Niektóre rzeczy trudno wytłumaczyć na tzw. chłopski rozum, czyli zdroworozsądkowo. Zdecydowanie należy do nich używanie wysokich obręczy aerodynamicznych na szutrach. A jednak wystarczy raz przejechać się na dobrych kołach tego typu, by przekonać się, iż ma to sens. I powrót do niskich, klasycznych jest… trudny. Nie to, iż się nie da – tylko jazda na kołach, które sprawiają wrażenie szybszych, wciąga. A skoro takie się wydają, to na pewno też są. Czy nie?

Postanowiłem to zweryfikować, używając nowych kół Dandy Horse GRX 52.
Warunki testowe
A iż pogodę tej zimy mamy w Polsce… mieszaną (jest zima, więc jest zimno, jak powiedziała pani klasyk), zabrałem je na speed bikepacking w region Walencji. Zakładając, iż kilkaset kilometrów pozwoli wyrobić sobie pierwsze wrażenie i będzie stanowić doskonały wstęp do testu długodystansowego.
Ojos Negros, moja trasaHiszpanie – poza słońcem i jedzeniem – mają też do zaoferowania coś wyjątkowego. Jest to cała sieć tras rowerowych poprowadzonych po starych liniach kolejowych, znanych jako Vias Verdes (czyli zielone drogi). Najdłuższa z nich znajduje się koło Walencji i nazywa się Ojos Negros. Oficjalnie liczy 160 km, ale krążąc po okolicy przekonałem się, iż podobnych odcinków jest zdecydowanie więcej. Ważne jest to, iż zwykle są one szutrowe i przebiegają poza ruchem ulicznym. Można się więc skoncentrować na jeździe, bez stresu wywołanego ruchem, a moja trasa licząca ponad 400 km w ponad połowie przebiegala właśnie pod nich.
To też!Warunki testowe zostały zoptymalizowane w ten sposób, iż do kół dobrałem szybkie opony Wolfpack Super Speed (oficjalnie 40 mm, na tych obręczach liczyły 42 mm), a rower dodatkowo obciążyłem lekkim bagażem. Bo nie ma nic lepszego niż samowystarczalność. Mimo wszystko jednak w sakwach znalazł się zestaw naprawczy Trezado wraz z knotami, a w oponach świeże mleko tej samej firmy.
Jedna z par Zippów 303 XPLR w akcjiTło testu i doświadczenie
Oczywiście skojarzenia z kołami Zippa 303 XPLR nie są przypadkowe, bo to Amerykanie praktycznie stworzyli nową kategorię podobnych, ultraszerokich obręczy. Podobieństwo widać od razu! Mieliśmy w teście dwa różne zestawy, jeździliśmy w redakcji także na innych kołach o tej samej szerokości (Justyna Jarczok na customowym zestawie startowała w gravelowych mistrzostwach świata). I nie da się ukryć, iż koncepcja jest kusząca, bo za obietnicą stoją też adekwatności jezdne.
W przypadku Zippów problematyczna jest ograniczona ilość kompatybilnych opon. Być może dlatego częściej, niż spodziewalibyśmy się, łapaliśmy na nich przebicia. Nowe Dandy, wyraźnie nimi inspirowane, wydają się mieć same obiecywane zalety, bez wad. Ostateczny „wyrok” wymaga testu długodystansowego, ale pierwsze wrażenia są obiecujące.

Pierwsze kilometry – wrażenie prędkości, które nie znika
Już pierwsze godziny jazdy pokazały, iż charakter tych kół nie polega wyłącznie na efekcie wizualnym. Szeroka obręcz sprawia, iż opona pracuje stabilniej i bardziej przewidywalnie, a rower zaczyna płynąć po szutrze w sposób, który trudno osiągnąć na klasycznych konstrukcjach. Nie chodzi o nagłe przyspieszenie, ale o łatwość utrzymywania tempa i specyficzne poczucie stabilności, które pomaga w długiej jeździe. Nie chodzi przy tym o sam efekt żyroskopowy, bo ten związany jest z masą – a tu jest ona niewielka! To połączenie wysokiej obręczy plus szeroko osadzonej opony, dostajemy w ten sposób gravelowego „monster trucka”, ale bez oddalenia od ziemi kabiny tamtego.

Obręcze – to projekt własny Dandy Horse, a nie wybór z chińskiego katalogu! – mierzą 52 wyskości i mają szerokość wewnętrzną 32 mm oraz zewnętrzną 42,5 mm.
Na trasach Vias Verdes, gdzie nawierzchnia jest szybka, ale daleka od ideału, szczególnie wyraźnie czuć redukcję mikrowibracji. A raczej jej nie czuć, bo się o niej nie myśli – dopiero po fakcie konstatując, iż choć obręcze były wysokie, to jazda nie męczyła. To wbrew intuicji i doświadczeń z szosy, gdzie wysokie stożki są po prostu twarde. Bo tu rower pozostaje spokojny, a koncentracja może skupić się na rytmie jazdy zamiast na walce z nawierzchnią. To właśnie w takich warunkach zaczyna być zrozumiałe, dlaczego wysoka i szeroka obręcz w gravelu nie jest ekstrawagancją, ale logiczną ewolucją.
To rzeczy trudno mierzalne, Zipp sięgał po wykresy niczym z oscyloscopu. Ja do swojego doświadczenia. W dodatku Ojos Negros, przecinając trzy regiony, nie jest jednolite pod względem nawierzchni. Od praktycznie nowego szutru rozpiętość sięga przez „grasfalt” (takie stadium pomiędzy) po asfalt i… glinę z drugiej strony. Także temperatury miały rozpiętość o5 do 25 stopni.

Szerokość obręczy — realny wpływ na oponę
Deklarowane czterdzieści milimetrów opony Wolfpack na obręczy o szerokości wewnętrznej 32 mm zmieniło się w około 42 mm realnej szerokości. Sama liczba nie jest tu najważniejsza. Istotniejsze jest to, jak opona układa się na obręczy. Profil staje się pełniejszy, boczne ścianki są stabilniejsze – „stoją” na wprost (!), a możliwość jazdy na niższym ciśnieniu przestaje wiązać się z poczuciem pływania. Dandy Horse na swojej stronie pisze:

„Wysoki profil 52 mm ułatwia utrzymanie prędkości. Został opracowany w oparciu o analizy CFD, które potwierdziły wyraźne obniżenie oporu powietrza przy zachowaniu wysokiej stabilności na bocznym wietrze.” Przy oponach jakie użyłem oznacza to przejście kształtu opony w obręcz. Analiza CFD to komputerowy odpowiednik tunelu aerodynamicznego, ale możecie zobaczyć na zdjęciahc sami iż poszerrzenie opony ma przełożenie na płynność tego przejścia.
Co do ciśnienia w moim przypadku było to 33 i 35 PSI – tyle wyszło z wyliczeń z kalkulatora Zippa, przy założeniu wagi roweru 12 kg (z bagażem) i użytkownika 75 kg. To wartości niemal tak niskie jak w MTB, a jednak opon nie sprawiały wrażenia za miękkich.
W praktyce przekłada się to na większą trakcję oraz spokój prowadzenia w zakrętach, ale też na mniejsze straty energii wynikające z pracy opony na nierównościach. To jeden z tych elementów, które znów trudno zmierzyć wprost, a jednocześnie bardzo łatwo odczuć po kilku godzinach jazdy.

Masa — liczby, które uspokajają
W praktyce ogromne znaczenie ma też masa zestawu. Testowana para na piastach DT Swiss 350 ważyła 679 gramów z przodu i 764 gramy z tyłu, co daje łącznie 1443 gramy z oklejonymi obręczami, ale bez wentyli. Zważyłem je przed montażem opon.



Jak na obręcz o wysokości 52 mm i szerokości wewnętrznej 32 mm jest to wynik, który trudno uznać za kompromisowy. Podczas jazdy nie pojawia się poczucie bezwładności typowe dla ciężkich, wysokich kół, a przyspieszanie pozostaje naturalne.

Wysoki profil — aerodynamika bez nerwowości
Obawy o zachowanie kół na bocznym wietrze były naturalne, zwłaszcza przy tak wysokiej obręczy. W praktyce nie pojawiło się jednak nic, co można by uznać za problematyczne. Profil wydaje się stabilny, a rower nie reaguje gwałtownie na podmuchy. A w drodze powrotnej trafiłem na dzień, w którym zawodników w Volta a la Comunitat Valenciana zmuszono do rezygnacji z rowerów czasowych na etapie, bo wiatr był huraganowy. Jednocześnie przy wyższych prędkościach czuć subtelną pomoc w utrzymaniu tempa, szczególnie na otwartych odcinkach.
Nie jest to efekt spektakularny jak w szosie, ale wystarczający, by odczuć, iż koła nie przeszkadzają w szybkim gravelu, a wręcz pomagają zachować płynność jazdy.


Hooked — bezpieczeństwo i swoboda doboru opon
W kontekście obaw o brak, czy obecność haków w obręczach w innych zestawach zastosowanie klasycznego rantu tzw. hooked ma duże znaczenie. Opona osadza się pewnie, a możliwość eksperymentowania z ciśnieniem i różnymi modelami ogumienia daje większy komfort psychiczny podczas długiej jazdy. choćby jeżeli osobiście nie miałem problemów z obręczami hookless – to zresztą występuje raczej na szosie przy wysokich ciśnieniach – to doceniam tę dbałość o detal.


Charakter użytkowy — nie tylko wyścig
Mimo wyraźnie sportowego charakteru koła dobrze odnajdują się także w jeździe z lekkim bagażem. Limit wagowy 130 kg (!) oraz ogólna sztywność konstrukcji sprawiają, iż nie pojawia się wrażenie nadmiernej delikatności. To ważne, bo gravel coraz rzadziej oznacza wyłącznie szybkie pętle treningowe, a coraz częściej długie, samowystarczalne trasy.

Piasty — wybór charakteru zestawu
Koła Dandy Horse powstają na zamówienie, o czym na każdym kroku warto wspominać. Tu można wybrać różne szprychy – zwykłe bądź aero, ale też są do wyboru trzy warianty piast:
- Dandy Horse TCN z bębenkiem 72 z
- DT Swiss 350
- DT Swiss 240


Pierwszy werdykt
Po kilkuset kilometrach trudno mówić o pełnym teście, ale pierwsze wrażenie jest spójne z początkową intuicją. Wysokie i bardzo szerokie koła gravelowe przestają być ciekawostką, a zaczynają być realnym narzędziem poprawiającym komfort, stabilność i tempo jazdy. Wrażenie prędkości nie znika wraz z kolejnymi kilometrami, ale zaczyna być coraz bardziej uzasadnione tym, jak rower zachowuje się na trasie.
Ostateczna ocena będzie wymagała dalszych kilometrów i bardziej zróżnicowanych warunków, ale już teraz widać, iż powrót do klasycznych, węższych obręczy może być trudniejszy, niż początkowo mi się wydawało.
No i ten dźwięk – przy większej prędkości pięknie szumią, bo duże obręcze działają jak pudła rezonansowe. Czy muszę dodawać, iż za to także je lubię?
Bezpośredni link do konfiguratora, w którym możecie je zbudować pod siebie: dandyhorse.cc/sklep/grx-52/
Ceny zaczynają się od 4199 zł.
Artykuł powstał w ramach płatnej współpracy z dandyhorse.cc
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Radziwonowski









