
Amerykanie pokazali nową broń do walki powietrznej. AIM-424 pozwoli atakować cele setki kilometrów dalej bez kontaktu wzrokowego.
US Navy dokładnie 22 sierpnia podczas sympozjum Tailhook w Reno ujawniła nowy pocisk. W tym samym momencie Malice trafił do oficjalnego katalogu uzbrojenia marynarki. I już pierwsza podana liczba robi wrażenie. Zasięg AIM-424 wynosi ponad 250 mil morskich, czyli ponad 463 km. Sformułowanie ponad jest tutaj ważne. Marynarka nie ujawniła rzeczywistej granicy możliwości rakiety. 463 km to jedynie wartość, którą zdecydowała się podać publicznie.
Nie należy też rozumieć jej jako gwarantowanego dystansu, z którego zawsze da się strącić każdy samolot. Zasięg pocisku powietrze-powietrze zależy od wysokości i prędkości samolotu w chwili odpalenia, trajektorii, manewrów celu oraz tego, ile energii rakieta musi zachować na końcową fazę pościgu.
Łatwiej trafić duży samolot lecący wysoko i przewidywalnie niż zwrotny myśliwiec uciekający na małej wysokości. Sama oficjalna wartość stawia jednak AIM-424 w zupełnie innej klasie, niż klasyczne pociski zabierane dziś przez myśliwce.
Rakieta waży prawie 700 kg
Pocisk ma 4,11 m długości, 34 cm średnicy i waży około 680 kg. Rozpiętość powierzchni aerodynamicznych wynosi 67 cm. Dla broni powietrze-powietrze to potężna konstrukcja. Napęd zapewnia natomiast silnik rakietowy na paliwo stałe, a cel niszczy głowica odłamkowo-burząca. Szczegóły systemu naprowadzania, prędkości i dokładnej konstrukcji napędu pozostają jednak tajne. Źródła z sympozjum Tailhook wskazują na konstrukcję dwustopniową, ale tego elementu US Navy oficjalnie jeszcze nie potwierdziła. Najważniejsze jest natomiast to, iż rakieta rzeczywiście istnieje.
Marynarka pokazała F/A-18E Super Hornet z 4 egzemplarzami testowymi AIM-424 pod skrzydłami. Pierwsze zdjęcie wykonano już w kwietniu, co oznacza, iż program był znacznie bardziej zaawansowany, niż wcześniej publicznie wiedzieliśmy. AIM-424 znajduje się w tej chwili w fazie prób w locie.

Druga fotografia jest prawdopodobnie jeszcze ważniejsza. Pokazuje AIM-424 schowanego w wewnętrznej komorze uzbrojenia F-35C. Obok, na drzwiach komory, znajduje się znacznie mniejszy AIM-120 AMRAAM i różnicę wielkości widać od razu.

F-35 zawdzięcza swoją niską wykrywalność m.in. temu, iż broń może wozić wewnątrz kadłuba. Podwieszenie dużego pocisku pod skrzydłem zwiększa odbicie fal radarowych i psuje część zalet konstrukcji stealth. Malice ma dać F-35C ekstremalny zasięg bez konieczności rezygnowania z tej cechy.
Na Spider’s Web pisaliśmy już o modernizacji Block 4, która ma dać F-35 nowe sensory i kolejne rodzaje uzbrojenia. Wtedy jednym z najważniejszych nowych pocisków miał być AIM-260 JATM. Teraz jest o wiele grubiej.
Pilot nie zobaczy przeciwnika. I nie musi
Przy 463 km klasyczne wyobrażenie walki dwóch myśliwców przestaje mieć sens. Krzywizna Ziemi, odległość i ograniczenia sensorów sprawiają, iż samolot odpalający rakietę nie zawsze będzie w stanie samodzielnie wykryć i śledzić cel przez cały lot pocisku. Tyle iż współczesna marynarka nie traktuje F-35 czy Super Horneta jak samotnego myśliwca.
US Navy od lat rozwija Cooperative Engagement Capability oraz szerszą architekturę NIFC-CA. Wszystkie sensory w grupie okrętów i samolotów mają działać jak jedna wspólna sieć. Cel może wykryć np. samolot wczesnego ostrzegania E-2D Hawkeye, inny F-35 albo radar okrętu. Dane trafiają do jednostki, która znajduje się w najlepszej pozycji do odpalenia broni.
Marynarka już wcześniej opisywała tę zasadę bardzo wprost: platforma może zaatakować cel na podstawie danych pochodzących z innego sensora, choćby jeżeli sama nie widzi przeciwnika na swoim radarze.
W 2016 r. Amerykanie pokazali to praktycznie. F-35 wykrył cel poza horyzontem, przekazał dane do systemu Aegis, a rakietę SM-6 odpaliła instalacja znajdująca się w zupełnie innym miejscu. Teraz podobne rozumowanie może zostać przeniesione do walki powietrze-powietrze na ekstremalnym dystansie.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: U.S. Navy














