
Kto wie, może słynna naklejka albo inne prestiżowe wyróżnienie już niebawem zagości na kolejowym wagonie. Wars planuje istotne zmiany.
O przyszłości jedzenia w pociągu opowiedział PAP Radosław Groblewski, prezes spółki Wars. Pierwszą i wydaje się, iż najważniejszą zmianą, mają być nowe wagony restauracyjne wyprodukowane przez FPS Cegielski. Według planów trafią do PKP Intercity w I półroczu 2027 r.
– Nowe wagony będą znacząco różniły się od w tej chwili eksploatowanych zarówno pod względem ergonomii pracy, jak i komfortu pasażerów. Projekt wagonów był konsultowany z WARS-em na etapie projektowania rozwiązań funkcjonalnych – deklaruje prezes.
Z 300 zamówionych przez PKP Intercity wagonów, 38 stanowić będą właśnie te gastronomiczne. Możliwe, iż nie wszyscy podróżni będą musieli się do nich fatygować. Wars chce, aby w pociągach przyjęło się rozwiązanie znane z samolotów – czyli je się na miejscu.
– Naszym celem jest rozwój oferty gastronomicznej w taki sposób, aby była ona jak najlepiej dopasowana do różnych sposobów podróżowania – zarówno pasażerów korzystających z wagonów restauracyjnych, jak i tych, którzy wolą spożyć posiłek na swoim miejscu – wyjaśnił Groblewski.
Dania do spożycia na miejscu miałyby być dostępne w pociągach Pesa Dart oraz Stadler Flirt. Jak tłumaczy szef spółki, to właśnie w tych składach zaplecze kuchenne jest mniejsze niż w zwykłym wagonie, stąd konieczność znalezienia „lepszego rozwiązania technicznego”. Jak informuje PAP, Wars analizuje rozszerzenie oferty o produkty przygotowane z myślą o konsumpcji na miejscu – byłyby to np. dania typu convenience czy przekąski na ciepło.
Już teraz wielu pasażerów narzeka na to, iż w Warsie nie zawsze da się wygodnie zjeść, bo miejsca okupowane są przez dłuższy czas przez podróżnych, którzy zamawiają np. jeden trunek i raczą się nim długimi godzinami. Niby pojawiają się komunikaty uświadamiające, iż taka praktyka utrudnia skorzystanie z oferty Warsu innym, ale nie wszyscy biorą to pod uwagę. Rozszerzenie dań na wynos mogłoby rozwiązać ten problem.
Ale co z zapachami?
W dawnych wspomnieniach z podróży istotną rolę odgrywają intensywne aromaty kanapek z jajkiem czy wędliną. Charakterystyczna woń nie wszystkim odpowiadała. Poszkodowani byli zarówno ci, którzy nie przepadali za takimi dodatkami, jak i ci, którzy zapomnieli o zapasach i ślinka im ciekła, gdy nosów dotarła woń przekąsek na drogę.
Niewykluczone, iż będzie co wdychać, bo na popularnych trasach Wars chce dostosowywać menu do regionu. Groblewski przypomniał, iż podobne rozwiązania były już testowane w wybranych relacjach międzynarodowych. W pociągu do Berlina serwowano Golonkę, a jadąc na Litwę można było raczyć się tamtejszym chłodnikiem.
Całkiem niezła przystawka przed głównym daniem, jakim są kulinarne doświadczenia w nowym miejscu. Z takiego rozwiązania na pewno ucieszyliby się turyści – smażony ser w drodze do Pragi, rybka w pociągu do Bałtyku? Pewnie z okazji skorzystaliby też youtuberzy kulinarni, sprawdzający jakość dań. Daruj sobie paprykarz, jeżeli wybierasz się do Szczecina, lepiej pojedź do Lublina i weź od razu trzy cebularze, takie są dobre – będą chwalić w recenzjach.
To naprawdę niegłupie rozwiązanie, bo lokalność to coś, z czego powinniśmy czerpać
Nie ma niczego lepszego niż smakowanie potraw niedostępnych w naszym miejscu zamieszkania. Ciągle mam wrażenie, iż za mało z tego korzystamy. Niby w łódzkich restauracjach bez problemu dorwie się zalewajkę, ale żałuję, iż żulik nie jest aż tak popularny. Zamiast kebabów wolałbym kanapki z tym słodkim chlebem. Albo chociaż budki z pierogami. Z byle jakiego fast foodu zagraniczne miasta robią swoją wizytówkę, a nam tej siły przebicia zdecydowanie brakuje. Bigos z boczniakami na wynos, a nie buła z warzywami – o taką kulinarną przyszłość walczę! Po cichu, w myślach, ale zawsze!
Może więc kulinarna rewolucja rozpocznie się w pociągach? Poniekąd już pociągi promują nasze narodowe dania, wzbudzając zachwyt przyjezdnych, ale nie miałbym nic przeciwko, gdyby odważniej zdecydowano się pójść za ciosem. To także youtuberzy kulinarni zwracają uwagę na to, aby doceniać lokalność, więc może plany Warsu to też echo ich popularności. Chcemy jeść dobrze, chcemy jeść tanio, chcemy doceniać tych, którzy nam to gwarantują – i miło, iż kolejowa spółka gastronomiczna to widzi.















