Putin straszył superbronią. W środku znaleźli beton i metal

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Ukraińscy śledczy zbadali szczątki rosyjskiego Oriesznika. Zamiast bojowych głowic znaleźli atrapy z metalu i betonu.

Rosja przedstawiła Oriesznika jako broń, przed którą Zachód ma przede wszystkim czuć respekt. Po kolejnym uderzeniu na Ukrainę śledczy dostali jednak do rąk coś znacznie mniej efektownego, niż propagandowy obraz Kremla: szczątki pocisku, moduł rozdzielający głowice i atrapy wykonane z metalu oraz betonu. To przez cały czas groźny system przenoszenia, ale jego użycie na Ukrainie coraz bardziej wygląda jak pokaz polityczny, a nie wojskowy przełom.

Oriesznik miał straszyć. W Białej Cerkwi nie zostawił obrazu apokalipsy

Do uderzenia z wykorzystaniem Oriesznika doszło w nocy z 23 na 24 maja, podczas jednej z największych rosyjskich salw wymierzonych w Ukrainę. Głównym celem była Kijowszczyzna. Ukraińska strona wskazuje, iż pocisk został wystrzelony z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim i uderzył w rejon Białej Cerkwi, miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów od Kijowa.

Zauważmy, iż Rosja nie używa tej broni przypadkowo. Pierwszy znany atak Oriesznikiem dotyczył Dniepra, kolejny obwodu lwowskiego, a teraz pocisk spadł w pobliżu stolicy. Każde takie użycie jest więc nie tylko próbą wojskową, ale przede wszystkim komunikatem. Moskwa pokazuje, iż może razić różne części Ukrainy systemem kojarzonym z odstraszaniem strategicznym.

Tyle iż skutki na ziemi nie przypominały obrazu broni, którą rosyjska propaganda przedstawia jako niemal cudowny przełom. Szczątki znaleziono m.in. w rejonie przemysłowym i przy garażach. W samym uderzeniu Oriesznika nie odnotowano masowych strat, a rozmiary lejów bardziej pasowały do ciężkich elementów spadających z ogromną prędkością niż do klasycznych głowic odłamkowo-burzących.

Zamiast głowic bojowych były po prostu atrapy

Najważniejszy wniosek z ukraińskiej analizy dotyczy ładunku. Według ustaleń śledczych Oriesznik nie przenosił klasycznych głowic bojowych z materiałem wybuchowym, ale atrapy pozbawione ładunku. Chodzi o ciężkie bloki, w których pojawiały się metal i beton.

To nie znaczy oczywiście, iż taki pocisk jest całkowicie niegroźny. Obiekt spadający z bardzo dużą prędkością przez cały czas może niszczyć przez samą energię kinetyczną. Taki mechanizm działa jednak inaczej niż eksplozja. Nie ma tu klasycznego wybuchu, fali uderzeniowej i odłamków w skali typowej dla głowicy bojowej. Jest raczej bardzo szybkie uderzenie ciężkiego elementu w konkretny punkt.

Dlaczego Rosja miałaby jednak używać atrap? Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie jest polityczno-testowe. Oriesznik jest systemem zdolnym do przenoszenia głowic strategicznych, więc już samo jego użycie samo w sobie niesie komunikat odstraszający. Atrapy pozwalają pokazać trajektorię, zasięg i charakter wielogłowicowego uderzenia bez przekraczania progu zniszczeń, który wymusiłby znacznie ostrzejszą reakcję Zachodu.

36 punktów uderzenia i moduł rozdzielający

Oriesznik jest groźny przede wszystkim dlatego, iż ma konstrukcję wielogłowicową. Ukraińskie ustalenia wskazują na moduł odpowiadający za rozdzielenie 6 głównych elementów bojowych. Każdy z nich ma dalej dzielić się na 6 mniejszych części w końcowej fazie lotu, co daje charakterystyczny układ 36 punktów uderzenia.

To mechanizm doskonale znany z systemów balistycznych projektowanych do przenoszenia wielu głowic. W klasycznym wariancie pozwala razić kilka celów albo jeden obszar wieloma elementami spadającymi z bardzo dużą prędkością. W przypadku Ukrainy mówimy jednak o konfiguracji z atrapami, więc militarny efekt był tutaj ograniczony.

Propagandowo wygląda to jednak zupełnie inaczej. Nagranie pokazujące dziesiątki jasnych śladów spadających z nieba robi ogromne wrażenie. Dla widza to obraz broni przyszłości, której nie da się zatrzymać. Dla analityka dużo ważniejsze jest pytanie, co faktycznie spadło, z jaką dokładnością, jaki był efekt i czy system ma sens jako broń konwencjonalna.

Elektronika głównie z Rosji i Białorusi

Ukraina zwróciła też uwagę na pochodzenie elementów elektronicznych znalezionych w szczątkach. Według przedstawionych danych większość komponentów pochodziła z Rosji, a część z Białorusi. Wskazano m.in. 57 komponentów rosyjskich i 5 białoruskich.

To bardzo ciekawe, bo w wielu rosyjskich pociskach, dronach i systemach precyzyjnych regularnie znajdowano elementy zachodniej elektroniki. Takie znaleziska były później wykorzystywane do śledzenia łańcuchów dostaw i uszczelniania sankcji. W przypadku Oriesznika obraz ma być inny. System w większym stopniu opiera się na rosyjsko-białoruskiej bazie przemysłowej.

Superbroń czy po prostu bardzo kosztowny spektakl?

Największy problem Rosji polega na tym, iż każde kolejne użycie Oriesznika zmniejsza aurę tajemnicy. Pierwszy raz mógł działać jak szok. Drugi raz budował napięcie. Trzeci raz dał Ukrainie więcej materiału do analizy i pozwolił porównać propagandę z rzeczywistymi skutkami na ziemi.

Oriesznik nie jest zabawką. To zaawansowany pocisk balistyczny średniego zasięgu, prawdopodobnie powiązany z rodziną RS-26 Rubezh, zdolny do przenoszenia wielu elementów bojowych. Jego prędkość, trajektoria i końcowa faza lotu są poważnym wyzwaniem dla obrony przeciwrakietowej. jeżeli zostałby użyty z rzeczywistymi głowicami bojowymi, skala zagrożenia byłaby zupełnie inna.

Jednak w wersji stosowanej przeciwko Ukrainie coraz wyraźniej widać rozdźwięk między politycznym efektem a wojskową efektywnością. Rosja zużywa zaawansowany i kosztowny system po to, by uzyskać psychologiczny nacisk, zebrać dane i przypomnieć Zachodowi o swoich zdolnościach strategicznych. Na polu walki taki atak z atrapami może być mniej skuteczny niż użycie tańszego pocisku z rzeczywistą głowicą.

*Źródło grafiki wprowadzającej: Vladyslav Vlasiuk / AI

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału