
PKP przygotowuje się do na najgorsze, czyli na wybuch wojny. Tymczasem jednym z głównych problemów jest brak lokomotyw, które mogłyby działać w stytuacji problemów z energią elektryczną. Firma pilnie poszukuje lokomotyw spalinowych, a jest z tym duży problem.
W nowoczesnym świecie przyzwyczailiśmy się do myślenia o kolei jako o ekologicznym, cichym i szybkim środku transportu, który niemal w całości opiera się na energii elektrycznej. To kierunek słuszny z perspektywy klimatu, ale jak brutalnie pokazuje rzeczywistość za naszą wschodnią granicą skrajnie ryzykowny w obliczu konfliktu zbrojnego.
Polska kolej, będąca kręgosłupem logistyki państwa, staje przed dylematem, którego nie dało się przewidzieć w czasach spokojnej prosperity. Okazuje się bowiem, iż w razie wojny nasze najnowocześniejsze lokomotywy mogą stać się bezużytecznymi eksponatami.
Potrzebne są ciężkie lokomotywy
Doświadczenia z Ukrainy pokazują, iż w przypadku wybuchu wojny mogą występować poważne problemy z energią elektryczną, a infrastruktura krytyczna, w tym sieci przesyłowe i elektrownie będą jednym z pierwszych celów.
Tymczasem transport kolejowy stanowi rdzeń logistyki, w tym logistyki wojskowej. dzięki pociągów transportowana jest amunicja, żywność, wojsko i uzbrojenie. W takim przypadku niezbędne będą lokomotywy spalinowe, niezależne od energii elektrycznej. Mówi o tym Alan Beroud, prezes PKP S.A. w rozmowie z serwisem Defence24.
Przy potencjalnych masowych atakach dronów na podstacje trakcyjne system kolei elektrycznej nie będzie działał. W związku z tym, aby prowadzić ruch na kolei, będziemy musieli mieć lokomotywy zasilane paliwem konwencjonalnym. Oczywiście najlepszy jest tabor spalinowy, pewnym rozwiązaniem są też lokomotywy hybrydowe, które mają dodatkowy silnik diesla – mówi Alan Beroud, prezes PKP S.A. w rozmowie z serwisem Defence24.
Więcej na Spider’s Web:
Transport czołgów, takich jak polskie Abramsy czy Leopardy, to nie lada wyzwanie logistyczne. Wymaga on potężnych, sześcioosiowych lokomotyw spalinowych, które posiadają odpowiednią moc i przyczepność. I tutaj pojawiają się schody.
Obecnie w całej Europie realną produkcję ciężkich lokomotyw spalinowych prowadzą zaledwie dwie spółki. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z platformami do transportu ciężkiego uzbrojenia – tutaj monopolistą jest adekwatnie tylko Tatra Vagonka.
Jeśli Polska i inne kraje flanki wschodniej jednocześnie rzucą się do zamawiania nowego taboru, kolejki mogą ustawić się na lata. W obliczu zagrożenia wojennego czas jest jednak towarem, którego nie możemy kupić.
Pułapka pełnej elektryfikacji
Jeżeli mówimy na poważnie o przygotowaniu się do wojny, to zasoby taborowe muszą być odbudowane, tymczasem żadna z kolei nie inwestowała w nie, ponieważ dotacje unijne promowały zakupy taboru niskoemisyjnego, w tym elektrycznego i prowadzenie elektryfikacji, dlatego nikt masowo nie kupował taboru spalinowego. Musimy cały park lokomotyw spalinowych odtworzyć, musimy mieć platformy do przewozu czołgów i ciężkiego sprzętu w ogóle – podkreśla Alan Beroud.
Zaznacza on, iż większość kolei europejskich, szczególnie w takich krajach jak Niemcy, Francja, Austria, Szwajcaria, Włochy i my, ma zelektryfikowanych ponad 65 proc. swoich sieci. Nikt zatem nie utrzymywał takiego zasobu lokomotyw spalinowych, które na co dzień byłyby w stanie obsłużyć cały ruch.
Sytuacja, w której znalazło się PKP, to sygnał alarmowy dla całej administracji państwowej. Modernizacja armii i zakupy najnowocześniejszych czołgów na kilka się zdadzą, jeżeli w krytycznym momencie zabraknie sposobu, by dostarczyć je na linię frontu. Logistyka to cichy bohater każdej wygranej wojny i główny powód tych przegranych.
















