POCO F9 Ultra ma baterię 8050 mAh, piekielnie jasny ekran 185 Hz, flagową wydajność i trzy konkretne aparaty. Jest najlepszym telefonem w historii marki, ale jego największym rywalem wcale nie musi być Samsung czy Apple. Problemem okazał się znacznie tańszy POCO F8 Ultra.
POCO F7 Ultra był jednym z moich ulubionych telefonów 2025 roku – wydajnym, kompetentnym fotograficznie i dobrze wycenionym. POCO F8 Ultra podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej, bo do topowej wydajności i aparatów dołożył rewelacyjne głośniki przygotowane we współpracy z Bose. Nic dziwnego, iż na POCO F9 Ultra czekałem z ogromnymi oczekiwaniami. W tym wypadku potwierdza się stare porzekadło, iż im mniejsze oczekiwania, tym większe pozytywne zaskoczenie.
W POCO F9 Ultra procesor pozostał ten sam, teleobiektyw i aparat ultraszerokokątny również są znajome, a bryła telefonu wyraźnie nawiązuje do poprzednika. Największe zmiany to większa bateria, jeszcze jaśniejszy i szybszy ekran oraz aparat główny o rozdzielczości 200 Mpix. Skala niektórych usprawnień naprawdę robi różnicę, ale czy POCO F9 Ultra to korzystniejszy zakup niż tańszy POCO F8 Ultra?
Testowałem wariant POCO F9 Ultra 16/512 GB w kolorze Dark Cherry.
POCO F9 Ultra – specyfikacja
Recenzja POCO F9 Ultra: budowa i jakość wykonania
W pudełku z POCO F9 Ultra znalazłem przewód USB-A do USB-C, narzędzie do wysuwania tacki SIM oraz grube, przezroczyste etui. Nie ma zasilacza, co przy telefonie obsługującym autorskie ładowanie HyperCharge 100 W trudno uznać za dobrą wiadomość, ale takie już mamy czasy. Aby wykorzystać pełne możliwości urządzenia, trzeba mieć odpowiednią ładowarkę Xiaomi lub innej marki albo kupić ją osobno.
Mój egzemplarz to flagowy kolor Dark Cherry. Nazwa sugeruje ciemną wiśnię, ale zależnie od światła obudowa wpada w bordo, śliwkę albo głęboki fiolet. Nietrudno skojarzyć barwę z jednym z nowych kolorów iPhone 17 Pro.
Matowy tył wykonano z tworzywa wzmocnionego włóknem szklanym. Nie zbiera ono odcisków palców tak chętnie jak błyszczące szkło i powinno lepiej znieść drobne uderzenia, ale w dotyku przez cały czas jest bardzo gładkie. Telefon waży aż 235 gramów, czyli o 15 gramów więcej od POCO F8 Ultra, jest też od niego nieco grubszy. W mojej ocenie to zmiany na minus, a taką masę naprawdę czuć w dłoni. Cóż, większy akumulator 8050 mAh i peryskopowy teleobiektyw musiały gdzieś się przecież zmieścić.
Mimo sporych rozmiarów obudowa dobrze leży w dłoni. Aluminiowa ramka jest niemal płaska, ale delikatnie zaokrąglone krawędzie nie wcinają się w skórę. Przód i tył pozostają płaskie. Przyciski z prawej strony są metalowe, mają wyraźny skok i nie wykazują luzów. Całość sprawia wrażenie zwartej, solidnej konstrukcji z wysokiej półki, a nie tylko taniego „zabójcy flagowców”. Ten telefon ma swój charakter (no, może poza oczywistym skopiowaniem koloru od Apple).
Wyspa aparatów z głośnikiem niskotonowym Bose
Wyspa aparatów rozciąga się przez całą szerokość tylnego panelu. Jest duża, ale symetryczna, dzięki czemu telefon nie kołysze się podczas pisania, gdy leży na biurku. Obok trzech obiektywów umieszczono osobny głośnik niskotonowy Bose, obecny już w poprzedniej generacji urządzenia. Wokół niego biegnie subtelny pierścień LED, który może sygnalizować powiadomienia, pulsować w rytm muzyki i reagować na wydarzenia w wybranych grach.
Z przodu zastosowano szkło ochronne Gorilla Glass 7i, a obudowa spełnia normę IP68. Ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych działa błyskawicznie, jest celny i umieszczono go na wygodnej wysokości. Są również eSIM, sprzętowy czujnik zbliżeniowy i port podczerwieni. Zabrakło UWB oraz gniazda słuchawkowego, ale żadnego z tych braków nie uznaję za szczególnie bolesny w tym segmencie cenowym.
Ekran 185 Hz w POCO F9 Ultra
6,9-calowy AMOLED HyperRGB to jeden z najlepszych elementów POCO F9 Ultra. Rozdzielczość 1200×2608 pikseli nie wygląda może imponująco przy flagowcach z panelami QHD, ale pełny układ subpikseli RGB zapewnia bardzo wysoką ostrość obrazu. Przy zagęszczeniu około 416 pikseli na cal nie widzę powodu, aby domagać się wyższej rozdzielczości kosztem czasu pracy.
Jeszcze większe wrażenie robi jasność ekranu. Deklarowane 10 000 nitów dotyczy zaledwie jednoprocentowego fragmentu ekranu podczas wyświetlania HDR, więc to raczej czysty marketing. Na dużej białej planszy ekran osiąga jednak około 1280 nitów, a na małym obszarze potrafi przekroczyć 4300 nitów. Wyświetlacz pozostaje czytelny choćby w mocnym słońcu, a filmy HDR wyglądają fenomenalnie. Minimalna jasność wynosząca około 1 nita pozwala z kolei wygodnie korzystać z telefonu po ciemku. Trudno się nie zachwycać obrazem.
Matryca w POCO F9 Ultra obsługuje Dolby Vision, HDR10+, 12-bitową paletę kolorów, szeroką przestrzeń DCI-P3 i przyciemnianie DC. Odwzorowanie kolorów można dopasować w ustawieniach, choć tryb Oryginalny kolor PRO już po wyjęciu z pudełka prezentuje się bardzo dobrze. Cienkie ramki i płaskie szkło dopełniają obrazu świetnego wyświetlacza do filmów, zdjęć i gier.
Kolejna marketingowa zagrywka to ekran 185 Hz. Tak wysokie odświeżanie działa tylko w garstce obsługiwanych gier, a większość interfejsu i aplikacji kończy na 120 Hz. Ekran nie jest panelem LTPO i nie schodzi poniżej 60 Hz, więc jego adaptacyjne działanie pozostaje dość, przepraszam za wyrażenie, prymitywne. Gigantyczna bateria skutecznie maskuje tę nieefektywność, ale od modelu z dopiskiem Ultra przez cały czas oczekiwałbym już nowszego panelu LTPO.
Dodatkowy układ VisionBoost D8 może podnosić rozdzielczość obrazu, interpolować klatki i wzmacniać HDR w grach. Efekt bywa widoczny, ale obsługa zależy od konkretnego tytułu. Nie kupowałbym telefonu wyłącznie dla 185 Hz lub generowanych klatek. Kupiłbym go za to dla znakomitego panelu 120 Hz, bo właśnie w takim trybie działa przez zdecydowaną większość czasu.
Głośniki Bose, które robią różnicę
System audio 2.1 ponownie powstał we współpracy z Bose i ponownie deklasuje konkurencję. Dwa symetryczne głośniki uzupełnia niewielki woofer na wyspie aparatów i nie jest to wyłącznie ozdoba. POCO F9 Ultra gra donośnie, czysto, szeroko i ze zdumiewająco pełnym jak na telefon dołem. Dialogi są wyraźne, muzyka nie robi się płaska, a tony niskie brzmią zacnie.
Brzmienie można dodatkowo dostroić korektorem, jest też Dolby Atmos oraz obsługa 24-bitowego dźwięku Hi-Res i Hi-Res Wireless. Pod względem jakości głośników POCO F9 Ultra przez cały czas należy do ścisłej czołówki. Różnica względem F8 Ultra jest niewielka, ale konkurenci wciąż rzadko oferują coś podobnego.
Wydajność i oprogramowanie
POCO F9 Ultra korzysta z tego samego Snapdragona 8 Elite Gen 5 co poprzednik. Towarzyszy mu 16 GB szybkiej pamięci LPDDR5X i 512 GB pamięci UFS 4.1. Nie ma tu zatem skoku generacyjnego, ale nie oznacza to, iż telefonowi brakuje mocy obliczeniowej. Ten układ przez cały czas należy do najszybszych mobilnych procesorów, a w AnTuTu 11 potrafi przekroczyć 4,1 miliona punktów. Geekbench 6 pokazuje wyniki w okolicach 3500 punktów dla jednego rdzenia i 10 500 punktów dla wszystkich rdzeni.
Aplikacje otwierają się natychmiast, animacje pozostają płynne, a przełączanie między programami nie prowokuje agresywnego czyszczenia pamięci. Genshin Impact, Call of Duty: Mobile czy Wuthering Waves działają w wysokich ustawieniach bez irytujących przycięć. W obsługiwanych tytułach można wykorzystać odświeżanie przekraczające 120 Hz, choć lista takich gier nie jest długa.
Układ chłodzenia radzi sobie dobrze podczas grania. Przy długim, maksymalnym obciążeniu obudowa robi się jednak wyraźnie gorąca, a testy obciążeniowe pokazują zauważalny throttling. W codziennym użytkowaniu nie przełożyło się to u mnie jednak na spadki płynności. To raczej informacja dla osób, które planują wielogodzinne sesje w najbardziej wymagających grach (może lepiej tego nie róbcie?), niż wada odczuwalna przy scrollowaniu mediów społecznościowych, zabawy z aparatami i półgodzinnej partyjce szachów… czy w co tam lubicie grać.
Brak szybszego procesora względem POCO F8 Ultra jest mimo wszystko istotny z zakupowego punktu widzenia. jeżeli masz model poprzedniej generacji, F9 Ultra nie da Ci poczucia przesiadki na urządzenie o klasę lepsze. To niemal ten sam poziom wydajności, a w części syntetycznych testów różnice mieszczą się w granicy błędu pomiarowego.
HyperOS 3 na POCO F9 Ultra
HyperOS 3 bazuje na Androidzie 16. System działa szybko, wygląda spójnie i oferuje ogromne możliwości personalizacji, ale fabrycznie przez cały czas jest przeładowany. Część niepotrzebnych aplikacji można usunąć, reklamy w App Mall da się ograniczyć, jednak w telefonie kosztującym regularnie 3499 złotych użytkownik nie powinien zajmować się sprzątaniem po producencie.
Pakiet Xiaomi HyperAI obejmuje między innymi transkrypcję i tłumaczenie rozmów, napisy, pomoc w pisaniu, generowanie tapet oraz rozbudowaną edycję zdjęć. Są też Gemini i zakreślanie, aby wyszukać. Niektóre narzędzia wymagają zalogowania na konto Xiaomi, ale na szczęście funkcje AI można śmiało ignorować, o ile ktoś ma na nie alergię.
Producent obiecuje cztery duże aktualizacje Androida oraz sześć lat poprawek bezpieczeństwa. To przyzwoita polityka, choć start z Androidem 16 w chwili, gdy na rynku pojawił się już Android 17, skraca jej realną wartość. Samsung i Google przez cały czas wypadają pod tym względem lepiej.
Łączność? Na bogato. Mamy 5G, eSIM, NFC, Bluetooth 6.0, dwuzakresowy GPS i USB-C 3.2 Gen 1. Wi-Fi 7 działa jednak wyłącznie w pasmach 2,4 oraz 5 GHz. Brak obsługi 6 GHz w tak wyposażonym telefonie jest jednak osobliwym cięciem kosztów i warto o tym wiedzieć przed zakupem.
POCO F9 Ultra – aparaty
POCO F7 Ultra udowodnił mi, iż telefon tej marki może robić zdjęcia, dla których nie chce się wyciągać z drugiej kieszeni droższego flagowca. Model POCO F8 Ultra dołożył jeszcze lepszy teleobiektyw. POCO F9 Ultra zachował dwa aparaty poprzednika i wymienił główną matrycę 50 Mpix na sensor 200 Mpix. Nowy sensor ma format 1/1,56 cala, podczas gdy aparat główny w F8 Ultra korzystał z większej matrycy 1/1,31 cala. Pojedyncze piksele są mniejsze, a telefon domyślnie łączy ich szesnaście w jeden, zapisując zdjęcia 12,5 Mpix. Tryby 50 i 200 Mpix można uruchomić manualnie.
W dobrym świetle aparat główny jest znakomity. Zdjęcia mają dużo szczegółów, szeroką dynamikę i dobrze kontrolowane światła. Automatyka zwykle trafnie dobiera ekspozycję, a kolory są efektowne bez ciągłego podbijania kontrastu do granic rozsądku. Zdarzają się jednak sceny, w których czerwień lub zieleń zostają przesadnie nasycone, a balans bieli wpada lekko w żółć. Nie jest to aparat tak przewidywalny jak w najlepszych Pixelach czy iPhone’ach.
Dwukrotne zbliżenie wykorzystujące środkowy fragment matrycy 200 Mpix wypada bardzo dobrze. To realnie użyteczny tryb do portretów i detali. Pełne 200 Mpix daje zauważalnie większą swobodę kadrowania, ale pliki są ogromne, zapis trwa dłużej, a przewagę w szczegółach widać głównie w dobrym świetle i po powiększeniu. Na co dzień pozostałem przy trybie automatycznym.
Trzy obiektywy w kieszeni
Peryskopowy teleobiektyw 50 Mpix z pięciokrotnym zoomem optycznym przez cały czas jest najmocniejszym argumentem fotograficznym serii Ultra. W dzień rejestruje ostre, kontrastowe zdjęcia z bardzo dobrą dynamiką. Ogniskowa około 120 mm świetnie nadaje się do architektury, detali i ciasnych portretów. Zoom 10x pozostaje użyteczny, ale oprogramowanie potrafi zbyt agresywnie „dorysowywać” drobne faktury. Przy oglądaniu zdjęć piksel w piksel widać, gdzie kończy się optyka, a zaczyna algorytm.
Aparat ultraszerokokątny 50 Mpix jest tradycyjnie najsłabszym ogniwem zestawu. W dzień zapewnia przyzwoitą szczegółowość i kolory dość zbliżone do aparatu głównego, ale brzegi kadru są miękkie. Stała ostrość oznacza brak sensownego makro, a nocą obraz robi się miękki, cienie tracą informacje i pojawiają się problemy z barwą sztucznego oświetlenia. W telefonie z dopiskiem Ultra autofocus powinien być standardem.
Po zmroku najlepiej trzymać się aparatu głównego. Radzi sobie z szumem, zachowuje sporo szczegółów i nie rozjaśnia nocy do poziomu dnia. Teleobiektyw przy 5x przez cały czas potrafi zrobić dobre zdjęcie, o ile ma wystarczająco dużo światła. W bardzo ciemnej scenerii telefon czasami rezygnuje z peryskopu i wykonuje cyfrowe zbliżenie z głównej matrycy, wtedy jakość wyraźnie spada.
Przedni aparat 32 Mpix robi poprawne selfie z naturalnymi odcieniami skóry i szeroką dynamiką. Pliki w pełnej rozdzielczości nie zachwycają szczegółami oglądanymi z bliska, ale po zmniejszeniu prezentują się bardzo dobrze. Cieszy nagrywanie w 4K, którego przez cały czas brakuje w wielu tańszych modelach Xiaomi i POCO.
Przykładowe zdjęcia i filmy
Jakość fotografii najlepiej ocenić samodzielnie, dlatego poniżej warto zestawić te same kadry wykonane przy 0,7x, 1x, 2x, 5x i 10x, osobno w dzień oraz po zmroku. Szczególnie dobrze widać wtedy przewagę aparatu głównego i teleobiektywu nad modułem ultraszerokokątnym.
POCO F9 Ultra nagrywa wideo w 8K i 30 klatkach na sekundę aparatem głównym oraz w 4K i 60 klatkach wszystkimi trzema tylnymi aparatami. Przednia kamerka oferuje 4K30. HDR10+ można włączyć niemal w każdym trybie, a rozbudowany tryb Pro pozwala rejestrować materiał Log, podejrzeć LUT-y, histogram i ostrzeżenia o przepalonych światłach.
Nagrania z aparatu głównego i teleobiektywu są szczegółowe, dobrze stabilizowane i trzymają poziom również wieczorem. Ultraszeroki kąt ponownie odstaje: w dzień jest po prostu poprawny, nocą robi się ciemny i miękki. Stabilizacja podczas panoramowania działa bardzo dobrze, choć przy chodzeniu na głównym aparacie można dostrzec delikatne drgania.
Akumulator i czas ładowania
Bateria jest największym i najbardziej odczuwalnym ulepszeniem względem POCO F8 Ultra. Pojemność wzrosła z 6500 do aż 8050 mAh, mimo iż europejski F9 Ultra przez cały czas ma wymiary typowego dużego flagowca. Ogniwo krzemowo-węglowe zapewnia znakomity czas działania i pozwala przestać nerwowo spoglądać na procenty pod koniec dnia. Przy mieszanym użytkowaniu bez trudu uzyskiwałem dwa pełne dni pracy.
Nawigacja, zdjęcia, komunikatory, przeglądarka, YouTube i trochę grania nie były w stanie rozładować telefonu w jeden dzień. Osoby korzystające z urządzenia spokojniej mogą wejść w trzeci dzień bez ładowarki. POCO F9 Ultra w tej kwestii plasuje się w absolutnej czołówce wśród klasycznych flagowców.
Ładowanie przewodowe ma moc 100 W. Przy użyciu zgodnej ładowarki Xiaomi telefon odzyskuje około 30 procent energii w 15 minut, 60 procent w pół godziny, a pełne ładowanie trwa mniej więcej 55 minut. W porównaniu z dysponującym mniejszą baterią F8 Ultra procenty przyrastają wolniej, ale w tym samym czasie do ogniwa trafia znacznie więcej energii. Piętnaście minut przy gniazdku spokojnie wystarcza na wiele godzin intensywnego działania.
Do dyspozycji jest również ładowanie bezprzewodowe 50 W, przewodowe ładowanie zwrotne 27 W i bezprzewodowe zwrotne 22,5 W. telefon POCO F9 Ultra może więc awaryjnie zastąpić naprawdę szybki powerbank dla słuchawek, zegarka, a choćby drugiego telefonu.
POCO F9 Ultra – czy warto?
POCO F9 Ultra to najlepszy i najbardziej kompletny telefon, jaki do tej pory stworzyła ta marka. Ma fantastyczny ekran, rewelacyjne głośniki, topową wydajność, bardzo dobry zestaw aparatów i baterię, która zawstydza zdecydowaną większość drogich flagowców. Nie ma tu jednej funkcji ratującej przeciętną całość. Niemal każdy istotny element jest co najmniej bardzo dobry.
Jednocześnie po raz pierwszy odpowiedź na pytanie „czy warto?” nie jest tak oczywista jak wcześniej. Regularna polska cena wariantu 16/512 GB wynosi 3499 złotych, podczas gdy w promocji premierowej kosztował 2999 złotych. Przy niższej kwocie był bezdyskusyjnie jednym z najlepszych zakupów na rynku. Przy 3499 złotych przez cały czas broni się wyposażeniem, ale musi już mierzyć się nie tylko z flagowcami konkurencji, ale także ze znacznie tańszym już POCO F8 Ultra.
Posiadacze F8 Ultra nie mają wielu powodów do zmiany. Dostaną znacznie dłuższy czas działania, jaśniejszy ekran, pierścień powiadomień i nieco bardziej wszechstronny aparat główny, ale wydajność, teleobiektyw, głośniki oraz ogólne wrażenia pozostają bardzo podobne. To dopracowanie świetnego pomysłu, a nie nowy rozdział.
Jeśli korzystasz z POCO F7 Ultra albo starszego telefonu, argumentów jest znacznie więcej. F9 Ultra oferuje lepszy zoom, ogromną baterię, eSIM, USB 3.2, dojrzalsze oprogramowanie i jeszcze lepsze możliwości multimedialne. Dla graczy, osób oglądających dużo filmów oraz użytkowników, którzy nie chcą ładować telefonu każdego wieczoru, będzie jednym z najmocniejszych kandydatów.
W POCO F9 Ultra trudno znaleźć poważną wadę, a mimo to trudno polecić go bez żadnego „ale”. Winę ponosi przede wszystkim… znakomity i coraz tańszy poprzednik. POCO F9 Ultra jest lepszym telefonem, ale POCO F8 Ultra wydaje się rozsądniejszy w zakupie.
Mocne strony:
- znakomity, jasny ekran AMOLED,
- rewelacyjny czas pracy dzięki baterii 8050 mAh,
- flagowa wydajność Snapdragona 8 Elite Gen 5,
- 16 GB RAM LPDDR5X i szybka pamięć UFS 4.1,
- jeden z najlepszych systemów głośników w telefonach,
- bardzo dobry aparat główny,
- świetny teleobiektyw peryskopowy 5x,
- 4K60 z każdego tylnego aparatu, 8K30 i rozbudowany tryb wideo Pro,
- szybkie ładowanie przewodowe i bezprzewodowe oraz bardzo szybkie zwrotne,
- solidna obudowa z IP68,
- sprawnie działający ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych,
- eSIM, Bluetooth 6.0, NFC i USB 3.2 Gen 1,
- sześć lat poprawek bezpieczeństwa.
Słabe strony:
- ten sam procesor co w POCO F8 Ultra,
- wysoka temperatura i throttling przy długim maksymalnym obciążeniu,
- ekran nie jest LTPO i nie schodzi poniżej 60 Hz,
- 185 Hz działa tylko w wybranych grach,
- aparat ultraszerokokątny nie ma autofocusa i słabiej wypada nocą,
- aparat główny ma mniejszą matrycę niż w F8 Ultra,
- Wi-Fi 7 bez pasma 6 GHz,
- odczuwalna masa 235 gramów,
- zbędne aplikacje i reklamy w HyperOS,
- Android 16 zamiast Androida 17 na start (jedna aktualizacja „w plecy”).

Smartfon otrzymał wyróżnienie DOBRY PRODUKT

5 godzin temu






