
USA oficjalnie potwierdzają kierunek prac nad czołgiem M1E3 Abrams. Nowy pojazd ma być lżejszy, hybrydowy i gotowy na pole walki pełne dronów.
Amerykańska armia oficjalnie sprecyzowała założenia programu M1E3. Nowa platforma ma charakteryzować się zredukowaną masą, hybrydowym układem napędowym, wyższym stopniem automatyzacji oraz architekturą projektowaną od podstaw z uwzględnieniem zagrożeń charakterystycznych dla środowiska nasyconego bezzałogowcami. Dla Polski, będącej w trakcie formowania ciężkiego komponentu pancernego w oparciu o czołgi Abrams, stanowi to bardzo istotne.
Nowy Abrams przestaje być już tylko wizją
Przez ostatnie miesiące o M1E3 mówiło się głównie przez pryzmat przecieków, demonstratorów i wczesnych zapowiedzi. Teraz widać wyraźniej, iż US Army nie traktuje tego programu jak zwykłej modernizacji obecnego Abramsa. Chodzi o zupełnie inną filozofię konstrukcji, która ma zastąpić M1A2 SEPv3 w dłuższej perspektywie.
Najważniejsze założenia są już jasne. M1E3 ma zejść do ok. 60 ton, otrzymać hybrydowy napęd dieslowsko-elektryczny, bezzałogową wieżę i automat ładowania. Do tego dochodzi 3-osobowa konfiguracja załogi oraz nacisk na ochronę wbudowaną w pojazd, a nie opartą głównie na kolejnych zewnętrznych pakietach dokładanych do już ciężkiej platformy.
To świetnie pokazuje, jak mocno zmieniło się w tej chwili myślenie o czołgu podstawowym. Nie wystarczy już dokładać pancerza, komputerów i czujników do starego układu. Pole walki z dronami FPV, amunicją krążącą, precyzyjną artylerią i ciągłym rozpoznaniem z powietrza wymusza czołg, który jest trudniejszy do wykrycia, łatwiejszy do utrzymania i mniej obciąża logistykę.
3,8 mld dol na pomost do nowej generacji
Najważniejsza informacja nie dotyczy bezpośrednio architektury M1E3, ale zabezpieczenia jego zaplecza przemysłowego. W dokumentach programowych ujęto kontrakt Abrams Requirements Contract III o maksymalnej wartości około 3,8 mld dol., który ma zostać przyznany General Dynamics Land Systems w czwartym kwartale tego roku.
To nie oznacza jeszcze, iż za tę kwotę powstanie seryjny M1E3. Bardziej prawdopodobne jest to, iż mówimy o kontrakcie podtrzymującym produkcję, modernizacje, utrzymanie i płynne przejście między obecnym ekosystemem Abramsa a nową architekturą. Amerykanie muszą utrzymywać i rozwijać istniejącą flotę M1A2, a jednocześnie przygotowywać grunt pod czołg następnej generacji.
Obecne Abramsy też dostaną update
Amerykanie nie porzucają jednak obecnych M1A2. W planach już teraz są modernizacje obejmujące m.in. odbiorniki ostrzegające przed laserem, zestawy bazowe pojazdu, nowy system obserwacji dla kierowcy w wysokiej rozdzielczości, czujniki meteorologiczne, rozwiązania przeciw bezzałogowcom i cyfrowe sterowanie silnikiem.
W dzisiejszych czasach czołg nie może być już tylko opancerzoną armatą. Musi widzieć więcej, szybciej ostrzegać załogę, lepiej współpracować z elektroniką i przetrwać w środowisku, w którym zagrożenie może przylecieć z góry za ułamek ceny samego pojazdu.
M1E3 ma być projektowany pod te realia od samego początku. Obecne Abramsy będą natomiast stopniowo doposażane, bo armia nie może czekać kilkunastu lat na idealny czołg przyszłości. To pomost między wojną pancerną znaną z ostatnich dekad a polem walki, na którym każdy pojazd jest obserwowany niemal bez przerwy.
My też mamy w tym swój interes
Dla naszego kraju ten kierunek rozwojowy ma paradoksalnie bardzo duże znaczenie strategiczne. Zamówienie obejmujące 116 czołgów M1A1, 250 egzemplarzy M1A2 SEPv3 oraz wozy zabezpieczenia technicznego M88A2 oznacza długoterminową integrację z amerykańskim ekosystemem pancernym, determinującą standardy szkolenia, logistyki i modernizacji na nadchodzące dekady.
Nie chodzi o to, iż Polska za chwilę powinna myśleć o zakupie M1E3. Najpierw trzeba w pełni przyjąć obecne Abramsy, zbudować zaplecze, wyszkolić załogi, zabezpieczyć amunicję, części, transportery, symulatory i cały system utrzymania. Rozwój M1E3 pokazuje jednak, w którą stronę będą szły przyszłe modernizacje.













