
Okazuje się, iż plany ochrony muzeów mają choćby ponad 20 lat. Nie wskazano miejsc ukrycia, tras ewakuacji ani sposobu ratowania zbiorów. W razie wojny część polskich dzieł trzeba będzie przecież ukryć lub wywieźć, a nasze państwo przez cały czas nie przygotowało sprawnego systemu.
Nie wystarczy przecież wiedzieć, iż obraz trzeba wynieść z sali. Trzeba jeszcze mieć skrzynię, ludzi, ciężarówkę, bezpieczny magazyn i drogę, która nie prowadzi np. przez bombardowany most. Tymczasem w planach ochrony polskich zbiorów brakowało właśnie takich konkretów. NIK ostrzega, iż najważniejsze muzea nie są od strony organizacyjnej gotowe na wojnę.
Kontrolerzy odwiedzili 9 instytucji należących do najważniejszych muzeów w kraju. Były wśród nich muzea narodowe, Zamek Królewski w Warszawie, Wawel, Łazienki Królewskie i pałac w Wilanowie. NIK celowo nie ujawniła, w której placówce znaleziono konkretną lukę. Publikowanie dokładnych informacji o zabezpieczeniach, magazynach i sposobie transportu zbiorów samo mogłoby ułatwić kradzież lub sabotaż.
Ogólny obraz jest jednak bardzo zły. Okazuje się, iż w aż 6 muzeach plan ochrony zabytków lub plan ochrony muzeum był co najmniej dysfunkcjonalny. Dokumenty nie zawierały wszystkich wymaganych informacji, nie były regularnie aktualizowane albo poprawiano je nierzetelnie. W skrajnych przypadkach powstały ponad 20 lat temu.
Oznacza to, iż plan mógł odwoływać się do nieistniejących już komórek organizacyjnych, nieaktualnych numerów telefonów, dawnego układu pomieszczeń albo pracowników, którzy od lat nie pracują w muzeum.
Siedem placówek posiadało plany operacyjnego funkcjonowania opracowane w latach 2020-2022. W dwóch takich dokumentów nie było. Jedno muzeum nie zostało wpisane przez resort na listę jednostek wykonujących zadania obronne, a drugie nie było przygotowane do przetwarzania informacji niejawnych.
Państwo nie wie, dokąd wywieźć najcenniejsze dzieła
Jeszcze gorzej wygląda planowanie na poziomie całego kraju. Krajowy plan ochrony zabytków na wypadek konfliktu zbrojnego powstał w 2013 r., ale według NIK nie nadawał się do wykorzystania.
Nie określono w nim miejsc, do których powinny trafić najcenniejsze ruchome zabytki. Nie wskazano przygotowanych schronów i magazynów ani głównych oraz zapasowych tras ewakuacji. Zabrakło również sposobu wywozu wybranych zbiorów poza Polskę.
Tymczasem ewakuacja muzeum w niczym nie przypomina zwykłej przeprowadzki. Wielkoformatowego obrazu nie można ot tak sobie zwinąć i wrzucić na pakę busa. Rzeźba może ważyć kilkaset kilogramów, stary dokument wymaga kontroli wilgotności, a gwałtowna zmiana temperatury potrafi uszkodzić obiekt równie skutecznie jak sam transport.
Trzeba wcześniej zdecydować, które przedmioty wyjeżdżają jako pierwsze, kto może je pakować i jakie materiały będą potrzebne. Konieczne są przygotowane skrzynie, sprzęt do przenoszenia, chronione pojazdy oraz magazyn z adekwatną temperaturą, ochroną i systemem przeciwpożarowym.
Plan musi też odpowiadać na pytanie, kiedy zacząć. Zbyt wczesna ewakuacja może wywołać chaos i zamknąć muzea na wiele miesięcy. Zbyt późna oznacza, iż ciężarówki utkną razem z ludnością cywilną albo nie zdążą wyjechać przed atakiem.
Po zniszczeniu możemy choćby nie wiedzieć, co straciliśmy
NIK zwróciła uwagę na jeszcze jedną lukę. Zbiory skontrolowanych placówek nie zostały w całości zaewidencjonowane i nie wszystkie posiadały dokumentację fotograficzną. W 2024 r. zdigitalizowane było około 20 proc. polskich muzealiów.
Cyfrowa kopia oczywiście w żaden sposób nie zastąpi oryginalnego obrazu, rękopisu ani rzeźby. Pozwala jednak udowodnić, iż przedmiot istniał, opisać jego pochodzenie, rozpoznać go na aukcji i rozpocząć starania o odzyskanie. Bez dokładnego zdjęcia, wymiarów, znaków szczególnych i numeru ewidencyjnego skradziony przedmiot może zostać wywieziony oraz sprzedany pod zmienionym opisem. W przypadku zniszczenia nie da się natomiast przygotować wiarygodnego zestawienia strat.
Kontrola wykazała również problemy znacznie bardziej przyziemne niż rosyjskie rakiety. W 4 muzeach straż pożarna znalazła nieprawidłowości, a w jednym przypadku budynek zakwalifikowano jako zagrażający życiu ludzi. W 5 z 9 placówek pojawiały się problemy ze stanem technicznym zabytkowych obiektów.
Jednocześnie NIK przyznała, iż fizyczna ochrona zbiorów oraz ich zabezpieczanie podczas transportu były zasadniczo prawidłowe. Muzea organizowały też szkolenia, ćwiczenia i zespoły kryzysowe. Nie mamy więc do czynienia z całkowitą bezczynnością, ale z działaniami prowadzonymi bez jednego, kompletnego systemu.
Nowy plan ma powstać do końca roku
Nowa ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej nakazuje przygotowanie planów ochrony dóbr kultury do 31 grudnia 2026 r. Te mają zacząć obowiązywać dzień później. Problem jednak w tym, iż w chwili publikacji raportu Ministerstwo Kultury przez cały czas nie wydało rozporządzenia ostatecznie wskazującego instytucje objęte obowiązkiem. Projekt zakładał wpisanie 541 podmiotów, w tym 147 muzeów, ale procedura nie została zakończona.
Resort utworzył Departament Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, organizował szkolenia oraz rozpoczął prace nad nowym krajowym planem. Narodowy Instytut Muzeów opublikował również zalecenia postępowania podczas wojny. Były to jednak dobre praktyki, a nie obowiązkowe standardy, i nikt systemowo nie sprawdzał ich wdrożenia.
W Polsce zaczyna się tymczasem wielkie nadrabianie zaległości obrony cywilnej. Jak pisaliśmy w tekście: Miliardy na beton. Rusza wielki program budowy schronów w Polsce, państwo przeznacza miliardy na miejsca ukrycia dla mieszkańców. Równolegle musi ustalić, gdzie schować to, czego nie da się odbudować po zakończeniu wojny.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Suzy Hazelwood, Pexels














