
Po rosyjskich uderzeniach kilka kilometrów od Polski wojsko wzmacnia granicę z Ukrainą. Do pracy ruszyły dwa pułki saperów.
Na granicy z Ukrainą pojawiają się wojskowe umocnienia. Żołnierze 4. i 18. Pułku Saperów budują posterunki obserwacyjno-strażnicze i wzmacniają infrastrukturę używaną przez Straż Graniczną w Dorohusku, Medyce i Korczowej. Nie chodzi o odgrodzenie się od Ukrainy. Powód leży po drugiej stronie granicy. Rosyjskie ataki docierają już tak daleko na zachód, iż kilka dni temu drony uderzały w cele zaledwie kilka kilometrów od Polski.
Wicepremier W. @KosiniakKamysz: https://t.co/ek67kTsL3j
— Ministerstwo Obrony Narodowej 🇵🇱 (@MON_GOV_PL) September 15, 2026Saperzy są już w Dorohusku, Medyce i Korczowej
O rozpoczęciu prac poinformował 15 września minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Wojsko ma wzmacniać infrastrukturę wykorzystywaną przez Straż Graniczną, a żołnierze wojsk inżynieryjnych już pracują na miejscu.
Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych doprecyzowało, iż w działania zaangażowani są żołnierze 4. i 18. Pułku Saperów. Budują oni posterunki obserwacyjno-strażnicze w pobliżu granicy w Dorohusku, Medyce i Korczowej. To trzy bardzo ważne punkty polsko-ukraińskiej granicy. Dorohusk leży na głównym szlaku prowadzącym w kierunku Wołynia i Kijowa, a Medyka i Korczowa obsługują dużą część ruchu przez Podkarpacie.
Wojsko nie podaje liczby budowanych stanowisk, dokładnych lokalizacji ani harmonogramu prac. Nie ma więc podstaw, aby przedstawiać to jako początek ciągłej linii bunkrów wzdłuż całej liczącej ponad 500 km granicy z Ukrainą. To bardziej punktowe wzmacnianie miejsc, które mają szczególne znaczenie logistyczne i są wykorzystywane codziennie przez tysiące ludzi.
Zamiast worków z piaskiem są wielkie kosze Hesco
Do budowy wykorzystywane są zestawy fortyfikacyjne Hesco Bastion. Na pierwszy rzut oka wyglądają dość banalnie, bo są to składane kosze wykonane z mocnej stalowej siatki, od wewnątrz wyłożone wytrzymałą tkaniną. Po ustawieniu we właściwym miejscu wypełnia się je ziemią, piaskiem albo kruszywem. Kilka takich elementów połączonych ze sobą pozwala jednak bardzo gwałtownie stworzyć ścianę ochronną, osłonięte stanowisko albo cały posterunek.
Hesco zrobiły gigantyczną karierę podczas wojen w Iraku i Afganistanie. Zastąpiły tysiące worków z piaskiem, bo można je rozstawić szybciej, tworzą grubsze osłony i łatwo budować z nich większe konstrukcje.
Rozładowywane fortyfikacje Hesco na polskiej granicy. Źródło: MON
Tesco Bastion w Iraku, źródło: WikipediaW naszym przypadku takie stanowiska mają przede wszystkim chronić funkcjonariuszy pełniących służbę na granicy. Podczas alarmu nie zawsze można po prostu opuścić cały teren przejścia. Ktoś przez cały czas musi obserwować sytuację, kontrolować linię granicy i przekazywać informacje. Dodatkowa osłona z ziemi i stali daje znacznie większą szansę przetrwania odłamków oraz skutków pobliskiej eksplozji niż zwykły budynek czy samochód.
Kilka dni wcześniej drony uderzyły praktycznie pod polską granicą
Decyzja zapadła w wyjątkowo nerwowym momencie. 13 września rosyjskie drony uderzały w cele zaledwie kilka kilometrów od polskiej granicy z Ukrainą. Dzień później na drugim końcu kraju, na plaży koło Jarosławca, znaleziono rosyjską Gerberę. Wojsko ocenia, iż bezzałogowiec został najprawdopodobniej utracony podczas rosyjskich działań nad Bałtykiem. Nie ma informacji, iż to właśnie ten incydent przesądził o budowie posterunków, ale oba zdarzenia dobrze pokazują, dlaczego wojsko wzmacnia dziś ochronę granic.
Wcześniej w rejonie Jagodzina zaatakowana została natomiast infrastruktura kolejowa oraz okolice stacji paliw. Polski rząd mówił o uderzeniach mniej więcej 2 km od granicy. Podczas nalotu Wojsko Polskie poderwało F-16, śmigłowce oraz samolot wczesnego ostrzegania Saab 340 AEW. Do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej ostatecznie nie doszło.
Główny problem polega jednak na tym, iż przy takiej odległości choćby atak skierowany wyłącznie na cele znajdujące się na Ukrainie może mieć bezpośrednie konsekwencje po naszej stronie. Wystarczy błąd nawigacji, uszkodzenie maszyny, utrata kontroli albo odłamki. Wojsko wcześniej ograniczyło już ruch lotniczy w dużej części pasa przy granicach z Białorusią i Ukrainą. Teraz zabezpieczenia pojawiają się również na ziemi.
Tarcza Wschód wychodzi dalej na południe
Prace prowadzone przez saperów są oczywiście bezpośrednio wiązane z programem Tarcza Wschód. Początkowo program kojarzył się przede wszystkim z granicami z Białorusią i obwodem królewieckim. To tam powstają zapory przeciwczołgowe, składy materiałów, przygotowane miejsca niszczeń, systemy rozpoznania i kolejne elementy fortyfikacji.
W sierpniu MON zaczął jednak mówić już wprost, iż Tarcza Wschód obejmuje również granicę z Ukrainą. Nie oznacza to budowania takich samych zapór przeciwczołgowych na całej jej długości. Rodzaj zabezpieczeń ma odpowiadać zagrożeniom konkretnego odcinka.
Wojsko tworzy też specjalny Komponent Obrony Pogranicza z czterech brygad rozmieszczonych właśnie wzdłuż wschodniej części kraju. Wśród nich są jednostki odpowiedzialne za Lubelszczyznę i Podkarpacie. Mają współpracować ze Strażą Graniczną oraz przejmować opiekę nad wojskową infrastrukturą powstającą w pasie przygranicznym.
Granica z Ukrainą pozostaje granicą z państwem sojuszniczym i jednym z najważniejszych szlaków dostaw dla walczącego kraju. Jednocześnie po jej drugiej stronie trwa wojna, a rosyjskie pociski i drony regularnie dolatują coraz bliżej terytorium NATO.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: MON












