
W Bahrajnie ucierpieli cywile, choć celem miała być obrona przed irańskim dronem. Patriot znów pokazuje, iż skuteczność i bezpieczeństwo nie zawsze idą razem w parze.
Nowa analiza opisana przez Reuters wskazuje z umiarkowanie wysoką pewnością, iż pocisk mógł zostać wystrzelony z obsługiwanej przez USA baterii Patriot w Riffa. To nie jest tylko historia o jednym incydencie. To znacznie szerszy problem. Jak długo da się bronić miast przed tanimi dronami przy pomocy bardzo drogich systemów, które choćby przy skutecznym przechwyceniu mogą siać zniszczenie tam, gdzie miały chronić?
Co wydarzyło się nad Bahrajnem?
Do samej eksplozji doszło 9 marca nad dzielnicą Mahazza na wyspie Sitra w Bahrajnie. Jeszcze tego samego dnia władze w Manamie i amerykańskie dowództwo CENTCOM obarczyły winą irański atak dronowy. Później Bahrajn przyznał, iż w incydencie brał udział system Patriot, ale utrzymywał, iż interceptor zniszczył irański bezzałogowiec w powietrzu i to właśnie taka operacja uratowała życie mieszkańców. Równocześnie władze zaznaczyły, iż zniszczenia nie były skutkiem bezpośredniego uderzenia w ziemię ani samego Patriota, ani drona.
Zespół z Middlebury Institute of International Studies at Monterey przeanalizował nagrania z mediów społecznościowych, geolokalizację i komercyjne zdjęcia satelitarne. Wniosek był taki, iż podejrzany pocisk najpewniej wystartował z baterii Patriot położonej około 7 km na południowy zachód od miejsca eksplozji, a charakter tego stanowiska bardziej pasuje do amerykańskiej niż bahrajńskiej obsługi. Reuters pokazał tę analizę dodatkowym ekspertom od targetingu i systemu Patriot, którzy nie znaleźli powodów, by ją podważać.
Badacze nie byli w stanie z całkowitą pewnością ustalić, czy Patriot rzeczywiście trafił drona, czy też eksplozja była skutkiem zdetonowania samego interceptora z niewypalonym paliwem. Zwrócili jednak uwagę, iż rozrzut zniszczeń na kilku ulicach i brak krateru bardziej pasują do eksplozji w powietrzu niż do klasycznego uderzenia niewielkiego drona w jeden punkt. Nie zdołano niezależnie potwierdzić obecności irańskiego drona nad samą dzielnicą, a Stany Zjednoczone nie odpowiedziały wprost na pytania o swoją rolę w tym konkretnym incydencie.
Podstawowy amerykański system obrony przeciwlotniczej, który zawiódł, a nie powinien
Patriot to podstawowy amerykański system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu, rozwijany przez Raytheon i uzbrojony m.in. w pociski PAC-3 MSE produkowane przez Lockheed Martin. To właśnie on stanowi rdzeń obrony wielu państw sojuszniczych USA. Bahrajn podpisał duży pakiet zakupowy Patriota już w 2019 r., a według dokumentów DSCA wartość całego pakietu wynosiła około 2,478 mld dol. i obejmowała m.in. 60 pocisków PAC-3 MSE, 36 GEM-T, 9 wyrzutni M903 i 3 zestawy radarowe. Pierwszą dostawę PAC-3 MSE Lockheed Martin ogłosił w marcu 2024 r.
To nie jest więc improwizowana broń do awaryjnych zadań, tylko jeden z najważniejszych filarów zachodniej obrony powietrznej. Właśnie dlatego ten incydent robi takie wrażenie. I to niekoniecznie pozytywne. Kiedy kłopot ma tania, prowizoryczna technologia, można go zbyć jako wypadek wpisany w chaos wojny. Kiedy problem dotyczy systemu, który ma być synonimem precyzji i bezpieczeństwa, pytania robią się znacznie poważniejsze.
Najpierw fakty, potem niewygodny wniosek
Na poziomie czysto wojskowym można tę historię próbować bronić. Bahrajn twierdzi, iż Patriot przechwycił drona i zapobiegł gorszemu scenariuszowi. To jest możliwe. Analiza Middlebury nie wyklucza wariantu, w którym interceptor rzeczywiście kierował się na nisko lecący cel, a eksplozja była skutkiem kontaktu z nim. Problem w tym, iż choćby jeżeli tak właśnie było, bilans wciąż wygląda bardzo, bardzo źle: cywile zostali ranni, domy zostały uszkodzone, a obrona przeciwlotnicza nie zapobiegła tego samego wieczoru uderzeniu w pobliską rafinerię Bapco.
I tu dochodzimy do sedna. W nowej wojnie powietrznej nie wystarczy już powiedzieć, iż pocisk wystartował, więc system zadziałał. Dziś liczy się także to, gdzie dochodzi do przechwycenia, jakim kosztem i co spada potem na ziemię. Obrona nie kończy się w chwili odpalenia interceptora. Obrona kończy się wtedy, gdy miasto jest naprawdę bezpieczne. W Bahrajnie tego bezpieczeństwa po prostu nie było.
Patriot ma dziś bardzo drogi problem
To nie jest tylko problem jednego incydentu. To problem całej zachodniej odpowiedzi na masowe, tanie drony. W ostatnich dniach pojawiły się doniesienia, iż państwa Zatoki i siły USA coraz mocniej zderzają się z brutalną matematyką wojny: Shahedy i podobne bezzałogowce są relatywnie tanie, a ich zwalczanie dzięki zaawansowanych myśliwców i interceptorów bywa skrajnie nieopłacalne. Patriot to wydatek rzędu około 4 mln dol. za interceptor, podczas gdy atakujące drony mogą kosztować dziesiątki tysięcy dolarów.
System projektowano z myślą o ochronie przed samolotami, rakietami i bardziej klasycznymi zagrożeniami powietrznymi. Tymczasem współczesne pole walki zalewają setki wolniejszych, tańszych, często jednorazowych bezzałogowców. jeżeli na każdy taki cel trzeba odpowiadać bronią liczona w milionach dolarów, to choćby skuteczna obrona może przegrać ekonomicznie. A jeżeli do tego dojdzie ryzyko wybuchu nad zabudową mieszkaniową, robi się jeszcze gorzej – bo wtedy koszt jest nie tylko finansowy, ale też polityczny i po prostu ludzki.












