
Kto zapewni dostęp do żywności w przypadku kryzysu?
Czy o ewentualnych zagrożeniach się dowiemy, a jeżeli tak, to czy i gdzie będziemy mogli się schronić. Temat żywności schodzi na dalszy plan, a to powinno martwić.
W niedawno opublikowanym na łamach Spider’s Web tekście „10 dni bez sklepu, lodówki i prądu. Postanowiłem przygotować się na kryzys”, Bogdan Stech opis podjętych przez siebie działań nieprzypadkowo zaczął od jedzenia.
Chodzi rzeczy, które mają długi termin przydatności, są kaloryczne, można je przechowywać bez lodówki i, co dla mnie bardzo ważne, można zjeść bez gotowania. To ostatnie może mieć większe znaczenie, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. o ile zabraknie prądu, nie będzie działała lodówka, ale problemem może być również przygotowanie ciepłego posiłku. Dlatego w moich zapasach znalazły się produkty, które można otworzyć i po prostu zjeść.
Mój redakcyjny kolega przygotował zapas dla trzech osób, który powinien wystarczyć na 10 dni i zapewnić ok. 60–75 tys. kcal. A co w przypadku, gdy podobnego zestawu na czarną godzinę mieć nie będziemy?
Czy polskie miasta gotowe są na ewentualny kryzys żywnościowy?
Instytut Strategii Żywnościowych Grunt postanowił to sprawdzić i dlatego prowadzi badanie odporności polskich miast na kryzysy żywnościowe. Jak podkreślają autorzy, kryzys żywnościowy nie ogranicza się wyłącznie do sytuacji fizycznego braku produktów. To także „gwałtowny wzrost cen, zakłócenia w dostawach czy trudności w dystrybucji, wynikające m.in. z awarii infrastruktury, ekstremalnych zjawisk pogodowych czy innych sytuacji kryzysowych”.
Instytut przypomina, iż ustawa z 5 grudnia 2024 roku o ochronie ludności i obronie cywilnej zobowiązuje wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do zapewnienia zasobów potrzebnych do wykonywania zadań ochrony ludności przez co najmniej trzy dni trwania zagrożenia. Tylko jak to wygląda w praktyce?
W rozmowie z Portalem Samorządowym dr Paulina Sobiesiak-Penszko, prezeska Instytutu Strategii Żywnościowych Grunt, zauważa, iż „jesteśmy dopiero na początku rozmowy o tym, jak podejść do bezpieczeństwa żywnościowego na poziomie lokalnym”. Dla wielu samorządów ciągle nie jest to temat, któremu poświęca się należytą uwagę.
Przez bardzo długi czas, myśląc o bezpieczeństwie żywnościowym, koncentrowaliśmy się na pytaniu, czy produkujemy w Polsce wystarczająco dużo żywności. Dzisiaj trzeba zadać inne pytanie: czy nasz system żywnościowy będzie działał w warunkach kolejnych wstrząsów? Sama obecność gospodarstw rolnych czy produkcji żywności nie gwarantuje jeszcze mieszkańcom dostępu do niej. Potrzebny jest cały sprawnie działający łańcuch – zauważa ekspertka.
Zdaniem prezeski Instytutu naszą czujność zabijają pełne półki sklepowe
Przez to choćby nie bierzemy pod uwagę kryzysu żywnościowego. Tymczasem naprawdę kilka trzeba, aby sytuacja mocno się skomplikowała.
Jak mówi dr Paulina Sobiesiak-Penszko, „budowanie odporności na kryzys wcale nie musi oznaczać tworzenia ogromnych lokalnych magazynów żywności”. Trzeba wiedzieć, kto i jakimi zasobami dysponuje, a w razie czego jak można z nich skorzystać. Kluczowa będzie także edukacja mieszkańców i wyjaśnienie, jak mają się zachować, kiedy dostawy zostaną zakłócone.
To bardzo istotny apel, choć mnie od razu zapaliła się lampka. Dziś nie wiemy nawet, jak reagować na przychodzące Alerty RCB, a pod wielkim znakiem zapytania znajdują się schrony i inne bezpieczne miejsca schronienia.
Wyzwanie jest więc potężne, tym bardziej iż naprawdę wiele jest do zrobienia. Prezeska Instytutu zauważa, iż samorządy często choćby nie znają lokalnych producentów.
Obserwujemy bardzo dużo nieporozumień i społecznych stereotypów dotyczących tego, jak działają rolnicy i kim są. Tymczasem do budowania bezpieczeństwa żywnościowego potrzebujemy sojuszu pomiędzy miastem a wsią. Musimy zrozumieć, iż bez rolników mieszkańcy miast się nie wyżywią i iż jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni. Miasta mogą być rynkiem zbytu dla lokalnych producentów i w ten sposób stabilizować ich sytuację.
Efektem badania mają być rekomendacje oraz zbiór dobrych praktyk, które pomogą miastom wzmacniać ich odporność żywnościową.














