Nie każdy komputer gamingowy nada się do gier. Uważaj na te sztuczki handlarzy

12 godzin temu

Kupowanie używanego komputera to dla wielu łowców okazji szansa na zaoszczędzenie sporej sumy pieniędzy. Niestety, rynek wtórny, choć pełen potencjalnie atrakcyjnych ofert, jest również prawdziwą dżunglą dla nieświadomych konsumentów. Wiele ogłoszeń potrafi zwodzić kuszącymi opisami, które w rzeczywistości ukrywają przestarzałe komponenty, ukryte wady lub sprzęt, który swoje najlepsze lata ma dawno za sobą.

Gamingowy i7 niejedno ma imię. Stare procesory i sprytne, biurowe przeróbki

Na portalach aukcyjnych nagminnie trafia się na nagłówki w stylu „Komputer Gamingowy i7 / 16 GB RAM / GTX”. Niestety często pod tą etykietą kryje się leciwy procesor Intel Core i7 6. lub choćby 4. generacji. Można też trafić na jeszcze bardziej egzotyczne chińskie serwerowe Xeony na płytach Huananzhi X79/X99. Te staruszki ledwo zipią w nowych grach. Brakuje im nowoczesnych instrukcji, a do tego bez dodatkowych modyfikacji nie uruchomią choćby Windowsa 11.

10-letnia Nvidia GTX 1060 czy 11-letni Intel i7 – co wybierasz? | Źródło: Allegro (zrzuty ekrany)

Innym popularnym „trikiem” są małe, po-leasingowe komputery biurowe, takie jak Dell OptiPlex, HP ProDesk czy Lenovo ThinkCentre. Sprzedawcy lubią dołożyć do nich niskoprofilową kartę graficzną, na przykład GTX 1650 LP czy choćby RTX 3050 6 GB LP, i reklamować jako maszynę do gier AAA. Takie zestawy sprawdzą się do e-sportu w tytułach pokroju League of Legends lub CS2. Problem zaczyna się, gdy taki sprzęt trafia na ogłoszenie jako „potwór do najnowszych gier”. To zwyczajne kłamstwo.

Prawdziwy gwóźdź do trumny tych małych komputerków to ich konstrukcja. Niestandardowe zasilacze OEM o mocy 180-240 W z autorskimi wtyczkami oraz ciasna obudowa sprawiają, iż praktycznie niemożliwa jest wymiana karty graficznej na coś wydajniejszego. Taki manewr wiązałby się z koniecznością wymiany zasilacza, płyty głównej, a choćby obudowy, co czyni cały upgrade kompletnie nieopłacalnym. To sprzęt, który swoje życie przeżyje tak, jak go kupiliśmy, bez żadnych perspektyw na przyszłość.

Komputer SFF Dell. | Źródło: Dell

Szczytem bezczelności są jednak ogłoszenia, w których sprzedawcy mianują komputerem gamingowym sprzęt w ogóle pozbawiony dedykowanej karty graficznej. Bazują one wyłącznie na zintegrowanym układzie procesora (iGPU), co oznacza, iż taki zestaw polegnie przy niemal każdej nowszej grze 3D.

Taki komputer to co najwyżej baza do rozbudowy. | Źródło: Allegro (zrzut ekranu)

Poznaj przeszłość karty graficznej i rodowód zasilacza

Mam tu na myśli GPU, które przez długie miesiące, a choćby lata, działały 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu w koparkach kryptowalut czy przy intensywnym trenowaniu modeli sztucznej inteligencji. Taki tryb pracy bez litości odbija się na ich kondycji.

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym są zużyte wentylatory, które hałasują, mają luźne osie i nieefektywnie chłodzą układ. Problemem jest także pamięć VRAM, zwłaszcza moduły GDDR6X, które w tych zastosowaniach ulegały ekstremalnemu przegrzewaniu. Ich żywotność po prostu drastycznie spadła. Dodatkowo, wiele z tych kart posiadało zmodyfikowany VBIOS. Ten pozwalał na optymalizację kopania, ale wymaga manualnego przywracania oryginalnego oprogramowania, co nie dla wszystkich jest prostym zadaniem.

Zakup takiej wyeksploatowanej karty to proszenie się o kłopoty. Stabilność działania staje się loterią, artefakty na ekranie czy nagłe awarie to tylko kwestia czasu.

Innym krytycznym, a często lekceważonym elementem komputera, jest zasilacz. Na rynku wtórnym roi się od jednostek z „czarnej listy”. Są to na przykład marki Akyga, Whitenergy, Bandit Power, Logic czy iBOX, a także starsze serie Tracer. To sprzęt wysokiego ryzyka. Te zasilacze często nie posiadają podstawowych zabezpieczeń, takich jak OVP, OCP czy SCP.

W razie awarii lub dużego obciążenia taki zasilacz staje się tykającą bombą, która może uszkodzić resztę podzespołów. Oszczędność kilkudziesięciu złotych na zasilaczu często prowadzi do wielokrotnie wyższych strat. To naprawdę nie jest element, na którym warto eksperymentować.

Polecanymi zasilaczami są np. te od be quiet! | Źródło: Unsplash (@zelebb)

A czy to w ogóle działa? Czyli o co pytać sprzedawcę

Zanim umówisz się na odbiór lub klikniesz opcję zakupu, zapytaj o gwarancję i „papiery”. Pamięci RAM, zasilacze z certyfikatami Gold lub Platinum czy dyski SSD mają często bardzo długie, choćby pięcioletnie lub dziesięcioletnie gwarancje producenta, a paragon lub faktura potrafią drastycznie podnieść bezpieczeństwo transakcji.

Równie ważna jest historia i serwis komputera. Dopytaj, czy zestaw był podkręcany, kiedy ostatnio wymieniano pastę na procesorze oraz czy na śrubach chłodzenia karty graficznej znajdują się fabryczne plomby. Pamiętaj, iż kategoryczna odmowa możliwości przeprowadzenia testów na żywo przy odbiorze osobistym to natychmiastowa, czerwona flaga.

Jeśli kupujesz sprzęt z wysyłką, zawsze wybieraj opcje z ochroną kupującego i nie wierz na słowo zapewnieniom o idealnym stanie. Poproś o zrzuty ekranu z programów diagnostycznych z otwartym Notatnikiem w tle, w którym wpisane jest Twoje imię i aktualna data.

Stan dysków SSD i HDD doskonale zweryfikuje program CrystalDiskInfo, w którym należy zwrócić uwagę na parametr TBW, czas pracy oraz błędy w tabeli S.M.A.R.T. Test karty graficznej w HWInfo64 połączonym z FurMarkiem powinien trwać minimum dziesięć minut. Natomiast różnica między temperaturą rdzenia a najgorętszym punktem (HotSpot) nie powinna przekraczać 15-20 stopni. Z kolei programy OCCT lub Prime95 pozwolą upewnić się, iż procesor nie zrzuca zegarów pod wpływem temperatury, a zasilacz wytrzymuje pełne obciążenie zestawu.

Benchmark Furmark. | Źródło: corsair.com

Czerwone flagi. Kiedy lepiej odpuścić?

Na koniec pamiętaj o złotych zasadach bezpieczeństwa. Omijaj szerokim łukiem ogłoszenia z opisem mówiącym o braku możliwości sprawdzenia lub sprzedaży sprzętu jako uszkodzony. W większości przypadków komputer został dokładnie przetestowany, okazal się złomem, a sprzedawca próbuje zrzucić odpowiedzialność na kupującego.

Unikaj aukcji ze zdjęciami katalogowymi pobranymi z sieci oraz sprzedawców, którzy unikają bezpiecznych płatności i nalegają na zaliczki, przelewy BLIK-iem na telefon czy wysyłkę poza oficjalnym systemem transakcyjnym portalu.

I pamiętaj – gorszy od kiepskiego zasilacza czy wyeksploatowanej karty jest po prostu brak uczciwości sprzedawcy. Największą pułapką rynku wtórnego nie jest sam słabszy sprzęt, ale kłamstwo w opisie i próba wciśnięcia go w wywindowanej cenie jako „okazji życia”.

Źródło: oprac. własne / Zdj. otwierające: Unsplash (@peek_a_boo_who)

komputeryPCpodzespoły
Idź do oryginalnego materiału