
Polski Piorun 2 zrobił kolejny krok w stronę produkcji. Właśnie wyróżniono technologię układów detekcyjnych nowej generacji, które mają umożliwić wdrożenie nowego przenośnego zestawu przeciwlotniczego oraz modernizację obecnego Pioruna.
CRW Telesystem-Mesko podczas trwania Defence24 Days otrzymało nagrodę Orła Bezpieczeństwa za technologię układów detekcyjnych nowej generacji. To właśnie one mają stać się podstawą Pioruna 2, czyli rozwinięcia polskiego przenośnego zestawu przeciwlotniczego.
Układ detekcyjny to w uproszczeniu oko rakiety. W przypadku zestawów naprowadzanych na podczerwień odpowiada za wykrycie celu, odróżnienie go od tła, przechwycenie sygnału i dalsze śledzenie obiektu aż do trafienia. o ile ten element jest lepszy, cały pocisk może skuteczniej radzić sobie z trudnymi celami, zakłóceniami i pułapkami termicznymi.
Piorun 2 ma oferować większy zasięg, wyższy pułap rażenia i większą odporność na zakłócenia naturalne oraz sztuczne. Oznacza to próbę odpowiedzi na to, co dzieje się dziś w powietrzu: więcej dronów, więcej celów nisko lecących, więcej środków walki elektronicznej i coraz lepsze systemy samoobrony na samolotach oraz śmigłowcach.
To detektor decyduje, czy rakieta zobaczy cel
W przenośnym zestawie przeciwlotniczym nie ma miejsca na duże radary i rozbudowane komputery. Cały system musi być na tyle lekki, by mógł go przenosić żołnierz, a jednocześnie na tyle skuteczny, by pocisk po odpaleniu potrafił samodzielnie odnaleźć cel. To bardzo trudne połączenie.
Głowica naprowadzająca musi wykrywać promieniowanie cieplne emitowane przez cel, ale nie może dać się łatwo oszukać. Samolot, śmigłowiec czy rakieta mogą używać flar, czyli pułapek termicznych. Dron może mieć znacznie słabszą sygnaturę cieplną niż klasyczny samolot. W tym wszystkim bardzo przeszkadzać może także otoczenie: chmury, rozgrzana ziemia, odbicia promieniowania, dym albo nagłe zmiany warunków atmosferycznych.
Nowa generacja detektorów ma pomóc właśnie w takich warunkach. Nie chodzi wyłącznie o mocniejszy sensor, ale o lepsze rozpoznawanie celu, większą odporność na fałszywe sygnały i stabilne śledzenie obiektu w czasie lotu. W zestawie odpalanym z ramienia każdy gram, każdy układ i każdy proces musi być dopracowany, bo rakieta działa w ekstremalnych warunkach: przy dużych przeciążeniach, wibracjach i prędkości naddźwiękowej.
Obecny Piorun jest bardzo istotny dla polskiej obrony
Piorun nie jest produktem, którego dopiero czeka na sprawdzian. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich systemów uzbrojenia ostatnich lat. Obecna wersja ma zasięg od 400 m do 6500 m i może zwalczać cele na wysokościach od 10 m do 4000 m. Służy do rażenia śmigłowców, samolotów, bezzałogowców i rakiet skrzydlatych.
Piorun jest więc elementem obrony powietrznej bardzo krótkiego zasięgu. Może być odpalany z ramienia, ale jest też używany w systemach takich jak Poprad oraz Pilica i Pilica+. Ta sama rakieta może działać w różnych konfiguracjach: jako broń pojedynczego żołnierza, element mobilnego zestawu przeciwlotniczego albo część większego systemu ochrony obiektów.
Piorun zdobył też mocną pozycję eksportową. Trafił do kilku państw europejskich i został sprawdzony bojowo na Ukrainie. To ostatnie ma szczególne znaczenie, bo wojna zweryfikowała wiele systemów, które wcześniej oceniano głównie na podstawie testów poligonowych. Skuteczność Pioruna zwiększyła zainteresowanie polskimi rozwiązaniami, ale jednocześnie podniosła poprzeczkę dla następcy.
Agencja Uzbrojenia już szuka zestawu nowej generacji
Istotnym kontekstem są tu działania Agencji Uzbrojenia, która uruchomiła wstępne konsultacje rynkowe w sprawie przenośnych zestawów przeciwlotniczych nowej generacji. Oznacza to wyraźne przejście od teoretyzowania do etapu badania rynku. Wojsko aktywnie weryfikuje dostępne technologie i definiuje docelowe parametry dla następców w tej chwili eksploatowanych systemów.
Zobacz także:
Piorun 2 dobrze wpisuje się w takie zapotrzebowanie. Polska ma już bazę w postaci sprawdzonego Pioruna, krajowy przemysł, doświadczenie z eksportu i wnioski z użycia bojowego. Naturalnym ruchem jest więc rozwinięcie systemu, a nie zaczynanie od zera.














