Niech żyje przeciętność. Ten trend na TikToku jest przeuroczy

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Trudno się nie uśmiechnąć, ale co, jeżeli tiktokowa moda pokazuje też jedną bardzo smutną rzecz: iż choćby marzenia stały się przyziemne.

To jedno z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa. Na urodziny miałem dostać zdalnie sterowany pojazd. Kiedy w końcu z mamą udaliśmy się do sklepu z zabawkami, na miejscu urzekła mnie mała, tania zielona betoniarka. Nie jeździła sama, nie miała wielkich kół, nie była obiektem westchnień przez ostatnie miesiące. Nie wiem nawet, czy się kręciła.

Mimo to uparcie powtarzałem, iż na pewno chcę ten pojazd, a nie ten, po który przyszliśmy. I nie, nie będę rozczarowany, jak wrócimy do domu.

Marzeniem bohatera jest bycie stewardem

Ciągle próbuję rozgryźć, co mną kierowało. Może stwierdziłem, iż betoniarka jest bardziej realistyczna – dorastanie brutalnie wkroczyło do mojej głowy i domagało się rozgrywania na dywanie bardziej przyziemnych scenariuszy? A może po prostu to była bardzo ładna betoniarka.

Mam wrażenie, iż coś, co było odpowiedzialne za tamtą spontaniczną decyzję, uaktywniło się niedawno i z olbrzymią satysfakcją kazało cieszyć się z filmików, które wyświetlił mi TikTok. Zaczęło się od materiałów przedstawiających chłopca siedzącego tyłem do telewizora, na którym widać rozgrywający się mecz. Podpis głosił, iż marzeniem bohatera jest bycie stewardem, ochroniarzem pilnującym porządku na trybunach.

Podobny filmik przedstawiał chłopaka klęczącego z piłką i w pogotowiu czekającego na moment, aż ta wyleci na aut. Wówczas podbiegał do telewizora i udawał, iż zostawia ją w miejscu, w którym zawodnik będzie mógł ją odebrać. „Moim marzeniem jest zostać chłopakiem od podawania piłek” – wyjaśniono.

Uśmiechnąłem się, bo przecież oglądając mecze każdy wyobrażał sobie, iż kiedyś będzie tym, który z rzutu wolnego efektownym strzałem pod poprzeczkę pokona bramkarza. Tym, który w 90 minucie chwyta piłkę i ustawia ją na 11 metrze, by pewnie wykonać karniaka, gwiżdżąc sobie na niewyobrażalną presję. Tym, który będzie schodził z boiska w 75 minucie, a wtedy cały stadion wstanie i pożegna go owacją, nagradzając za strzelonego hat-tricka w derbach.

Potem, już w nieco starszym wieku, było się trenerem, który przerywał hegemonię największego rywala i prowadził drużynę do triumfu po wielu latach posuchy. Było się Mourinho czy Guardiolą, a nie kierowcą autobusu, który przywoził zespół na stadion.

Dlatego te filmiki są tak urocze

A jest ich jeszcze więcej. Ich autorzy udają zawodników, którzy tylko otarli się o wielką drużyną, ale byli rezerwowymi, rozegrali co najwyżej dwa mecze. W zmyślonych wywiadach opowiadają, jak to 25 lat temu obserwowali rodzące się gwiazdy. W tych materiałach stawiają siebie nie na pierwszym planie, choćby nie w rolach drugoplanowych. Bardziej występują jako statyści, którzy czują dumę z tego, iż mogli być gdzieś obok, w tle.

Jest w tym jakaś ironia, bo przecież tak naprawdę nikt nie chce być trenerem, który podchodzi pod trybunę dziękując kibicom za doping po przegranym meczu – a takie filmiki też powstają. W tej ironii wydaje się być ukryte pewne pogodzenie się z losem. Zaakceptowanie swojej pozycji. „Nie przejdziemy do historii szumni jak w piosenkach, nie będziemy stali w glorii z gitarami w rękach” – śpiewał Krzysztof Klenczon i te filmiki pod tym się podpisują.

I to nic złego, myślę sobie oglądając materiały i przypominając samą piosenkę Trzech Koron, z jej bardzo motywującym tekstem, przekornym refrenem.

Ale może w tiktokowym trendzie wcale nie chodzi o zachętę i pogodzenie się z nie tak złym losem?

Może jednak jest zadra, żal, iż nie było się choćby stewardem, chłopcem do podawania piłek, trenerem trzecioligowca, który spada z ligi. Ale hej – ciągle jest się blisko piłki nożnej, spełnia się sen, o którym śniło się za dzieciaka?

A co, o ile jest to więc przyznanie się do porażki: wiadomo, iż nie będziemy błyszczeć, nie będziemy na świeczniku. Już choćby nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, iż odgrywamy poważną rolę. Musimy cieszyć się z – bardzo brzydko mówiąc – ochłapów. Marzyć możemy co najwyżej o byciu na marginesie wielkiego świata. I to już byłoby coś!

Mam nadzieję, iż nie po to jednak te filmiki powstały. I iż mają dawać euforia z tego, co jest, a nie powodować smutek z powodu tego, co nie nadeszło.

Trochę jak ta betoniarka, którą wybrałem będąc małym – filmiki zachęcają do cieszenia się z prostych rzeczy. Jak u Klenczona: „ale póki co, ale póki czas”.

BuyboxFast

Zdjęcie główne: Luiza Kamalova / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału