
Systemy powiadamiania RCB w Polsce i na świecie wysyłają coraz więcej błahych wiadomości. Ale myślisz, iż to coś naszego, polskiego? Wręcz przeciwnie. U naszych europejskich sąsiadów jest gorzej.
Siedzisz spokojnie, a telefon wibruje i emituje dźwięk sugerujący początek inwazji obcych. Spoglądasz na ekran i widzisz komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa przypominający o zabraniu parasola i nieparkowaniu pod drzewem.
W Polsce obywatele przywykli do faktu, iż system stworzony do informowania o realnym zagrożeniu życia regularnie pełni funkcję pogodynki lub przypomina o udziale w kampaniach profrekwencyjnych. Skutek takich działań pozostaje łatwy do przewidzenia. Otrzymując wiadomość ratunkową, mało kto odczuwa strach, a dominującą emocją staje się… irytacja.
Polski mechanizm powiadamiania od dłuższego czasu stanowi obiekt internetowych żartów, memów i krytyki. Główny zarzut dotyczy nadużywania tego krytycznego narzędzia.
Zamiast informacji o sprawach wagi państwowej, telefony wyświetlają ostrzeżenia o umiarkowanym wietrze, lokalnych podtopieniach znanych z prognoz pogody czy o konieczności głosowania w wyborach prezydenckich przez osoby spędzające czas na wakacjach. Obywatele narzekają na zepsucie systemu i obracanie go w żart, jednak spojrzenie za granicę udowadnia, iż rządy innych państw idą w kwestii spamowania obywateli o krok dalej.
Korea Południowa: alerty o utrudnieniach w metrze
Dobrym punktem odniesienia jest wpis użytkowniczki Kaś, opublikowany w X (dawniej Twitter).
Alert RCB jednak nie jest najgorszy pic.twitter.com/ZFUD6Pq8fD
— 🔇 Kaś spam (@lobaftwo) August 3, 2026Podzieliła się ona zrzutem ekranu ze swojego telefonu, dodając wymowny komentarz sugerujący, iż polskie RCB nie wypada wcale najgorzej na tle świata.
Grafika przedstawia widok z telefonu w Korei Południowej. W sekcji ostrzeżeń przed zagrożeniami, opatrzonej charakterystyczną ikoną, widnieją cztery komunikaty wysłane w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut.
Choć wyglądają one jak zwiastun wojny nuklearnej, ich tłumaczenie ujawnia prozaiczną treść:
- Problem komunikacyjny: alerty informują o protestach organizacji walczących o prawa osób z niepełnosprawnościami na stacjach seulskiego metra.
- Lokalizacja utrudnień: komunikaty precyzują, iż incydenty dotyczą stacji Noryangjin (linia 1) oraz Hyehwa (linia 4).
- Skutki dla pasażerów: państwowy system ostrzegania donosi, iż pociągi będą przejeżdżać przez te stacje bez zatrzymywania się.
Używanie krytycznej infrastruktury, mającej budzić obywateli w środku nocy w razie trzęsienia ziemi, do informowania o zmianach w rozkładzie jazdy całkowicie obniża powagę całego przedsięwzięcia. Fajne bezpieczeństwo publiczne.
Jesteśmy zmęczeni alertami
Opisywane zjawisko ignorowania powiadomień posiada naukową definicję. Tak, dzisiaj idziemy w tym kierunku.
Chodzi o termin alert fatigue, co tłumaczy się na nasze jako zmęczenie alertami. Występuje ono w sytuacji przebodźcowania organizmu dużą liczbą powiadomień, z których większość ma niski priorytet lub stanowi fałszywy alarm.
Działanie tego mechanizmu widać wyraźnie w szpitalach, gdzie przebodźcowany personel pielęgniarski i lekarski podświadomie ignoruje ciągłe pikanie monitorów funkcji życiowych. Podobny proces zachodzi w przypadku naszych telefonów komórkowych. Mózg adaptuje się do bodźców, analizując częstotliwość występowania realnego zagrożenia.
Skuteczny system ostrzegania opiera się na prostej osi. Powinien aktywować się wyłącznie w sytuacjach poważnego ryzyka, takich jak powódź, uwolnienie toksycznych substancji, atak terrorystyczny czy ekstremalny huragan.
Odbiorca musi wiedzieć, iż sprawa jest śmiertelnie poważna. Po drugiej stronie tej osi system zamienia się w niechciany spam, przejmując rolę miejskiego rzecznika prasowego.
Błędy ludzkie i paraliż od Hawajów po Japonię
Jeśli sądzisz, iż wysyłanie komunikatów o korkach czy mżawce to szczyt problemu, przykłady z innych państw pokazują, jak niebezpieczne bywa nieprzemyślane lub omylne zarządzanie systemami powiadamiania:
- Hawaje i widmo rakiety nuklearnej: w 2018 r. mieszkańcy Hawajów otrzymali na swoje telefony przerażający komunikat: Zagrożenie pociskiem balistycznym zmierzającym w stronę Hawajów. Szukaj schronienia. To nie są ćwiczenia. Wybuchła panika, ludzie żegnali się z bliskimi, a sprostowanie wysłano dopiero po 38 minutach. Okazało się, iż pracownik podczas porannej zmiany kliknął złą opcję w rozwijanym menu komputera.
- Japonia i fałszywy alarm nuklearny: japoński system J-Alert uchodzi za jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie. Jednak w 2018 r, japońska telewizja publiczna NHK pomyłkowo wysłała na telefony informację o wystrzeleniu rakiety przez Koreę Północną i nakazie natychmiastowej ewakuacji.
Od mżawki w Hiszpanii po świętowanie w Holandii
Z drugą stroną medalu – czyli sprowadzaniem systemów alarmowych do roli codziennego spamu – boleśnie zderzyli się mieszkańcy Europy Zachodniej.
System ES-Alert w Katalonii, obsługiwany przez organizację Protecció Civil, borykał się z problemem nadmiernej zachowawczości. Telefony emitowały głośne dźwięki, ostrzegając przed ekstremalnymi, zagrażającymi życiu ulewami i zachęcając mieszkańców do niewychodzenia z domów.
Po tych komunikatach z chmur spadała zwykle jedynie lekka mżawka. Seria fałszywych alarmów pogodowych sprawiła, iż mieszkańcy Barcelony zaczęli masowo przeszukiwać ustawienia telefonów, wyłączając powiadomienia ratunkowe.
Jeszcze bardziej absurdalny przykład nadszedł z Holandii w maju 2019 r. Drużyna Ajaxu Amsterdam świętowała zdobycie mistrzostwa i krajowego pucharu, co przyciągnęło na plac Museumplein około 100 tysięcy kibiców.
Władze miasta, obserwując gęstniejący tłum na ulicach, wykorzystały system NL-Alert – narodowy odpowiednik RCB zaprojektowany do ostrzegania o pożarach i skażeniach chemicznych.
Kan iemand mij uitleggen waar het NL-Alert van zojuist onder valt? @AmsterdamNL @Politie_Adam #nlalert pic.twitter.com/Wy5wg4uvyb
— Sven Fischer (@SvRoFi) May 24, 2017Wysłana wiadomość zawierała informację o przepełnionym placu oraz prośbę o nieprzyjeżdżanie do miasta i świętowanie w domach. Wykorzystanie najwyższego stopnia alarmu państwowego jako narzędzia do rozładowania korków obnażyło słabość procedur decyzyjnych.
Narzędzie ostateczne, a nie miejski newsletter
Przykłady z Polski, Korei Południowej, Hiszpanii oraz Holandii prowadzą do jednego, bardzo prostego wniosku: systemy powiadamiania ratunkowego zachowują swoją moc wyłącznie wtedy, gdy stanowią narzędzia ostateczne. Ich siła opiera się na rzadkim używaniu w ściśle określonych, krytycznych sytuacjach. Narzędzie przeznaczone do informowania o wszystkim w efekcie nie służy do niczego.
Zamiana ratunkowej syreny alarmowej w codzienny newsletter gwarantuje, iż ludzie przestaną jej słuchać. Kiedy nadejdzie moment zagrożenia, poirytowany obywatel odrzuci komunikat, zakładając, iż władze ponownie ostrzegają przed zakorkowanym miastem. Albo wygraną zespołu piłkarskiego.














