Powąchali mumię i się zdziwili. Starożytna receptura

konto.spidersweb.pl 3 godzin temu

Naukowcy zamienili powonienie w narzędzie badawcze. Z lotnych cząstek wokół mumii odtworzyli skład balsamów i różnice między częściami ciała.

Ekspozycje w muzeach zwykle skupiają się na tym, co widać na pierwszy rzut oka: bandaże, złote maski, malowane sarkofagi. Specjaliści od konserwacji od dawna wiedzą jednak, iż mumie mają też bardzo charakterystyczny, mocny zapach. To wynik mieszaniny starych tłuszczów, żywic, wosków pszczelich i smołowatych substancji, który przez tysiące lat powoli ulatnia się z tkanek i bandaży.

Zespół Wanyue Zhao potraktował tę woń nie jako ciekawostkę, ale jako pełnoprawne źródło danych. Zamiast skrawków bandaża i fragmentów balsamu do rozpuszczania w laboratoryjnych odczynnikach, sięgnięto po lotne związki organiczne, czyli cząsteczki chemiczne łatwo przechodzące do gazu i unoszące się w powietrzu. To właśnie one trafiają do naszego nosa, gdy mówimy, iż coś intensywnie pachnie.

Takie podejście ma jedną ogromną zaletę z punktu widzenia dziedzictwa kulturowego: pozwala badać mumie w sposób praktycznie nieniszczący. Zamiast odcinać próbki, wystarczy pobrać powietrze w pobliżu ciała, bandaży czy trumny, a potem rozłożyć uchwycone cząsteczki na części, korzystając z technik takich jak chromatografia gazowa połączona ze spektrometrią mas.

Jak bada się zapach mumii?

Do badania wybrano 35 próbek związanych z 19 mumiami pochodzącymi z różnych epok, od około 2000 r. p.n.e. aż po późny okres rzymski. To niemal cały znany czas, w którym Egipcjanie stosowali świadome balsamowanie, a nie tylko naturalne wysychanie ciała w piasku pustyni.

Tradycyjne analizy chemiczne, oparte na rozpuszczaniu fragmentów balsamów w specjalnych rozpuszczalnikach, już wcześniej pokazały, iż Egipcjanie korzystali z bogatego katalogu składników: olejów roślinnych, tłuszczów zwierzęcych, wosku pszczelego, żywic drzew iglastych oraz bitumu, czyli rodzaju naturalnej smoły. Każda z tych substancji ma swój zestaw biomarkerów, czyli charakterystycznych cząsteczek, po których można ją rozpoznać.

Nowe badanie zadało jednak pytanie, czy te same receptury da się odczytać z samych lotnych cząsteczek unoszących się w powietrzu. Naukowcy porównali wzorce zapachowe z różnych próbek i okresów, a potem zestawili je z wiedzą z klasycznych analiz. Okazało się, iż zapach rzeczywiście odwzorowuje skład balsamów w zaskakująco wierny sposób.

W najstarszych próbkach, z czasów przeddynastycznych i ze Starego Państwa, dominowały ślady tłuszczów i olejów. To potwierdza obraz wczesnego mumifikowania jako procesu opartego głównie na prostych środkach konserwujących, bez rozbudowanych dodatków aromatycznych.

W późniejszych okresach, takich jak Nowe Państwo, epoka ptolemejska i rzymska, profil zapachowy stawał się zdecydowanie bardziej złożony, bogaty w związki charakterystyczne dla wosku pszczelego, żywic drzew iglastych oraz bitumu.

Aromaty ukryte w tłuszczu: zaskakujący ślad luksusu

Jednym z najbardziej zaskakujących wyników były próbki, które według wcześniejszych analiz składały się w 100 proc. z tłuszczów i olejów. W klasycznych ekstraktach takie substancje dają raczej prosty, przewidywalny zestaw cząsteczek. Tymczasem w zapachowym ujęciu okazały się znacznie bogatsze w związki aromatyczne, niż można by się spodziewać.

To rodzi kilka możliwych wyjaśnień. Część aromatycznych cząsteczek mogła pochodzić z roślinnych dodatków do balsamów, które w tradycyjnych ekstraktach ginęły w tle dominujących składników tłuszczowych. Inna możliwość to wkład materiałów pomocniczych: tkanin używanych do bandażowania, drewna trumny czy wkładów z wnętrza sarkofagu, które przez wieki wchodziły w reakcje z balsamem i ciałem.

Z punktu widzenia historyków i konserwatorów oznacza to, iż zapach może kryć ślady luksusowych dodatków, których nie widać w prostym opisie tłuszcz + olej.

Ręka balsamisty rozpoznana po zapachu różnych części ciała

Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się wtedy, gdy porówna się zapachy pochodzące z różnych części tego samego ciała. Badacze zauważyli, iż profil lotnych związków bywa wyraźnie inny w okolicach głowy, torsu czy kończyn, choćby jeżeli chodzi o mumie z tego samego okresu.

To może oznaczać dwie rzeczy. Po pierwsze, balsamiści mogli celowo stosować różne receptury w zależności od fragmentu ciała. Głowa i klatka piersiowa, uznawane za ważniejsze symbolicznie, mogły otrzymywać droższe mieszanki z większym udziałem żywic i wosków, podczas gdy ręce i nogi zabezpieczano prostszymi preparatami.

Ponadto różne typy tkanek inaczej starzeją się chemicznie i inaczej uwalniają lotne cząsteczki. Miękkie narządy, kości, skóra i bandaże podlegają odmiennym procesom degradacji, co również zmienia zapach po tysiącach lat.

Autorzy pracy podkreślają, iż do pełnego zrozumienia tych różnic potrzeba większej liczby próbek. Już teraz widać jednak, iż mówienie o zapachu mumii w liczbie pojedynczej to spore uproszczenie. Tak naprawdę mamy do czynienia z całym wachlarzem mikrozapachów, które zależą i od czasu, i od miejsca, i od konkretnej decyzji balsamisty sprzed wieków.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału