
Przemyśl, Kraków, Praga, Drezno i Frankfurt jednym pociągiem. W składzie są kuszetki, a śniadanie wliczono w cenę. To może okazać się gamechangerem.
Bezpośredni pociąg z Przemyśla do Frankfurtu nad Menem wreszcie pokonuje całą trasę po torach. Przez ponad miesiąc bezpośrednie połączenie miało dość osobliwą formę: na polskim odcinku pasażerowie jechali autobusem, a dopiero w Czechach przesiadali się do wagonów. Wszystko przez postępowanie uruchomione na wniosek PKP Intercity.
Z Przemyśla do Frankfurtu bez wysiadania
Leo Express rozpoczął kursowanie na pełnej trasie dokładnie 31 lipca. Pociąg łączy Przemyśl, Rzeszów, Tarnów i Kraków z Ostrawą, Pragą, Dreznem, Erfurtem oraz Frankfurtem nad Menem. Według podstawowego rozkładu skład wyjeżdża z Przemyśla o godz. 12:04. Do Ostrawy dociera o 18:14, w Pradze melduje się o 22:32, a do Drezna przyjeżdża o 1:38. Frankfurt osiąga następnego dnia o godz. 7:22. Cała podróż trwa więc nieco ponad 19 godzin.
W przeciwną stronę pociąg odjeżdża z Frankfurtu o godz. 15:03 i przyjeżdża do Przemyśla następnego dnia o 11:25. Rozkład może się różnić w zależności od prac prowadzonych na niemieckich torach, dlatego przed wyjazdem trzeba sprawdzić konkretny kurs.
Nie jest to więc połączenie dla kogoś, kto chce jak najszybciej dostać się z Polski do Niemiec. Samolot bez trudu wygra tu czasem podróży. Pociąg ma jednak inną przewagę: pozwala wsiąść w Przemyślu, Rzeszowie czy Krakowie i wysiąść w Pradze, Dreźnie albo Frankfurcie bez ciągnięcia walizki po kilku dworcach.
W składzie znajdują się zwykłe miejsca siedzące, klasa Business oraz wagony z miejscami do leżenia. W kuszetkach można zarezerwować miejsce w przedziale dla maksymalnie 4 osób, również w przedziale przeznaczonym wyłącznie dla kobiet. W cenę biletu sypialnego wliczone jest śniadanie.
Ceny promocyjne w klasie Economy zaczynają się od około 48 zł, miejsca w Business od 120 zł, a kuszetki od około 180 zł. Najtańszych biletów nie będzie oczywiście na każdy dzień, ale już sama możliwość pokonania tak długiej trasy za kilkadziesiąt złotych robi wrażenie.
Pociąg ruszył w czerwcu, ale w Polsce był autobusem
Leo Express oficjalnie uruchomił nowe połączenie 25 czerwca. Problem w tym, iż pociąg kursował wówczas tylko pomiędzy Frankfurtem a czeskim Boguminem. Pasażerowie jadący z Polski byli dowożeni do Bogumina autobusami. Tam dopiero przesiadali się do adekwatnego składu. Podobnie wyglądała podróż w przeciwnym kierunku.
Powodem nie był brak wagonów ani remont torów w Polsce. Trwało bowiem badanie równowagi ekonomicznej wszczęte po wniosku PKP Intercity. Narodowy przewoźnik chciał, aby Urząd Transportu Kolejowego sprawdził, czy nowy komercyjny pociąg nie zaszkodzi połączeniom wykonywanym na podstawie umowy z państwem.
Jak pisaliśmy w marcu w tekście: PKP doniosło na Leo Express. Ktoś tu chyba jest zazdrosny, PKP Intercity obawiało się, iż konkurent odbierze pasażerów pociągom dotowanym z budżetu. Mniejsza sprzedaż biletów mogłaby oznaczać większą rekompensatę potrzebną do utrzymania publicznych połączeń.
PKP Intercity zwracało też uwagę na częściowe pokrywanie się godzin i tras obu przewoźników. Podważało ponadto to, czy Leo Express dysponuje wystarczającą liczbą lokomotyw i wagonów, aby rzeczywiście zrealizować zapowiedzianą ofertę.
Formalnie narodowy przewoźnik miał prawo złożyć taki wniosek. Badanie równowagi ekonomicznej nie jest wymyślonym przez PKP sposobem blokowania rywali, tylko stosunkowo powszechną procedurą wynikającą z przepisów. Ma chronić sytuację, w której prywatna firma wybiera najbardziej dochodowe kursy, a państwowemu przewoźnikowi zostawia kosztowne połączenia wymagające dopłat. W tym przypadku procedura sprawiła, iż gotowy pociąg przez ponad miesiąc nie mógł wjechać do Polski z pasażerami.
UTK nie uwierzył, iż jeden pociąg zachwieje PKP
Po przeanalizowaniu danych Urząd Transportu Kolejowego nie podzielił obaw PKP Intercity. Regulator uznał, iż częściowa zbieżność tras i godzin nie oznacza jeszcze, iż Leo Express automatycznie odbierze pasażerów pociągom publicznym.
Zdaniem UTK nowa linia ma przede wszystkim charakter międzynarodowy. Jej główną zaletą jest bezpośrednie połączenie południowej Polski z Czechami i Niemcami, a więc oferta, której wcześniej w takiej formie nie było.
Urząd zwrócił uwagę, iż dodatkowy pociąg może nie tylko przejąć część dotychczasowych podróżnych, ale także przyciągnąć na kolej zupełnie nowe osoby. Ktoś, kto wcześniej wybierał autobus, samochód albo samolot, może zdecydować się na nocny przejazd bez przesiadek.
UTK stwierdził ostatecznie, iż PKP Intercity nie wykazało w wystarczający sposób, aby połączenie zagrażało równowadze finansowej przewozów publicznych. Nie potwierdziły się także zastrzeżenia dotyczące taboru. Leo Express wskazał, iż wykorzysta lokomotywy Siemens Vectron i wagony przystosowane do ruchu międzynarodowego.
Przewoźnik otrzymał zgodę na codzienne uruchamianie jednej pary pociągów do grudnia 2030 r. Regulator uznał również, iż na trasie pozostaje wystarczająco dużo przepustowości. Nowy kurs może najwyżej wymusić kilkuminutowe przesunięcia innych pociągów.
Największe zmiany odczują pasażerowie ze wschodu kraju
Frankfurt nie jest jedynym powodem, dla którego ta linia ma sens. Pociąg zatrzymuje się po drodze w wielu miastach, do których z Polski trudno było dotrzeć bez przesiadania się w Berlinie, Pradze albo Wiedniu.
Mieszkaniec Rzeszowa dostaje bezpośrednie połączenie z Pragą i Dreznem. Pasażer z Krakowa może przejechać nocą do środkowych Niemiec. Z kolei Przemyśl staje się punktem przesiadkowym dla osób przyjeżdżających z Ukrainy.
To właśnie połączenia międzynarodowe są największą szansą prywatnych przewoźników. Nie muszą kopiować każdego pociągu PKP Intercity. Mogą budować długie trasy łączące miasta, których państwowi operatorzy wcześniej nie spięli jednym składem.
Leo Express nie ukrywa zresztą większych ambicji. Jak pisaliśmy w tekście: Leo Express wjeżdża do Polski na pełnej. 5 nowych miast i cios w ceny PKP, przewoźnik chce rozwijać działalność na kolejnych polskich trasach. Dla PKP Intercity oznacza to, iż konkurencja przestaje być dodatkiem kursującym kilka razy w tygodniu. Staje się prawdziwą konkurencją, która może zagrozić naszemu narodowemu przewoźnikowi.














