Pierwsi Europejczycy jedli swoich. Kanibalizm nie wybierał wieku

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Nacięcia na kościach dorosłych pokazują, iż Homo antecessor traktował jak pożywienie ludzi w różnym wieku.

Przez lata kości z hiszpańskiej Gran Doliny układały się w bardzo ponury, ale dość czytelny obraz: jedni z pierwszych mieszkańców Europy jedli głównie dzieci i młodocianych członków innych grup. Tegoroczne wykopaliska dorzuciły brakującą część tej historii. Wśród nowych szczątków są dorośli, których ciała obrabiano tymi samymi narzędziami co upolowane zwierzęta.

W ziemi leżały kości, których wcześniej prawie nie było

Archeolodzy wrócili do warstwy Aurora w Gran Dolinie, jednej z jaskiń należących do kompleksu stanowisk w Atapuerce na północy Hiszpanii. To właśnie tam w latach 90. odkryto szczątki, które doprowadziły do opisania gatunku Homo antecessor.

Nazwa oznacza człowieka poprzednika, choć jego dokładne miejsce na naszym drzewie rodowym pozostaje przedmiotem dyskusji. Nie należy wyobrażać go sobie jako pierwszego Europejczyka w ścisłym znaczeniu ani naszego bezpośredniego dziadka. Był jednym z bardzo wczesnych przedstawicieli rodzaju Homo żyjących na zachodzie kontynentu około 850 tys. lat temu.

Tegoroczna kampania dostarczyła co najmniej 24 nowych ludzkich skamieniałości. Są wśród nich fragment kości skroniowej czaszki, kręgi szyjne i lędźwiowe, paliczki dłoni i stóp, 3 zęby oraz kawałki kości ramion i nóg. Po raz pierwszy w tym miejscu znaleziono również kość łokciową Homo antecessor.

Dla osoby patrzącej na zdjęcia mogą to być niepozorne, połamane fragmenty. Dla paleoantropologów ich wartość bierze się właśnie z tego, czego wcześniej brakowało: wiele należy do dorosłych. Dotychczasową kolekcję z tej warstwy tworzyły przede wszystkim szczątki dzieci i osobników młodocianych. Dorosłych było tak mało, iż obraz całej populacji przypominał fotografię grupową, na której z jakiegoś powodu prawie wszyscy starsi wyszli poza kadr.

Nowe znaleziska zwiększają minimalną liczbę rozpoznanych osobników do 13-15. Co najmniej 6 z nich mogło być dorosłych. To nie tylko większy zestaw kości. To zupełnie inna struktura wiekowa, która pozwala ponownie zadać pytanie o to, kogo adekwatnie zjadano w Gran Dolinie.

Nacięcia nie powstały podczas przypadkowego uszkodzenia kości

Słowo kanibalizm przyciąga uwagę chyba tak skutecznie, iż łatwo przeskoczyć nad najważniejszym pytaniem: skąd archeolodzy wiedzą, iż człowiek rzeczywiście został zjedzony? Samo znalezienie ludzkiej kości w miejscu zamieszkanym przez innych ludzi nie wystarcza. Ciało mogło zostać pochowane, porzucone, rozszarpane przez zwierzę albo przemieszczone przez wodę. Dlatego badacze szukają całego zestawu śladów, które razem układają się w historię obróbki zwłok.

Na kościach z Gran Doliny znajdują się nacięcia wykonane kamiennymi narzędziami. Ich położenie odpowiada miejscom, w których oddziela się mięśnie, przecina ścięgna i rozczłonkowuje ciało. Niektóre kości rozbijano, prawdopodobnie po to, by dostać się do szpiku. Wcześniej znajdowano również ślady ludzkich zębów.

Najmocniejszy argument pojawia się jednak dopiero przy porównaniu ludzkich szczątków z kośćmi zwierząt. W tej samej warstwie leżały pozostałości jeleni, koni, bydłowatych, nosorożców, bobrów i innych zwierząt. Ludzkie ciała obrabiano podobnie jak ich tusze. Nie widać osobnej, ceremonialnej procedury zarezerwowanej wyłącznie dla zmarłych ludzi. Kości Homo antecessor były rozrzucone wśród narzędzi i resztek pożywienia, a ślady wskazują na odcinanie mięsa oraz wykorzystanie najbardziej wartościowych części ciała.

To dlatego zespół od lat interpretuje Gran Dolinę jako najstarszy dobrze udokumentowany przypadek kanibalizmu o charakterze żywieniowym. Nie chodziło jedynie o symboliczne naruszenie ciała przeciwnika. Ludzie stanowili źródło mięsa i tłuszczu, podobnie jak zwierzęta przynoszone do jaskini.

Wcześniej podejrzewano, iż dzieci były po prostu łatwiejszą zdobyczą

Poprzedni zestaw szczątków miał bardzo charakterystyczny profil. Dominowały dzieci, nastolatki i młodzi dorośli. Starszych osobników niemal nie było. Trudno było uznać taki rozkład za nieistotny przypadek, dlatego pojawiło się kilka prób jego wyjaśnienia. Jedna z najmocniejszych hipotez zakładała kanibalizm międzygrupowy. Homo antecessor miał polować nie tylko na zwierzęta, ale także na członków konkurencyjnych społeczności. Młody człowiek byłby w takim układzie łatwiejszym i bezpieczniejszym celem niż silny dorosły zdolny do walki.

Nie musiało przy tym chodzić jedynie o kalorie. Zabijanie potomstwa sąsiedniej grupy mogło ograniczać jej liczebność, osłabiać rywala i ułatwiać przejęcie terenu. Kanibalizm byłby wówczas elementem przemocy terytorialnej, a jednocześnie sposobem pozyskania pożywienia. Taka interpretacja miała jednak słaby punkt: opierała się na bardzo małej i nierównej próbie. Archeolodzy nie mieli pewności, czy widzą rzeczywistą selekcję ofiar, czy po prostu fragment populacji, który przypadkiem zachował się w przebadanym kawałku osadu.

Teraz do kolekcji dołączyli także dorośli, a część ich kości także nosi ślady cięcia. Nie oznacza to oczywiście, iż wcześniejsza hipoteza była całkowicie błędna. Dzieci przez cały czas mogły być zabijane częściej albo traktowane inaczej. Wiadomo już jednak, iż nie były jedynymi ofiarami. Kanibalizm w Gran Dolinie nie kończył się po przekroczeniu określonego wieku. jeżeli człowiek trafiał w ręce grupy obrabiającej ciała, dorosłość najwyraźniej nie zapewniała mu ochrony.

Nie wiadomo jeszcze, czy zjadali obcych, czy własnych zmarłych

Najbardziej kuszący scenariusz mówi o ataku na sąsiednią grupę: zwycięzcy zabijają przeciwników, zabierają ciała do jaskini i wykorzystują je jak zdobycz łowiecką. Pasuje do nacięć, rozbijania kości i podobnego traktowania ludzi oraz zwierząt. Tyle iż kości nie przechowują imion ani relacji rodzinnych. Nie mówią, czy zjedzony dorosły był wrogiem, członkiem własnej społeczności, osobą zabitą w walce czy kimś, kto umarł z innych przyczyn.

Rozważano więc również możliwość zjadania członków własnej grupy po ich śmierci. Mogło chodzić o rytuał pogrzebowy, wykorzystanie dostępnego źródła pożywienia albo praktykę, która łączyła kilka znaczeń naraz.

Dzisiaj często próbujemy dzielić kanibalizm na kategorie: głodowy, rytualny, wojenny albo żywieniowy. Takie szufladki dobrze wyglądają w książce, ale nie musiały istnieć w głowach ludzi sprzed 850 tys. lat. Zjedzenie przeciwnika mogło jednocześnie usuwać rywala, dostarczać jedzenia i mieć znaczenie społeczne. Badacze są pewni, iż ciała poddano intensywnej obróbce i iż tkanki zostały wykorzystane. Znacznie trudniej zrekonstruować cały ciąg wydarzeń prowadzący do śmierci.

Nowe kości mogą jednak coś zmienić. Porównanie śladów na szczątkach dzieci i dorosłych pozwoli sprawdzić, czy wszystkie ciała rozbierano tak samo. Różnice w sposobie cięcia, rozbijania albo doborze części mogłyby wskazywać, iż wiek miał znaczenie choćby wtedy, gdy na końcu wszyscy trafiali do tego samego archeologicznego śmietnika.

Nie byli dzikimi potworami stojącymi poza ludzką historią

Przy takich odkryciach gwałtownie pojawia się pokusa, by Homo antecessor przedstawić jako jakiegoś strasznego potwora. Pozwala to oddzielić ich zachowanie od nas samych. Oni byli prymitywni, my jesteśmy cywilizowani, więc nieprzyjemna opowieść kończy się bezpiecznie 850 tys. lat temu. Tyle iż kanibalizm pojawiał się wielokrotnie u różnych populacji człowieka. Ślady zjadania ludzi znamy ze stanowisk neandertalskich, paleolitycznych społeczności Homo sapiens oraz znacznie późniejszych kultur.

Jak pisaliśmy w tekście: Zmiany klimatyczne zmusiły neandertalczyków do kanibalizmu, szczątki z francuskiej jaskini Moula-Guercy również noszą ślady obróbki podobnej do tej stosowanej przy zwierzętach. W tamtym przypadku jedną z rozważanych przyczyn był kryzys żywnościowy wywołany gwałtowną zmianą środowiska.

Gran Dolina pokazuje inną możliwość. Jej mieszkańcy potrafili zdobywać zwierzęta, obrabiać mięso, przynosić tusze i korzystać z różnych kamiennych surowców. Nie byli grupą, która znała wyłącznie jeden desperacki sposób przeżycia. Kanibalizm funkcjonował obok zwykłego łowiectwa.

To czyni sprawę bardziej interesującą, a nie mniej ludzką. Zachowanie nie musiało wynikać z braku inteligencji ani zdolności społecznych. Mogło być właśnie częścią zasad obowiązujących w grupie: dopuszczalnym sposobem traktowania obcych, zmarłych albo pokonanych.

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Idź do oryginalnego materiału