
Kiedy myślisz o rzeczach, które mogą zepsuć weekend, zwykle przychodzą do głowy klasyki: niekończąca się kolejka do kontroli bezpieczeństwa, odwołany lot, zagubiona walizka. Ale czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, iż winowajcą może być… Słońce?
W tej chwili tysiące samolotów z rodziny Airbus A320 na całym świecie stoją uziemione, a powodem jest kosmiczna gwiazda, która akurat postanowiła przypomnieć nam o swojej sile. I stało się to w najgorszym możliwym momencie z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych – podczas weekendu Dziękczynienia, gdy miliony Amerykanów wracają do domów.
Zaczęło się na grubo
30 października lot JetBlue 1230 z Cancún do Newark przebiegał spokojnie, aż nagle – bez ostrzeżenia – Airbus A320 (numer boczny N605JB, ozdobiony barwami Boston Red Sox) zaczął gwałtownie tracić wysokość. Najpierw 14,5 tys. metrów w pięć minut, potem kolejne 12,2 tys. metrów w następnych pięciu.
Załoga zareagowała błyskawicznie, ogłaszając sytuację nadzwyczajną i kierując maszynę na awaryjne lądowanie w Tampie na Florydzie. Samolot udało się sprowadzić na ziemię bez ofiar śmiertelnych, choć kilkanaście osób trafiło do szpitala z obrażeniami. Maszyna została natychmiast wycofana z eksploatacji, a śledztwo ruszyło pełną parą.
Słońce kontra elektronika
Airbus nie czekał na wielomiesięczne raporty urzędników. Inżynierowie przeanalizowali incydent w ekspresowym tempie. Okazało się iż intensywne promieniowanie słoneczne uszkodziło dane w komputerze sterującym powierzchniami nośnymi. Chodzi o ELAC – Elevator Aileron Computer – serce systemu, które tłumaczy ruchy pilota na polecenia dla lotek i steru wysokości. jeżeli ELAC zacznie przekazywać błędne informacje to samolot może wykonywać manewry, których nikt nie zainicjował.
Winowajcą są rozbłyski słoneczne i wyrzuty masy koronalnej. To gigantyczne eksplozje na powierzchni Słońca, które wysyłają w przestrzeń strumienie wysokoenergetycznych cząstek. Na wysokości około 10 km – tam, gdzie latają samoloty pasażerskie – promieniowanie staje się realnym zagrożeniem dla wrażliwej elektroniki. Tym razem uderzyło w samo serce systemu sterowania.
Airbus A320-200Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) wydała nadzwyczajne rozporządzenie o zdatności do lotu – Emergency Airworthiness Directive nr 2025-0268-E. Objęło ono całą rodzinę A320: od A319 po A321, zarówno starsze wersje CEO, jak i nowoczesne Neo. Skala problemu jest gigantyczna: zagrożonych jest 6-6,5 tys. samolotów, czyli ponad połowa globalnej floty A320. A ta rodzina stanowi aż 54 proc. wszystkich maszyn pasażerskich w powietrzu.
Efekt? Chaos. American Airlines musiała wycofać setki samolotów, Japan Airlines odwołała 95 lotów krajowych, Jetstar w Australii – 34, Air France – 35. Delta, IndiGo, Air India, Wizz Air, easyJet – lista jest długa. Miliony pasażerów utknęły na lotniskach w najruchliwszy weekend podróżniczy w Stanach Zjednoczonych. Airbus mówi wprost: Samoloty muszą zostać uziemione.
Naprawa (nie za) szybka
Rozwiązanie? W większości przypadków wystarczy cofnięcie systemu ELAC do wcześniejszej wersji. Procedura trwa 2-3 godz. na samolot. Ale około 900 starszych maszyn wymaga wymiany całego komputera. To operacja polegająca na demontażu, instalacji nowego sprzętu i kalibracji systemu. Airbus obiecuje dostarczyć komponenty jak najszybciej, ale część samolotów pozostanie uziemiona na dni, a choćby tygodnie.
Linie lotnicze liczą, iż w niedzielę wszystko wróci do normy. Ale co, jeżeli aktualizacja okaże się wadliwa? Co, jeżeli starsze wersje systemu również kryją błędy? Airbus zapewnia, iż diagnoza jest trafna, ale najbliższe dni będą testem dla całej branży. Każda godzina uziemienia to straty finansowe dla przewoźników i frustracja dla milionów pasażerów.
Czy bezpiecznie wsiąść do Airbusa A320 w najbliższych dniach? Być może nie będziesz mieć wyboru, bo twój lot zostanie odwołany. A jeżeli jednak się odbędzie to możesz mieć pewność, iż przeszedł przez najbardziej intensywną kontrolę jakości, jaką Airbus i linie lotnicze były w stanie zorganizować. W praktyce oznacza to, iż jest bezpieczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.












