
Rynek telefonów od kilku lat cierpi na pewną chorobę. Chorobę powtarzalności. Kolejne modele są coraz bardziej do siebie podobne – wielkie wyspy aparatów, szkło z przodu i z tyłu, a do tego plastikowa ramka w większości średniej półki. Dlatego za każdym razem, gdy na biurku ląduje telefon od Nothing, od razu wiem jedno: będzie przynajmniej ciekawie.
I dokładnie tak jest z Nothing Phone (4a) Pro. To urządzenie, które w teorii jest telefonem ze średniej półki, a w praktyce momentami sprawia wrażenie sprzętu dwa razy droższego. W Polsce jego cena zaczyna się od 2099 zł za wersję 8/128 GB, co czyni go jednym z najciekawszych telefonów w tej kategorii.
A wszystko zaczyna się od rzeczy, która w telefonach jest dziś niestety rzadkością – od charakteru.

Metal wraca do gry
Największa zmiana w nowym modelu jest widoczna od razu po wzięciu telefonu do ręki. Nothing zdecydowało się odejść od w pełni przezroczystego tyłu znanego z wcześniejszych modeli i postawiło na aluminiową konstrukcję unibody. Efekt? Telefon wygląda i czuje się w dłoni jak sprzęt z wyższej półki.
To nie jest plastik udający metal. To prawdziwy, lotniczej klasy aluminium, które tworzy jednolitą bryłę obudowy. Dzięki temu telefon jest nie tylko bardzo solidny, ale też niezwykle cienki – ma zaledwie 7,95 mm grubości, co czyni go jednym z najcieńszych metalowych telefonów na rynku.
I to właśnie tutaj pojawia się pierwsza interesująca reakcja ludzi, którym pokazuję ten telefon. Prawie każdy zgaduje cenę dwa albo trzy razy wyższą niż rzeczywista. I wcale mnie to nie dziwi. W świecie, w którym wiele telefonów za ponad 3000 zł ma plastikowe ramki, „full metal jacket” robi ogromne wrażenie.
Nothing oferuje trzy kolory: srebrny, czarny i metaliczny róż. Ten ostatni jest szczególnie interesujący – lekko przygaszony, elegancki, zupełnie nieprzesadzony.

Glyph ewoluuje – witaj Glyph Matrix
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech telefonów Nothing był zawsze system Glyph – czyli diody LED na pleckach. W Nothing Phone (4a) Pro ten pomysł przeszedł sporą ewolucję.
Zamiast klasycznych pasków LED pojawiła się Glyph Matrix – okrągły wyświetlacz złożony ze 137 mini-diod LED, który jest większy i choćby dwa razy jaśniejszy niż w poprzednich modelach.
I to nie jest już tylko ozdoba.
Glyph Matrix potrafi pokazywać:
- zegar
- timer
- poziom baterii
- symbole kontaktów
- postęp zadań
Wyobraźcie sobie sytuację: telefon leży ekranem do dołu, ktoś dzwoni, a na pleckach pojawia się ikonka serca oznaczająca konkretną osobę. Nie trzeba choćby podnosić telefonu.
To drobiazg, ale właśnie takie detale sprawiają, iż Nothing jest marką, która bawi się technologią.

Mała dioda, duża rzecz
Jest też jeden detal, który bardzo mi się podoba i który pokazuje, iż projektanci naprawdę pomyśleli o współczesnym świecie.
Na pleckach telefonu znajduje się mała czerwona dioda, która zapala się podczas nagrywania wideo. To element systemu Glyph, ale pełni bardzo istotną funkcję – informuje otoczenie, iż właśnie nagrywamy.
W czasach, gdy coraz więcej mówi się o prywatności, RODO i komforcie ludzi wokół nas, taki sygnał jest bardzo sensownym dodatkiem.

Aparat, który potrafi zaskoczyć
Nothing od początku miał pewien charakterystyczny styl fotografii. Zdjęcia były poprawne, ale często trochę zbyt ciemne i z mniej nasyconymi kolorami niż u konkurencji. W Phone (4a) Pro przez cały czas widać tę filozofię, ale sprzętowo aparat zrobił duży krok naprzód.
Główny sensor to 50 MP Sony LYT-700C z optyczną stabilizacją obrazu. Jest większy niż w poprzedniku i potrafi zebrać choćby 64% więcej światła niż typowe matryce w tej klasie.
Jeszcze ciekawszy jest jednak teleobiektyw peryskopowy.
Telefon oferuje:
- 3,5× zoom optyczny
- 7× zoom bezstratny
- do 140× zoom cyfrowy
Oczywiście przy 140× wchodzi już mocno do gry AI i algorytmy. Ale fakt, iż telefon za około dwa tysiące złotych w ogóle oferuje taką funkcję, robi wrażenie.

Ekran, który wygląda jak z droższego modelu
Przód telefonu to duży 6,83-calowy AMOLED o rozdzielczości 1,5K i odświeżaniu do 144 Hz.
Najważniejsze cechy:
- 144 Hz adaptacyjnego odświeżania
- jasność do 5000 nitów w szczycie
- 1600 nitów w trybie outdoor
- PWM 2160 Hz (bardziej przyjazny dla oczu)
W praktyce oznacza to ekran bardzo jasny, bardzo płynny i świetnie nadający się do gier czy oglądania wideo.
Procesor – kompromis, który trzeba zaakceptować
Oczywiście telefon za 2099 zł nie może mieć wszystkiego.
Sercem urządzenia jest Snapdragon 7 Gen 4, który jest zdecydowanie szybszy niż układy z poprzednich modeli serii (a). Zapewnia m.in.:
- ok. 27% lepszą wydajność CPU
- ok. 30% szybszą grafikę
- znacznie lepszą obsługę AI.
Ale nie jest to procesor flagowy.
I to jest kompromis, który trzeba przyjąć – jeżeli ktoś chce absolutną topową wydajność, musi zapłacić dwa razy więcej.
Bateria na spokojny dzień
W środku znajduje się bateria 5080 mAh, która według producenta pozwala na około 17 godzin mieszanej pracy.
Telefon obsługuje:
- szybkie ładowanie 50 W
- około 60% w 30 minut
- pełne ładowanie w nieco ponad godzinę.
Szkoda tylko, iż zabrakło ładowania bezprzewodowego – to jeden z kompromisów tej konstrukcji.

Nothing OS – Android, który ma charakter
Od lat powtarzam jedną rzecz: Nothing OS to jedna z najlepszych nakładek na Androida.
Jest minimalistyczna, lekka i wizualnie zupełnie inna niż większość systemów na rynku. A przy tym nie jest przeładowana funkcjami.
System oparty na Androidzie 16 wprowadza też nowe narzędzia AI i system Essential Space, który potrafi analizować zapisane treści – notatki, screeny czy nagrania – i wyciągać z nich najważniejsze informacje.
To interesujący kierunek: zamiast nachalnego AI mamy narzędzia, które pomagają w codziennych drobiazgach.

Telefon, który ma osobowość
Nothing Phone (4a) Pro jest dla mnie przykładem telefonu, który przypomina, iż technologia powinna być trochę zabawą.
Ma charakterystyczny design. Ma nietypowy interfejs Glyph. Ma minimalistyczny system. I przede wszystkim wygląda jak coś, co kosztuje dużo więcej.
Oczywiście nie jest idealny. Procesor nie jest flagowy. Nie ma ładowania bezprzewodowego. A aparat przez cały czas ma trochę „nothingowy” styl zdjęć.
Ale jeżeli ktoś szuka telefona w okolicach dwóch tysięcy złotych i chce czegoś innego niż wszystkie pozostałe prostokąty na rynku, to właśnie znalazł jednego z najciekawszych kandydatów.
Bo w świecie, gdzie większość telefonów wygląda identycznie, Nothing przez cały czas robi coś, co jest… no cóż – trochę inne.
I całe szczęście.
Zdjęcia poglądowe z Nothing Phone (4a) Pro

Portret 2x
Jeśli artykuł Nothing Phone (4a) Pro – gdy telefon za 2099 zł wygląda jak flagowiec nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

2 godzin temu







