Odkurzacz wygląda jak stary iMac. Wreszcie ktoś zrobił robota, którego postawiłbym na widoku

konto.spidersweb.pl 8 godzin temu

Odkurzacz DJI Romo P2 ma 36 000 Pa i aktywne podwozie, ale mnie najpierw kupił wyglądem.

Z robotami sprzątającymi mam zwykle prosty układ: mają posprzątać mieszkanie, wrócić do bazy i nie zawracać mi głowy. Nie oczekuję, iż będą ozdobą salonu. W przypadku DJI Romo P2 złapałem się jednak na tym, iż zamiast szukać miejsca do schowania stacji, szukałem takiego, w którym będzie ją dobrze widać.

Stanęła pod stołem, gdzie miejsce miał jego jeden z największych konkurentów. I chyba najlepiej pokazuje to, co DJI zrobiło tutaj inaczej.

Korzystam z niego już chwilę i jestem mega zadowolony z tego, jak dokładny jest. W domu mam ubiegłorocznego flagowca i po prostu nie czyści tak dobrze, jak ten sprzęt.

Wreszcie coś poza białym plastikiem

Mam już trochę dość robotów wyglądających jak krążek dołączony do małej lodówki. Rozumiem, dlaczego producenci wybierają taką stylistykę: jest bezpieczna i ma nie przeszkadzać. Tyle iż bezpieczne wzornictwo łatwo pomylić z brakiem pomysłu.

Romo P2 – czyli najdroższa, topowa wersja tego robota – idzie w drugą stronę. Transparentny robot i stacja wyglądają jak niewielki zestaw aparatury laboratoryjnej.

Mnie od razu przypomniały przezroczyste Game Boye i pady do konsol. No ale najważniejsze: iMaka G3. Zawsze byłem fanem takiego pomysłu i przez cały czas uważam, iż oglądanie wnętrza elektroniki, choćby jeżeli jest to fejkowe wnętrze, daje więcej frajdy niż kolejna błyszcząca pokrywa.

DJI nie odsłoniło jednak wszystkiego. Część konstrukcji pozostaje za białymi i srebrnymi osłonami. To bardziej starannie zaprojektowany wgląd pod obudowę niż całkowicie przezroczyste urządzenie. Moim zdaniem słusznie – odsłonięcie każdego przewodu niekoniecznie skończyłoby się dobrym wzornictwem.

Nie każdemu spodoba się taki techniczny eksponat obok kanapy. Rozumiem to. Sam jednak zdecydowanie wolę go od kolejnej bazy przypominającej biurową niszczarkę.

Przezroczystość ma drugą stronę

Obudowa jest sztywna i dobrze spasowana. Nie miałem wrażenia, iż efektowny wygląd uzyskano kosztem solidności.

Najbardziej podoba mi się płaska pokrywa bez typowego kominka na górze – robot mierzy zaledwie 9,8 cm wysokości, więc bryła jest spokojniejsza, a urządzenie bez problemu wjeżdża pod większość mebli i szafek.

Nie zamierzam jednak ogłaszać transparentnego tworzywa materiałem idealnym. Przezroczysta obudowa może pokazywać nie tylko mechanikę, ale także kurz, smugi i drobne rysy. Odkurzacz pozostaje odkurzaczem: jeździ pod meblami i zbiera rzeczy, których raczej nie wystawiamy w gablocie.

Dlatego bardziej niż wygląd po wyjęciu z kartonu interesuje mnie wygląd po kilku miesiącach. jeżeli Romo P2 będzie wymagał ciągłego przecierania, żeby przez cały czas dobrze prezentować się przy telewizorze, część tego uroku straci. Na razie traktuję to jako znak zapytania, nie stwierdzoną wadę.

Nogi ciekawsze niż paskale

DJI deklaruje maksymalne ciśnienie 36 000 Pa, zmierzone laboratoryjnie na wentylatorze urządzenia. Brzmi mocno, ale samą liczbą trudno mnie już przekonać, bo zaraz każdy w tabelkach wyciągnie 100 000 Pa.

Odkurzacz ma zbierać piasek, włosy i okruchy, a nie wygrywać benchmarki. I robi to perfekcyjnie – na dywanie robot obniża płytę dociskową, tworząc półszczelne podciśnienie, dzięki czemu wyciąga brud naprawdę głęboko. Szczególnie dobrze widać to u mnie, bo na dywanie spędza większość czasu, a konstrukcja szczotek DualSweep autentycznie nie nawija na siebie kłębów włosów.

Znacznie ciekawsze wydaje mi się aktywne podwozie. Obserwowanie, jak robot podnosi korpus przed przeszkodą, ma w sobie coś z oglądania małej maszyny terenowej. Może czasem robi to bez gracji baletnicy, ale tutaj przynajmniej od razu widać, za jaką inżynierię płacimy.

Jest jednak ważna gwiazdka: 8,5 cm nie oznacza pionowego progu o takiej wysokości. DJI podaje do 4 cm dla pojedynczego stopnia i do 8,5 cm dla przeszkody dwustopniowej (pierwszy stopień do 4 cm, drugi do 4,5 cm).

Wolałbym, żeby to wyjaśnienie było równie widoczne jak wielki napis „8,5 cm” w materiałach promocyjnych.

Nadal uważam takie podwozie za genialny dodatek, szczególnie w mieszkaniu z problematycznymi progami. W moim jednopoziomowym mieszkaniu poradził sobie ze wszystkim – w pewnym momencie odniosłem choćby wrażenie, iż kombinuje, jak uciec na balkon.

Mam jednak drugi haczyk: Romo P2 lubi powalczyć z łazienkowymi dywanikami o wysokim włosiu z Ikei. Potrafi je zassać i zablokować się, próbując przez nie przeskoczyć. Z normalnymi, gładkimi radzi sobie bez zająknięcia.

Zamiast włączyć i zapomnieć

Najzabawniejsze jest to, iż Romo P2 zmienił mój sposób korzystania z robota. Wcześniej ustawiałem sprzątanie na czas nieobecności. Teraz zdarza mi się uruchamiać go za dnia, bo chcę popatrzeć na pracę podwozia i ruchomego ramienia (wychyla się aż o 123°, wyjeżdżając niemal 8 cm szerzej przy krawędziach i mopując 4,5 cm głębiej pod podwieszanymi meblami). Jedni patrzą na schnącą farbę czy rosnącą trawę – a ja na Romo.

Tak, oglądam odkurzacz. Sam też nie zakładałem, iż dojdę do tego etapu.

Do tego dochodzi kultura pracy: przy cichym mopowaniu sprzęt generuje ledwie 38 dB. Ten robot jest po prostu niesamowicie dyskretny. Akumulator pozwala mu na bite 180 minut pracy, a ładowanie trwa około 2,5 godziny. W aplikacji DJI Home mamy zresztą nie tylko mapy i harmonogramy, ale też podgląd na żywo z kamer z opcją połączeń wideo – można sprawdzić psa pod nieobecność.

I muszę to powiedzieć wprost: w tym momencie to najlepiej omijający przeszkody, najdokładniejszy i najdelikatniejszy (po włączeniu odpowiedniego trybu) robot sprzątający, jaki kiedykolwiek miałem w domu. Ten mały robocik bezbłędnie omija kable, wykrywając choćby przewody o grubości 2 mm, których u mnie akurat nie brakuje.

Co więcej, przez gęsty labirynt stojących wieszaków na ubrania, lamp i nóg od statywu prześlizgnął się sprawniej niż ja sam, kiedy próbuję tamtędy przejść.

Zastosowanie systemu omijania przeszkód Millimeter-Level 2.0 (przedni 3D ToF LiDAR, boczne sensory ToF i podwójne kamery rybie oko prosto z dronów DJI) robi robotę. Robot nie uderza na oślep, tylko widzi otoczenie w ułamku sekundy, dodatkowo doświetlając kurz przed sobą na powierzchni aż 0,2 m².

DJI ROMO P2 vs ROMO A2: za co tak naprawdę dopłacamy?

Jeśli zajrzycie do specyfikacji i oferty DJI, gwałtownie zauważycie, iż seria ROMO 2 występuje w dwóch głównych wariantach: ROMO A2 (startujący od 4099 zł) oraz testowany przeze mnie flagowy ROMO P2 (w polskich elektromarketach wyceniony na ok. 4 439 zł za bogatszy pakiet).

blok: „buybox-fast”

Różnica w cenie rodzi naturalne pytanie: czy warto dopłacać do P2?

Co ciekawe, pod względem czysto sprzątającym oba modele oferują dokładnie ten sam potężny fundament:

  • Identyczną moc ssania 36 000 Pa z dociskiem do dywanów.
  • Aktywne zawieszenie pokonujące stopnie do 8,5 cm.
  • Identyczny system czujników i nawigacji Millimeter-Level Obstacle Sensing 2.0 z dronowym algorytmem AI, przednim i bocznym 3D ToF LiDAR oraz podwójnymi kamerami fisheye.
  • To samo wysuwane ramię myjące krawędzie o kącie wychylenia 123°.
  • System szczotek DualSweep zapobiegający plątaniu włosów.
  • Podświetlenie LED wykrywające kurz na powierzchni 2000 cm².
  • Mycie mopów gorącą wodą o temperaturze 80°C, suszenie gorącym powietrzem w 60°C i obietnicę niemal bezobsługowej stacji (do 365 dni bez czyszczenia tarki).

Gdzie więc leży różnica? Przede wszystkim w estetyce oraz zaawansowaniu samej stacji dokującej.

  1. Przezroczysty design P2: to P2 dostał ten charakterystyczny, futurystyczny, transparentny retro-futuryzm rodem z dawnych (z 20 lat wstecz?) sprzętów Apple’a. A2 to propozycja dla tradycjonalistów – bardziej klasyczny, stonowany wygląd bez przezroczystości.
  2. Zaawansowane wyposażenie stacji: baza modelu P2 ma dodatki, których w bazowym A2 poskąpiono. Chodzi o dezynfekcję worka na kurz promieniami UV (Dust Bag UV Light) oraz wbudowany dozownik zapachowy / odświeżacz podłóg (Floor Deodorizer). Obie stacje suszą pojemnik robota, ale to P2 wyposażono w pełny pakiet higieniczny.

Dla osób, które szukają po prostu genialnej mechaniki, podnoszonego zawieszenia i dronowej nawigacji, ROMO A2 będzie rozsądniejszym wyborem z zachowaniem kilkuset złotych w kieszeni. Z kolei P2 to propozycja dla gadżeciarzy i estetów – płacicie tu za bezkompromisowy design retro-tech i stację z dezynfekcją UV oraz automatycznym odświeżaczem.

DJI Romo P2 Clean More Combo: dopłata 140 zł, którą po prostu TRZEBA wziąć

W polskich sklepach (tutaj w Media Expert) robot w wersji DJI Romo P2 Clean More Combo kosztuje ok. 4 439 zł. I tutaj pojawia się najważniejszy wątek zakupowy: różnica między wersją podstawową P2 a pakietem Clean More Combo wynosi w promocjach zaledwie… 140 zł.

Przy sprzęcie za ponad 4 tysiące złotych te 140 zł to grosze, a w zamian dostajemy pakiet akcesoriów eksploatacyjnych, który wystarczy na kilkanaście miesięcy bezstresowego życia:

  • 6 nakładek mopujących (w standardzie gwałtownie brakuje czystych na zmianę, gdy jedne są w praniu),
  • 2 dodatkowe filtry powietrza,
  • 2 zapasowe worki na kurz do stacji (pojemność worka to 2,4 l, więc starczą na bardzo długo),
  • 2 szczotki boczne,
  • Pełną parę gumowych szczotek głównych,
  • Oryginalny płyn czyszczący DJI oraz dedykowany wkład do odświeżacza zapachowego (Floor Deodorizer).

Gdybyście chcieli dokupić te wszystkie oryginalne filtry, mopy i szczotki osobno po kilku miesiącach, zapłacicie za nie lekką ręką kilka stówek. Branie wersji bazowej, żeby zaoszczędzić 140 zł, to w tym przypadku strzał w kolano – pakiet Clean More Combo jest bezdyskusyjnie najbardziej opłacalnym wariantem.

Ładniejsza baza przez cały czas jest duża

Stacja P2 wygląda dla mnie o niebo lepiej niż większość konkurencyjnych konstrukcji. To jednak nie sprawia, iż zajmuje mniej miejsca.

Powiedziałbym, iż zajmuje tyle samo przestrzeni, co inne flagowce. Baza mieści potężne zbiorniki (4 l na czystą wodę oraz 3,2 l na brudną, plus 2,4-litrowy worek na kurz, podczas gdy w robocie mamy pojemnik 215 ml). przez cały czas trzeba więc wygospodarować dla niej solidny kawałek podłogi i zapewnić wygodny dostęp do pokrywy od góry.

Baza myje mopy wodą o temperaturze do 80°C, a DJI deklaruje choćby rok bezobsługowości samej tarki myjącej. Takie funkcje mają dla mnie większe znaczenie niż kolejne rekordy podciśnienia, bo realnie ograniczają ręczną obsługę. Robot powinien oszczędzać czas, a nie zamieniać odkurzanie w regularne serwisowanie rozbudowanej maszyny.

Największy dylemat wokół Romo P2 pozostaje więc kwestią priorytetów: czy warto dopłacać do unikalnego wyglądu i stacji z UV/dozownikiem zapachu, czy lepiej sięgnąć po standardowego A2 z tymi samymi parametrami sprzątania. Sam rozumiem dopłatę do P2, bo transparentna stacja rzeczywiście cieszy oko i wyróżnia się na tle nudnej konkurencji. A jeżeli już kupować P2 – to wyłącznie w zestawie Clean More Combo.

Na razie DJI udowodniło mi dwie rzeczy: iż robot sprzątający nie musi wyglądać nudno i iż ich dronowe czujniki wciągają konkurencję nosem w domowym slalomie. Teraz pozostaje sprawdzić, jak te mechaniczne popisy zniosą próbę czasu i wielotygodniowej eksploatacji.

Idź do oryginalnego materiału