
To tempo, które wprawiło w osłupienie choćby weteranów branży zbrojeniowej. Zaledwie trzy miesiące minęły od złożenia zamówienia do momentu, gdy szwedzcy żołnierze odebrali polskie zestawy przeciwlotnicze Piorun.
W świecie kontraktów zbrojeniowych czas płynie zwykle wolniej. Od momentu podpisu na umowie do dostawy sprzętu mijają lata, a procedury odbiorcze ciągną się miesiącami.
Tymczasem najnowszy komunikat szwedzkiej Försvarets materielverk (FMV), czyli administracji odpowiadającej za zakupy materiałowe dla armii, brzmi niemal jak depesza z frontu, a nie biurokratyczny raport. Szwedzi poinformowali, iż przenośne systemy obrony przeciwlotniczej RBS 102 (Piorun), zamówione we wrześniu 2025 r., zostały dostarczone i przekazane do użytku już w grudniu tego samego roku.
Dla Sztokholmu, który po wejściu do NATO gwałtownie modernizuje swoje zdolności obronne, ten polski ekspres jest dowodem na to, iż łańcuchy dostaw w Europie Środkowej nie tylko działają, ale potrafią działać w trybie awaryjnym. Sprzęt wyprodukowany nad Wisłą trafił bezpośrednio w ręce szwedzkich żołnierzy w czasie, który w standardowych warunkach pokojowych byłby nie do pomyślenia.
Logistyczna rewolucja nad Bałtykiem
Kluczem do tego sukcesu nie było jedynie podkręcenie tempa taśm produkcyjnych w skarżyskich zakładach Mesko, ale całkowita zmiana filozofii zakupowej, wymuszona niespokojną sytuacją geopolityczną.
Tradycyjny, skostniały model zakładał, iż producent wysyła sprzęt do centralnych magazynów FMV w Szwecji. Tam następowała długa weryfikacja techniczna, papierologia, a dopiero w ostatnim etapie broń trafiała do konkretnych jednostek wojskowych.
Tym razem biurokrację zredukowano do niezbędnego minimum. Przedstawiciele FMV oraz oficerowie Szwedzkich Sił Zbrojnych pominęli pośredników i udali się bezpośrednio do fabryki w Polsce. Na miejscu przeprowadzono błyskawiczną, ale rygorystyczną kontrolę techniczną.
Po zatwierdzeniu partii przez FMV, sprzęt natychmiast przejęło wojsko, które we własnym zakresie zorganizowało transport systemów do Skandynawii. Ta operacja pokazuje, jak trzeba działać w obliczu konieczności szybkiego reagowania.
Przekazaliśmy sprzęt Siłom Zbrojnym tego samego dnia, w którym go otrzymaliśmy. O ile wiem, to pierwszy raz, kiedy robimy to w obronie przeciwlotniczej – mówi Johan Lind, kierownik projektu obrony przeciwlotniczej w FMV.
Więcej o polskich rakietach przeczytasz na Spider’s Web:
Polski hit sprawdzony w boju
Dostawa zrealizowana pod koniec 2025 r. to efekt szerszej współpracy. Przypomnijmy, iż Mesko podpisało w Londynie kontrakt ze Szwedzką Agencją Zamówień Obronnych opiewający na kwotę 320 mln dol. Szwedzi doskonale wiedzieli, co kupują. Przenośny Przeciwlotniczy Zestaw Rakietowy (PPZR) Piorun to w tej chwili jeden z najbardziej pożądanych systemów w swojej klasie na świecie. Jego renoma nie wynika z katalogów reklamowych, ale z twardych dowodów dostarczonych przez wojnę na Ukrainie.
Piorun, będący głęboką modernizacją zestawu Grom, stał się symbolem skutecznej obrony przed rosyjskim lotnictwem. Opracowany przez inżynierów z MESKO S.A., Wojskowej Akademii Technicznej oraz CRW Telesystem-Mesko system, wyróżnia się zaawansowaną głowicą naprowadzającą na podczerwień.
Dzięki czujnikom zbliżeniowym oraz celownikom termowizyjnym, polski zestaw jest śmiertelnie groźny zarówno dla szybkich samolotów myśliwskich jak i wolnych dronów. Rakieta o masie 10,5 kg osiąga prędkość 660 m/s, co pozwala na skuteczne strącanie celów – od dronów, przez śmigłowce, aż po samoloty szturmowe.
Nie tylko Piorun. Nadciąga Grzmot
Realizacja szwedzkiego kontraktu w tak ekspresowym tempie to także sygnał dla innych sojuszników z NATO: polski przemysł zbrojeniowy posiada wolne moce przerobowe i potrafi skalować produkcję.
Dla samej spółki Mesko to zaś zastrzyk kapitału niezbędny do dalszego rozwoju. Inżynierowie ze Skarżyska-Kamiennej nie spoczywają na laurach. realizowane są zaawansowane prace nad wersją Piorun NG, która ma oferować jeszcze lepsze parametry zasięgu i precyzji głowicy.
W tle toczy się gra o jeszcze większą stawkę, wprowadzenie do służby zestawu Grzmot. Ma to być broń o zasięgu do 12 km z groźniejszą głowicą i jeszcze lepszym wyszukiwaniem celu. Sukces w Szwecji pokazuje, iż polska „zbrojeniówka” przestała być ubogim krewnym zachodnich koncernów, stając się partnerem, który dyktuje tempo w regionie Morza Bałtyckiego.













