Niechciane prezenty to element tradycji. Zaraz, co?

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Święta, święta i po świętach. Zostają wspomnienia i niechciane prezenty.

Prezenty tak naprawdę wcale nie są prostym tematem. Prezent to komunikat. A komunikaty bywają bardzo dziwne. Dostajesz coś, co wygląda jak wynik losowania lub podpowiedź z chatbota, a jednak ktoś włożył w to swój wysiłek. Dostajesz rzecz pod ciebie, tylko iż to ciebie jest wersją sprzed pięciu lat albo opowieścią zasłyszaną od kogoś, kto ponoć cię zna. Dostajesz gadżet, który miał być nowoczesny, a w rzeczywistości dobrze sobie zdajesz z tego sprawę, iż nie jest najwyższych lotów.

Na święta przechodzimy w inny tryb

Udawanie euforii z prezentu nie jest czymś złym. To tak naprawdę funkcja. Taki tryb oszczędzania energii, tylko dla rodzinnych interakcji. Wyobraź sobie, iż święta są jak telefon, w którym zostało tylko 5 proc. baterii. Oczywiście możesz uruchomić wszystkie aplikacje naraz i zrobić drastyczny test wytrzymałości: Po co mi trzeci kubek? Ale ja nie piję kawy! Mam już smartwatcha. Technicznie da się. Tylko iż zaraz przy wigilijnym stole zrobi się gorąco. I to nie od zbyt mocno przygrzanego barszczu czy grzybowej.

Właśnie dlatego większość z nas wybiera zdecydowanie inną opcję. Zmniejsza jasność, wyłącza powiadomienia, ogranicza się do minimalnego zestawu społecznych reakcji: uśmiechu, kiwnięcia głową, krótkiego dziękuję. To konserwacja atmosfery. Tak jak telefon potrafi dotrwać do wieczora w trybie oszczędnym, tak rodzina potrafi dotrwać do pasterki bez zgrzytów, jeżeli nikt nie włącza przy stole trybu diagnostycznego. Albo rozmów o polityce.

Rodzinny algorytm rekomendacji: dane szczątkowe, wynik odważny

Najzabawniejsze w świątecznych prezentach jest to, iż bliscy bardzo często działają jak algorytm poleceń, który ma dramatycznie mało danych wejściowych i jeszcze mniej kontekstu. To nie jest system, który analizuje historię zakupów i porównuje cię z użytkownikami podobnymi do ciebie. To algorytm, który pamięta, iż kiedyś coś powiedziałeś. Albo iż raz wspomniałeś. Albo iż ktoś komuś powiedział, iż ty podobno….

W efekcie dostajesz prezent, który nijak się nie ma do twoich zainteresowań czy potrzeb. Wspomniałeś siostrze rok temu, iż musisz kupić sobie nowe słuchawki? Dostajesz model wyglądający jak z bazaru i jeszcze masz się z nich cieszyć, chociaż już dawno zdążyłeś zepsuć i kupić 3 inne pary. Kiedyś mimochodem rzuciłeś bratu, iż chcesz sobie wstawić Android Auto do swojej 20-letniej Skody? Dostajesz super odtwarzacz 1 DIN z Chin, w którym dotyk zepsuje się po miesiącu. Niby wszystko gra, ale tak naprawdę nie do końca.

Mam zresztą tutaj doskonałą anegdotę. Ładnych kilka lat temu wspomniałem bliskiej osobie, iż muszę sobie kupić smartwatcha, bo wkurza mnie chodzenie z telefonem na spacerze. I co. I w grudniu dostałem obrzydliwego smartbanda, którego nijak nie można było sparować z moim telefonem, bo aplikacja nie była aktualizowana przez producenta od 5 lat. Ale przecież się opłacało i wspominał, iż chce.

Czas na unboxing, czyli teatr, w którym wszyscy gramy

Święta są tak naprawdę unboxingiem w wersji rodzinnej. Tylko iż recenzenci siedzą wokół stołu, a test polega na tym, czy twarz utrzyma odpowiednie parametry przez kilkanaście sekund. Uśmiech ma być szeroki, ale nie może być przesadzony. Ton głosu ciepły, ale nie teatralny. Oczy z odpowiednim błyskiem, bez wrażenia, iż właśnie dostaliśmy wyrok w zawieszeniu. To UX, którego nikt nas nie uczy, a wszyscy opanowujemy go intuicyjnie, bo stawka jest prosta: atmosfera.

Dlaczego to działa, choć jest odrobinę nieuczciwe?

Gdybyśmy mieli być bezwzględnie szczerzy, udawanie euforii to drobna hipokryzja. Tyle iż ta hipokryzja nie jest toksyczna. Jest funkcjonalna. Bo święta nie są sprintem po rację. To wspólny marsz w stronę czegoś, co nazywamy klimatem. A ten tworzy się z drobiazgów: z tego, iż ktoś pamiętał, iż grasz w gry, choćby jeżeli nie wiedział, iż jesteś konsolowcem, a nie pecetowcem. Z tego, iż ktoś chciał, choćby jeżeli nie trafił. I z tego, iż ty w zamian nie zamieniasz tej sytuacji w audyt.

Kiedy prezenty lądują w szufladzie, to tak naprawdę nie dzieje się nic złego. Bo najważniejsze jest to, by przy wigilijnym stole spędzić dobrze czas z rodziną, a nie być do bólu szczerym i zrobić komuś przykrość. A to, iż znów dostaniesz nietrafiony prezent, to nic. Kilka tygodni później wystaw sobie go na sprzedaż w sieci, albo odłóż do szuflady, by po jakimś czasie sobie przypomnieć, jaka fajna atmosfera panowała w ostatnią Wigilię.

Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

Przeczytaj także moje inne felietony:

*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI

Idź do oryginalnego materiału