarczać użytkowników.

Projekt jest dopiero w połowie drogi

Na razie Rideaway znajduje się na etapie MVP – czyli pierwszej wersji produktu.

Według twórców około 50% funkcjonalności jest już gotowe, a pierwsza klikalna wersja wybranej sekcji platformy powinna pojawić się w ciągu najbliższych kilku tygodni.

To moment, w którym projekt zaczyna szukać testerów.

Szczególnie mile widziani są instruktorzy jazdy grawitacyjnej – enduro, downhill i freeride – a także trenerzy narciarstwa, snowboardu oraz specjaliści od sportów adaptacyjnych.

W kolejnych etapach Rideaway ma rozszerzyć ofertę także o inne dyscypliny: pływanie, fitness, trening siłowy czy kitesurfing.

Co dalej?

Rynek instruktorów sportowych jest ogromny, ale jednocześnie niezwykle rozdrobniony. W wielu miejscach wciąż funkcjonuje w modelu „polecenia znajomych”.

Rideaway próbuje wprowadzić w ten świat trochę porządku, bez odbierania mu lokalnego charakteru.

Czy się uda? To pokażą najbliższe miesiące.

Jedno jest pewne: jeżeli platforma rzeczywiście pozwoli znaleźć dobrego instruktora równie łatwo jak nocleg na Booking.com, może się okazać, iż wielu świetnych trenerów po raz pierwszy stanie się naprawdę widocznych.

Rideaway – informacje

Strona: rideaway.app

Macie pytania? Daniel chętnie na nie odpowie:
[email protected]

Projekt w tej chwili poszukuje instruktorów do testów platformy i dla tych, którzy zapiszą się na waitlistę dodaje 6 miesięcy najwyższego planu Pro+ za free z najniższą prowizją. To świetna okazja, żeby bez obaw testować ich rozwiązanie.

Tekst: Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału