
Sto lat doświadczenia w produkcji dla armii i nowy kierunek: broń dronowa. Niewiadów szykuje fabrykę głowic bojowych i centrum kompozytów.
Niewiadów kojarzy się wielu Polakom z kultowymi przyczepami kempingowymi, ale równie długo, jeżeli nie dłużej, ta nazwa widnieje na skrzyniach z amunicją i elementami uzbrojenia dla wojska. Teraz ten przemysłowy kombinat wchodzi w najbardziej dynamiczny segment współczesnego pola walki – broń dronową. Na bazie Zakładów Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów powstanie nowa fabryka głowic bojowych i ładunków do dronów, a równolegle zbudowane zostanie centrum montażu i kompozytów.
Niewiadów od dawna robi dla wojska
Na hasło Niewiadów wielu widzi od razu białą przyczepę kempingową z lat 80., ciągniętą przez Poloneza czy małego fiata. To jednak tylko jedna twarz miejscowości i marki. Druga, znacznie mniej widoczna dla cywilów, to kilkadziesiąt lat pracy na rzecz armii. W Niewiadowie działa Zakład Sprzętu Precyzyjnego (ZSP), specjalizujący się w amunicji i elementach uzbrojenia, od pocisków artyleryjskich po zapalniki i ładunki wybuchowe. To klasyczna część polskiej zbrojeniówki, która swoje początki ma jeszcze w czasach, gdy priorytetem było zaopatrywanie armii Układu Warszawskiego.
W ostatnich latach ten drugi Niewiadów wyraźnie przyspieszył. Zakłady angażują się w nowe projekty artyleryjskie i rakietowe, współpracują z zagranicznymi partnerami przy produkcji amunicji kalibru 155 mm – kluczowej dla haubic w standardzie NATO. Po dwóch latach pełnoskalowej wojny w Ukrainie to właśnie amunicja artyleryjska i drony należą do najszybciej zużywanych zasobów.
Nowy projekt ogłoszony przez Niewiadów – PGM nie jest więc wejściem z ulicy do świata militariów, tylko kolejnym etapem ewolucji miejsca, które od dawna łączy cywilną i wojskową produkcję. Różnica polega na tym, iż tym razem mówimy o dronach.
Memorandum, joint venture i nowa fabryka. Co dokładnie powstanie?
Spółka Niewiadów – PGM podpisała memorandum o współpracy z Zakładami Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów oraz firmą Tech Robotics. Dokument wyznacza ramy budowy nowego filaru biznesu: technologii dronowych i głowic bojowych oraz ładunków przeznaczonych do ich uzbrajania. W kolejnym kroku strony chcą zawrzeć formalną umowę joint venture i przejść od papieru do betonu – wybudować dedykowaną fabrykę.
Podział ról jest dość czytelny. ZSP wnosi wieloletnie doświadczenie w pracy z materiałami wysokoenergetycznymi, zapalnikami i systemami bezpieczeństwa. To tam powstają komponenty, które muszą zadziałać zawsze. Tech Robotics ma odpowiadać z kolei za stronę bezzałogową: platformy latające, elektronikę, kompozytowe kadłuby, integrację głowic z dronami. Niewiadów – PGM pełni funkcję integratora całego projektu i zaplecza produkcyjnego, w tym potencjalnej spółki celowej, która zajmie się seryjną wytwórczością.
W Polsce może więc powstać zakład, w którym od A do Z powstają elementy dla dronów bojowych: od ładunku wybuchowego i obudowy, przez systemy bezpieczeństwa, aż po gotową głowicę, którą można zintegrować z różnymi typami bezzałogowców – od manualnie sterowanych FPV po większe platformy uderzeniowe i amunicję krążącą.
To właśnie głowica decyduje, czy dron jest tylko latającą kamerą, czy precyzyjnym środkiem rażenia zdolnym powstrzymać kolumnę czołgów albo zrównać z ziemią stanowisko artylerii. I to ona jest dziś jednym z najwęższych gardeł całej rewolucji dronowej.
Drony zmieniły ekonomię wojny. Głowice muszą za nimi nadążyć
Wojna w Ukrainie pokazała, iż drony (szczególnie te niewielkie, budowane w tysiącach egzemplarzy) potrafią odwrócić ekonomię starcia. Tani FPV za kilka tysięcy złotych jest w stanie zniszczyć czołg warty kilka milionów, baterię artylerii albo kolumnę ciężarówek. Warunek jest jeden: adekwatna głowica, dobrana do zadania i zaprojektowana tak, by bezpiecznie przetrwać start, lot, manewr i detonację.
Głowice do zwalczania czołgów muszą mieć wkładki kumulacyjne i odpowiednie ukształtowanie ładunku, by przebić się przez pancerz. Te przeznaczone do niszczenia okopów czy budynków potrzebują innej geometrii, by fala uderzeniowa i odłamki działały jak najskuteczniej. Do tego dochodzą zapalniki (z opóźnieniem, natychmiastowe, zbliżeniowe) oraz zabezpieczenia, które mają sprawić, iż ładunek nie wybuchnie przy byle twardym lądowaniu.
O ile samą platformę dronową można złożyć dziś z elementów dostępnych w przemyśle cywilnym, o tyle bezpieczne projektowanie i masowa produkcja głowic to już domena wyspecjalizowanych zakładów z zapleczem technologicznym, poligonem i procedurami badań. Dokładnie takich jak ZSP Niewiadów.
Nic dziwnego, iż państwa NATO zaczynają patrzeć na drony i ich uzębienie jak na nową gałąź przemysłu zbrojeniowego. Szacunki analityków pokazują, iż globalny rynek wojskowych dronów ma rosnąć z kilkunastu miliardów dolarów rocznie do kilkudziesięciu miliardów pod koniec dekady, a znaczną część tej kwoty pochłoną nie same platformy, ale uzbrojenie, sensory i systemy łączności.
Polska chce być potęgą dronową. Niewiadów wpisuje się w większy plan
Deklaracje o polskiej dolinie dronowej i milionie dronów na wyposażeniu armii to nie tylko czcze gadanie polityków. Polska, która już dziś wydaje ponad 4 proc. PKB na obronność i planuje dalszy wzrost budżetu wojskowego, intensywnie buduje własne kompetencje w zakresie bezzałogowców – od rozpoznawczych po uderzeniowe.
Powstają kolejne linie montażowe amunicji krążącej, rozwijane są rodzime konstrukcje FPV i większe systemy taktyczne. W Zielonce pod Warszawą regularnie realizowane są pokazy, na których krajowe firmy demonstrują swoje bezzałogowe systemy uderzeniowe, transportowe i rozpoznawcze – od dronów pola walki po autonomiczne platformy lądowe.
Do tej pory w wielu projektach Polska była przede wszystkim integratorem zagranicznych komponentów. Nowa fabryka w Niewiadowie może tę równowagę przesunąć. Głowice bojowe i ładunki do dronów to element, który jest stosunkowo trudny do importu na większą skalę – ze względu na regulacje, bezpieczeństwo dostaw i chęć zachowania przewagi technologicznej u producenta. Każdy kilogram materiału wybuchowego, który powstanie w krajowym zakładzie, to mniej zależności od zagranicznych magazynów.
Co ważne, mówimy o zakładzie, który już teraz ma doświadczenie w produkcji na potrzeby wojska, zna standardy bezpieczeństwa NATO i jest w stanie wpiąć się w szerszy łańcuch dostaw polskiej zbrojeniówki – od haubic i wyrzutni rakiet po systemy przeciwlotnicze. Dla państwa, które buduje własną tarczę na wschodniej flance, to przewaga trudna do przecenienia.

















