
Polska przez cały czas kupuje ogromne ilości zagranicznej broni, ale coraz więcej własnych systemów sprzedaje państwom NATO.
Polska wciąż sprowadza czołgi, samoloty i wyrzutnie za dziesiątki miliardów złotych, ale ruch nie odbywa się już tylko w jedną stronę. W 2025 r. z kraju wyjechały setki Piorunów, dronów i pojazdów opancerzonych oraz 15 śmigłowców wyprodukowanych w Mielcu. Największym eksportowym przebojem okazała się niewielka rakieta, którą jeden żołnierz może zabrać na plecy.
Pioruny trafiły do pięciu państw NATO
Najświeższe dane wpisane przez Polskę do Rejestru Broni Konwencjonalnej ONZ pokazują, iż w 2025 r. wyeksportowaliśmy łącznie 345 przenośnych zestawów przeciwlotniczych Piorun. Zdecydowanie największym odbiorcą była Litwa, która odebrała 202 zestawy. To o tyle ciekawe, iż wcześniej nie ogłoszono publicznie umowy na taką dostawę. Litwini korzystali już ze starszych polskich Gromów, ale najwyraźniej zdecydowali się przejść na nowszą konstrukcję.
Kolejnych 48 Piorunów trafiło do Belgii, 42 do Norwegii, 33 do Estonii i 20 do Szwecji. Nie oznacza to, iż są to wszystkie rakiety zamówione przez te państwa. Rejestr pokazuje sprzęt faktycznie przekazany w konkretnym roku, podczas gdy realizacja dużych kontraktów może trwać przez kilka lat.
Najlepszym przykładem jest tu Szwecja. We wrześniu 2025 r. podpisała umowę wartą około 3 mld koron szwedzkich, a pierwsze zestawy odebrała już w grudniu. Jak pisaliśmy w tekście: Polska zbrojeniówka na najwyższych obrotach. Rekordowe zamówienie, od zamówienia do pierwszej dostawy minęły zaledwie 3 miesiące.
Mały pocisk rozwiązuje bardzo duży problem
Piorun służy do zwalczania nisko lecących samolotów, śmigłowców, pocisków manewrujących i większych dronów. Jego zasięg dochodzi do około 6,5 km, a cel może znajdować się na wysokości do 4 km. Z punktu widzenia armii to wyjątkowo użyteczna broń. Nie potrzebuje dużego radaru, ciężarówki ani osobnego stanowiska dowodzenia. Zestaw może przenosić pojedynczy żołnierz, który po wykryciu celu odpala pocisk z ramienia i natychmiast zmienia pozycję.
Europa z oczywistych względów pilnie szuka stosunkowo taniej odpowiedzi na drony. Nie każdy bezzałogowiec da się zniszczyć zakłóceniem sygnału, a ciężkie rakiety przeciwlotnicze kosztujące miliony euro trzeba oszczędzać na znacznie groźniejsze cele. Piorun wypełnia lukę pomiędzy działkiem, systemem walki elektronicznej i dużą baterią obrony powietrznej.
Nic więc dziwnego, iż w kolejce pojawiają się następni zainteresowani. Jak pisaliśmy w tekście: Francja bierze nasze Pioruny. Polska broń podbija Europę, rozmowy dotyczą choćby państw posiadających własny, bardzo rozwinięty przemysł rakietowy.
Nie tylko Piorun wyjechał z Polski
Eksport cięższego sprzętu przez cały czas był oczywiście w dużej mierze związany z wojną. Do Ukrainy trafiło 120 pojazdów opancerzonych różnych typów oraz 296 wielowirnikowych bezzałogowców. Polska zgłosiła również przekazanie 3 czołgów Leopard 2A4 i jednej samobieżnej haubicy 2S1 Goździk.
Rejestr nie wskazuje dokładnych modeli dronów ani pojazdów, dlatego nie da się przypisać całej liczby konkretnym polskim producentom. Część sprzętu mogła pochodzić z zapasów, część z komercyjnych zamówień, a część z konstrukcji składanych w Polsce z zagranicznymi komponentami.
Dane pokazują również dwa czołgi T-72 wysłane do Czech. Taki kierunek nie musi oznaczać, iż czeska armia postanowiła nagle wrócić do radzieckiej konstrukcji. Pojazdy mogły trafić do remontu, posłużyć jako źródło części albo być elementem szerszego rozliczenia związanego ze wsparciem Ukrainy.
Znacznie bardziej czytelny jest eksport lotniczy. Z PZL Mielec na Filipiny wysłano 15 śmigłowców S-70i Black Hawk. Maszyny są częścią kontraktu obejmującego 32 egzemplarze, przeznaczone m.in. do transportu żołnierzy, akcji ratunkowych i pomocy po klęskach żywiołowych. Kolejne Black Hawki z Mielca dotarły na Filipiny już latem 2025 r.
Trzeba przy tym pamiętać, iż PZL Mielec należy do amerykańskiego Lockheed Martina. Śmigłowiec powstaje w Polsce i pracują przy nim polskie zakłady, ale nie jest krajową konstrukcją w takim samym znaczeniu jak Piorun.
Karabiny i granatniki płynęły głównie do Ukrainy
Poza dużymi platformami Polska eksportowała również tysiące egzemplarzy broni strzeleckiej i lekkiej. Do Ukrainy trafiło 1262 karabinków i karabinów, 1191 ręcznych karabinów maszynowych, 287 wielkokalibrowych karabinów maszynowych oraz 2200 granatników podwieszanych.
Spośród 2166 zgłoszonych przenośnych wyrzutni przeciwpancernych, granatników i systemów rakietowych aż 2000 wysłano właśnie do Ukrainy. Pozostałe odebrały Jordania i Korea Południowa. Odbiorców poza Europą było jednak więcej. Gwatemala kupiła 400 karabinków, Stany Zjednoczone odebrały 552 pistolety i rewolwery, a polska broń strzelecka trafiła także do Armenii, Indonezji, Rumunii, Kanady i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Pamiętajmy, iż sprawnie działający eksport nie opiera się na jednym wielkim kontrakcie, a przynajmniej nie powinien. Polska zbrojeniówka sprzedaje równocześnie zaawansowane pociski państwom NATO, śmigłowce na Pacyfik oraz broń strzelecką odbiorcom z kilku kontynentów.
Eksport rośnie, ale przez cały czas kupujemy znacznie więcej
Z danych nie należy jednak wyciągać wniosku, iż Polska nagle stała się zbrojeniowym odpowiednikiem Stanów Zjednoczonych, Francji albo Korei Południowej. przez cały czas pozostajemy jednym z największych importerów uzbrojenia na świecie, a najdroższe programy modernizacyjne opierają się na zagranicznych czołgach, samolotach, śmigłowcach i systemach rakietowych.
Sam rejestr ONZ jest zresztą niepełny. Polska nie zgłosiła w nim importu najważniejszych kategorii ciężkiego sprzętu ani stanu posiadania armii. Nie obejmuje on również wszystkich donacji przekazywanych Ukrainie. Pokazuje liczbę konkretnych systemów, ale nie podaje pełnej wartości handlu.
Ostatnie kompletne dane finansowe dotyczą 2024 r. Wartość polskiego eksportu uzbrojenia i sprzętu wojskowego osiągnęła wtedy 3,14 mld euro, z czego około 79 proc. przypadało na dostawy do Ukrainy. Wojna przez cały czas jest więc głównym silnikiem wyników. Najważniejsza zmiana polega przede wszystkim na tym, iż Polska nie sprzedaje już wyłącznie starego sprzętu wyciąganego z magazynów. Piorun jest produktem nowym, rozwijanym i wybieranym przez wymagających klientów, którzy mogą kupić uzbrojenie adekwatnie z dowolnego kraju NATO.
Mesko buduje kolejne moce produkcyjne, a równolegle realizowane są prace nad następcą systemu. Jak pisaliśmy w tekście: Piorun 2 coraz bliżej. Co potrafi sukcesor polskiego bestsellera, nowa konstrukcja ma wykorzystać doświadczenia z eksportu oraz wojny na Ukrainie. Piorun nie zmienił jeszcze Polski w światową zbrojownię. Udowodnił jednak, iż krajowy przemysł potrafi stworzyć system, po który sojusznicy przychodzą nie z politycznej uprzejmości, ale dlatego, iż naprawdę chcą mieć go w magazynach.















