
System kaucyjny odbiera sortowniom najcenniejsze odpady. Gdańsk szacuje straty na około 10 mln zł. Kto zapłaci za brakujące pieniądze?
Oddajemy plastikowe butelki i puszki, odzyskujemy kaucję, a samorządy po prostu tracą na tym pieniądze. Po roku działania systemu kaucyjnego Gdańsk mówi już o około 10 mln zł strat w instalacjach zajmujących się przetwarzaniem odpadów. Wcześniejsze szacunki mówiły o kwocie przekraczającej 8 mln zł.
Problem zgłaszają także Gdynia i gmina Pruszcz Gdański. Z miejskich sortowni znikają najcenniejsze surowce, ale koszty odbioru i przetwarzania pozostałych śmieci oczywiście nie maleją w podobnym tempie. Samorządowcy domagają się zmian w przepisach, zanim brakujące pieniądze jeszcze mocniej odbiją się na opłatach mieszkańców.
Gdańsk podaje nowy rachunek. Mowa o 10 mln zł strat
Podczas audycji Strefa Samorządowa w Radiu Gdańsk Piotr Kryszewski, dyrektor ds. zielonego Gdańska, przedstawił nowe wyliczenia dotyczące wpływu systemu kaucyjnego na miejskie instalacje. Według niego po roku funkcjonowania nowych przepisów straty sięgają około 10 mln zł. Samorządowiec podkreślił również, iż gminy nie otrzymały rekompensat, które zrównoważyłyby negatywne skutki finansowe zmian.
Jest to tak naprawdę już kolejny sygnał z Gdańska. Jak pisaliśmy w czerwcu, miasto odnotowało w pierwszym kwartale 2026 r. spadek ilości bezbarwnego PET o 33 proc., niebieskiego o 41 proc. i zielonego o 51 proc. Przychody ze sprzedaży odzyskanych surowców były wówczas niższe o około 700 tys. zł.
Wtedy samorząd prognozował roczny ubytek przychodów przekraczający 8 mln zł. Najnowsza wypowiedź wskazuje na około 10 mln zł, ale nie opublikowano szczegółowego rozliczenia pozwalającego niezależnie zweryfikować tę kwotę.
Z żółtych worków zniknęło to, na czym sortownie zarabiały krocie
Przed uruchomieniem systemu kaucyjnego plastikowe butelki i aluminiowe puszki często trafiały do żółtych pojemników. Sortownie odzyskiwały je, przygotowywały do sprzedaży i uzyskiwały przychody, które częściowo pokrywały koszty zagospodarowania pozostałych śmieci.
Teraz coraz więcej takich opakowań wraca bezpośrednio do sklepów i automatów kaucyjnych. To rozwiązanie korzystne z punktu widzenia selektywnej zbiórki, ale jednocześnie pozbawiające instalacje komunalne części najbardziej wartościowego materiału.
Wcześniej opisywaliśmy już dane wskazujące, iż gminnym instalacjom ubyło około połowy wpływów ze sprzedaży surowców wtórnych. Jednocześnie koszty zagospodarowania pozostałych odpadów miały wzrosnąć o około 15 proc. Samochody odbierające śmieci przez cały czas muszą obsługiwać te same ulice. Sortownie potrzebują pracowników, energii i sprzętu, niezależnie od tego, czy do zakładu trafia więcej aluminiowych puszek, czy trudnych do przetworzenia folii.
Do problemu dochodzą spadające ceny surowców wtórnych. We wrześniu Sławomir Kiszkurno, dyrektor gdańskiego Zakładu Utylizacyjnego, informował, iż niektóre materiały potaniały choćby trzykrotnie. Mniejsza ilość odzyskiwanego PET nie jest więc jedynym czynnikiem wpływającym na wynik finansowy.
Gdynia i Pruszcz Gdański też mają problem
Podobne trudności zgłasza również Gdynia. Bartosz Frankowski, naczelnik Wydziału Środowiska tamtejszego urzędu miasta, przyznał w Radiu Gdańsk, iż rentowność instalacji przetwarzającej odpady spadła. Zwrócił uwagę na skład pozostałości trafiających do żółtych worków. Po wyprowadzeniu części wartościowych opakowań do systemu kaucyjnego zostają tam materiały znacznie trudniejsze do opłacalnego przetworzenia. Nie oznacza to, iż cały plastik z żółtych worków nie nadaje się do recyklingu, ale jego wartość handlowa bywa teraz wyraźnie niższa.
Jeszcze mocniej problem przedstawiła Weronika Chmielowiec, wójt gminy Pruszcz Gdański. Samorząd rozpoczął już rozmowy z gdańskim zakładem na Szadółkach, ponieważ obecny model zagospodarowania odpadów z żółtych pojemników staje się coraz mniej opłacalny.
Wspólny problem trzech samorządów pokazuje więc, iż zmiana nie dotyczy wyłącznie największych miast. Mniejsze gminy również korzystają z regionalnych instalacji, których sytuacja finansowa wpływa na stawki za przetwarzanie odpadów.
Samorządy chcą pieniędzy od producentów, a reforma wciąż czeka
Rozwiązaniem wskazywanym przez samorządowców jest reforma rozszerzonej odpowiedzialności producenta, czyli ROP. Chodzi o zwiększenie udziału firm wprowadzających opakowania na rynek w finansowaniu ich zbierania, sortowania i recyklingu.
Opisywaliśmy już projekt nowych opłat opakowaniowych i obawy przedsiębiorców, iż dodatkowe koszty zostaną przeniesione na konsumentów. Reforma budzi spory o sposób pobierania i rozdzielania środków. Prace legislacyjne przez cały czas trwają. Jeszcze 14 października podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego dyskutowano nad zaktualizowanym projektem ustawy UC100. Zakłada on scentralizowany model finansowania, w którym istotną rolę ma odgrywać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
W Polsce istnieją już pewne mechanizmy odpowiedzialności producentów, w tym finansowanie samego systemu kaucyjnego. Samorządy domagają się jednak kompleksowej reformy dotyczącej wszystkich odpadów opakowaniowych, która zapewniłaby odpowiednie środki również instalacjom komunalnym.
Czy mieszkańcy zapłacą więcej za śmieci?
Wyższe opłaty nie są oczywiście automatyczną konsekwencją każdej butelki oddanej do automatu. Na wysokość rachunków wpływają także koszty pracy, paliwa, energii oraz ilość odpadów. Gdańsk już wcześniej wskazywał kilka takich czynników, uzasadniając podwyżkę stawek obowiązującą od kwietnia 2026 r.
Jednocześnie jednak problem zgłaszany przez samorządy jest naprawdę ogromny. Mniej przychodów ze sprzedaży odzyskanych surowców oznacza większą presję na finansowanie instalacji z innych źródeł. Nie przesądza to jeszcze, o ile wzrosną opłaty w konkretnej gminie.
Warto też pamiętać, iż system kaucyjny osiąga swój podstawowy cel. Według Ministerstwa Klimatu i Środowiska przez pierwszy rok jego funkcjonowania Polacy zwrócili około 5 mld opakowań. Materiał, który wcześniej trafiał do zwykłych śmieci albo do środowiska, jest zbierany oddzielnie. Nie jest więc problemem samo oddawanie butelek. Problem polega na tym, iż zmienił się sposób gospodarowania najcenniejszymi odpadami, ale finansowanie komunalnych instalacji nie zostało odpowiednio dostosowane.
*Źródło grafiki wprowadzającej: FotoDax / Shutterstock, Canva Pro















