
Satelity radarowe, łączność i rozpoznanie z orbity stają się częścią europejskiego zbrojenia. Polskie firmy chcą wykorzystać moment.
Polska branża kosmiczna przez lata była opisywana głównie jako obiecująca, rozwijająca się i czekająca na większe kontrakty. Teraz sytuacja zaczyna wyglądać inaczej. Program SAFE może otworzyć polskim firmom drzwi nie tylko do zamówień dla Wojska Polskiego, ale też do sprzedaży technologii satelitarnych innym państwom Europy.
Najważniejszy sygnał płynie z Grecji. Ateny mają być zainteresowane zakupem systemów satelitarnych powiązanych z polskim przemysłem, w tym zdolności radarowych SAR. To nie pozostało dowód na to, iż Polska stała się kosmiczną potęgą. Jest jednak dowodem, iż krajowe kompetencje przestają być wyłącznie dodatkiem do wielkich programów zagranicznych. Zaczynają być wartościowym towarem, którego szukają nasi sojusznicy.
Polska przestaje tylko kupować. Zaczyna sprzedawać
Do niedawna rozmowa o polskiej obronności wyglądała dość jednostronnie: kupujemy samoloty, czołgi, rakiety, śmigłowce, radary i satelity. Często za granicą, często w dużych pakietach i często dlatego, iż trzeba gwałtownie zamykać luki po latach niedoinwestowania. To przez cały czas się dzieje i jeszcze długo będzie się działo.
Program SAFE zmienia jednak układ sił w jednym bardzo ważnym miejscu. To nie jest wyłącznie worek z pieniędzmi na polskie zakupy. To mechanizm, który ma zachęcać państwa Europy do wspólnych zamówień i wzmacniania europejskiej bazy przemysłowej. jeżeli polska firma ma rozwiązanie, którego potrzebuje inne państwo, SAFE może pomóc sfinansować taki zakup.
Na ten aspekt zwracała uwagę w rozmowie z portalem Space24 pełnomocnik rządu ds. Instrumentu na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa Europy Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Jak podkreślała, SAFE nie powinien być postrzegany wyłącznie jako źródło finansowania zakupów dla Polski, ale także jako szansa na zwiększenie eksportu krajowych technologii obronnych. Wskazywała przy tym, iż zainteresowanie Grecji polskimi rozwiązaniami satelitarnymi pokazuje, iż rodzime firmy mogą zacząć korzystać z programu również jako dostawcy dla innych państw europejskich.
Dla sektora kosmicznego to ogromna różnica. Dotąd polskie firmy często musiały przebijać się przez rynek pojedynczymi produktami, demonstratorami albo podwykonawstwem. Teraz mogą wejść w obszar, gdzie zapotrzebowanie rośnie bardzo szybko: rozpoznanie satelitarne, łączność, obserwacja Ziemi, odporność infrastruktury i wsparcie działań wojskowych.
Grecja może być pierwszym klientem, który pokaże, iż to działa
Ateny dostały w ramach SAFE aż 787,67 mln euro, które mają zostać przeznaczone m.in. na systemy rozpoznawcze, komunikacyjne i antydronowe. To dokładnie te potrzeby, w których technologie kosmiczne z roku na rok zaczynają odgrywać coraz większą rolę.
Grecja już wcześniej rozwijała zdolności satelitarne we współpracy z firmami powiązanymi z polskim ekosystemem. Chodzi m.in. o satelity radarowe SAR od ICEYE oraz projekty telekomunikacyjne związane z Thorium Space i greckim operatorem Hellas Sat. Nowe deklaracje pokazują, iż ten kierunek może zostać rozszerzony.
Eksport technologii obronnych rzadko zaczyna się od jednego wielkiego skoku. Częściej zaczyna się od zaufania do konkretnej firmy, sprawdzenia systemu w praktyce, dostarczenia pierwszych zdolności i późniejszych zamówień uzupełniających. jeżeli Grecja będzie kupować więcej satelitarnych rozwiązań z Polski, inni mogą patrzeć uważniej.
Satelity SAR są dziś strategicznym towarem
Największą uwagę przyciągają satelity radarowe SAR. Skrót oznacza radar z syntetyczną aperturą. Chodzi o satelitę, który nie czeka na światło słoneczne i nie potrzebuje bezchmurnego nieba. Wysyła własny sygnał radarowy w stronę Ziemi i analizuje odbicie. Dzięki temu może obserwować teren nocą, przez chmury, dym, deszcz i mgłę.
Dla wojska to zdolność dosłownie bezcenna. Przeciwnik nie przestaje przemieszczać sprzętu tylko dlatego, iż pogoda jest zła. Kolumny, lotniska, porty, magazyny, mosty, wyrzutnie i zaplecze logistyczne trzeba obserwować stale, a nie tylko wtedy, gdy akurat świeci słońce. Wojna na Ukrainie jasno udowodniła nam, iż dostęp do danych z orbity może wpływać na tempo decyzji, planowanie uderzeń, ocenę zniszczeń i monitorowanie ruchów przeciwnika.
To właśnie dlatego satelity SAR stały się jednym z najgorętszych produktów w europejskiej obronności. Są oczami armii, służb i administracji kryzysowej. A jeżeli takie oczy można kupić w Europie, z szybkim wdrożeniem i elementem suwerenności danych, stają się czymś znacznie ważniejszym niż zwykła usługa obrazowania.
Polski przykład już działa na orbicie
Polska sama zaczęła budować takie zdolności przez program MikroSAR, znany jako POLSARIS. Konstelacja radarowa dla Sił Zbrojnych RP powstała w błyskawicznym tempie jak na standardy kosmiczne. Pierwszy satelita został wyniesiony pod koniec 2025 r., kolejne dołączały w 2026 r., a system ma dawać wojsku własny dostęp do zobrazowań radarowych.
Państwo, które tylko opowiada o satelitach, sprzedaje wizję. Państwo, którego wojsko już używa takiego systemu, sprzedaje doświadczenie. Klient zagraniczny nie kupuje wtedy obietnicy z katalogu, ale zdolność sprawdzoną przez kraj frontowy NATO, położony obok największej wojny w Europie od dekad.
Oczywiście polski sektor kosmiczny nie ogranicza się do jednej firmy i jednego typu satelitów. Są firmy od platform satelitarnych, komunikacji, segmentu naziemnego, elektroniki, optyki, przetwarzania danych i usług dla obronności. Ale to właśnie radarowe rozpoznanie z orbity jest dziś najłatwiejsze do opowiedzenia klientom, bo trzeba widzieć więcej, szybciej i niezależnie od pogody.













