
Zamiast rakiet i pocisków Amerykanie chcą również używać sieci. Zamówili moduły pozwalające fizycznie przechwytywać nadlatujące drony.
Amerykański producent systemów obronnych zamówił urządzenia, które mają zatrzymywać wrogie drony bez używania rakiet, pocisków ani materiałów wybuchowych. Zamiast rozbijać nadlatującą maszynę, specjalny moduł wystrzeli w jej stronę sieć. Nowe zamówienie otrzymała izraelska firma ParaZero Technologies. Jej DefendAir zostanie zintegrowany z amerykańską platformą przechwytującą drony, która już potrafi niszczyć cele metodami kinetycznymi. Sieć ma dać operatorom dodatkową możliwość reakcji, szczególnie podczas ochrony wrażliwej infrastruktury.
Amerykanie zamówili sieć do łapania dronów
ParaZero poinformowało o otrzymaniu pierwszego zamówienia od nowego klienta z amerykańskiego sektora obronnego. Firma nie zdradziła jego nazwy, ale wiadomo, iż przedsiębiorstwo opracowuje systemy wykrywania i przechwytywania dronów oraz posiada kontrakty związane z ochroną infrastruktury krytycznej i obiektów strategicznych.
Zamówienie obejmuje moduły DefendAir Net Pod oraz wsparcie inżynierskie potrzebne do zintegrowania ich z istniejącą platformą. Amerykański producent ma już rozwiązania pozwalające wykrywać i śledzić bezzałogowce, a także niszczyć je poprzez bezpośrednie uderzenie. Teraz do tego zestawu więc dojdzie kolejna możliwość, bo zamiast zawsze doprowadzać do zderzenia z dronem lub jego zniszczenia, system będzie mógł użyć specjalnej sieci przechwytującej.
Inaczej wygląda obrona pojazdu wojskowego przed uzbrojonym dronem FPV, a inaczej przechwytywanie niewielkiego bezzałogowca nad strategicznym obiektem, w pobliżu którego znajdują się ludzie lub kosztowne instalacje. Amerykański producent chce mieć możliwość wyboru metody przechwycenia zależnie od rodzaju zagrożenia.
Wystrzeliwuje sieć zamiast pocisku
DefendAir wykorzystuje tak naprawdę stosunkowo prostą zasadę działania. W specjalnym module znajduje się złożona sieć, która po uruchomieniu zostaje wystrzelona w stronę nadlatującego bezzałogowca. o ile przechwycenie się powiedzie, sieć oplata maszynę i uniemożliwia jej dalszy kontrolowany lot. W przypadku wielowirnikowców może również zaplątać się w śmigła, prowadząc do ich zatrzymania.
Sam Net Pod jest modułem przeznaczonym do pojedynczego przechwycenia. Producent oferuje jednak różne konfiguracje, dostosowując rozmiar sieci i energię jej wystrzelenia do rodzaju celu oraz warunków użycia. Rozwiązanie może być montowane na stanowiskach stacjonarnych, platformach mobilnych, a także na dronach przechwytujących. Co ciekawe, ParaZero opracowało również wersje obsługiwane manualnie, przeznaczone do bezpośredniej ochrony żołnierzy.
Największą zaletą systemu jest chyba tak naprawdę brak materiału wybuchowego w samym przechwytywaczu. Nie trzeba detonować głowicy ani rozbijać celu dużą energią kinetyczną. Zatrzymanie następuje w wyniku mechanicznego kontaktu z siecią.
Nie oznacza to oczywiście, iż każda taka operacja jest całkowicie bezpieczna, bo przechwycony dron przez cały czas może spaść na ziemię, a o ile przenosi ładunek wybuchowy, zagrożenie nie znika automatycznie. Sieć ogranicza jednak potrzebę niszczenia celu dzięki dodatkowego ładunku lub pocisku.
Już przechwycili w testach drona lecącego 113 km/h
Co ważne, ParaZero prowadzi od dłuższego czasu próby z różnymi rodzajami bezzałogowców, w tym z szybkimi dronami FPV. W lutym firma poinformowała o udanym przechwyceniu maszyny lecącej z prędkością 70 mil na godz., czyli około 113 km/h. Test przeprowadzono w warunkach mających odtwarzać sytuację, w której wrogi bezzałogowiec zbliża się do chronionych żołnierzy.
To szalenie istotny wynik, ponieważ przy takiej prędkości od wykrycia zagrożenia do momentu przechwycenia pozostaje bardzo kilka czasu. System musi prawidłowo przewidzieć tor lotu celu i uruchomić mechanizm niemal w idealnej chwili.
Warto jednak zaznaczyć, iż były to wewnętrzne testy producenta. Nie oznacza to więc potwierdzenia równie wysokiej skuteczności wobec wszystkich typów dronów, niezależnie od kierunku ataku, pogody czy warunków terenowych. Konstrukcja nie zastąpi również obrony przeciwlotniczej dalekiego zasięgu. DefendAir ma przede wszystkim zatrzymywać zagrożenia, które znalazły się już stosunkowo blisko chronionego obiektu.
Sieci wracają do łask. Także na Ukrainie
Zastosowanie sieci jako sposobu zwalczania bezzałogowców pojawiało się już wcześniej w projektach cywilnych i wojskowych, ale obecna skala zagrożeń sprawia, iż rozwiązanie ponownie zyskuje zainteresowanie. Opisywaliśmy już chociażby ukraiński system Scan Horizon, który wykorzystuje autonomiczną wieżę do przechwytywania dronów FPV siecią na dystansie do 6 m. W tym przypadku chodzi o ostatnią warstwę obrony, uruchamianą, gdy bezzałogowiec znajduje się już bardzo blisko celu.
Przed tegorocznymi mistrzostwami świata w piłce nożnej natomiast amerykański Departament Bezpieczeństwa Krajowego postawił na drony DroneHunter, które mogą łapać intruzów w sieć i transportować je poza chroniony obszar.
Wspólny pomysł nie oznacza jednak identycznej technologii. Ukraiński Scan Horizon, amerykański DroneHunter i izraelski DefendAir to odrębne konstrukcje o różnych sposobach działania. Łączy je przekonanie, iż nie każdy wrogi dron musi zostać zniszczony eksplozją albo ostrzałem. Czasami bardziej użyteczne jest fizyczne zatrzymanie maszyny, szczególnie w miejscu, gdzie nie można swobodnie używać klasycznej broni.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI















