
Burzowy front ma przeciąć południe Polski. IMGW ostrzega, iż miejscami może spaść choćby 60 litrów wody.
Najbliższe kilkadziesiąt godzin nie przyniosą Polsce klasycznego, szybkiego przejścia burz z silnym wiatrem i po sprawie. Tym razem największym problemem ma być woda. IMGW wskazuje, iż najgroźniejsze zjawiska ustawią się we wtorek, 14 lipca, w pasie biegnącym przez południe kraju – od Dolnego Śląska, przez Opolszczyznę, Śląsk i Małopolskę, aż po Podkarpacie. Właśnie tam burzom mają towarzyszyć nawalne opady deszczu, które lokalnie mogą prowadzić do podtopień i zalań.
Burzowy pas przetnie południe kraju
Z prognoz IMGW wynika, iż już od wtorku silniejsze burze mogą rozwijać się zarówno na południowym zachodzie, jak i na południowym wschodzie Polski, ale najważniejsze jest to, iż zjawiska mają układać się w dość wyraźny pas przez południową część kraju. PolskiemuRadiu24 synoptyczka IMGW Anna Gryczman mówiła, iż właśnie na odcinku od Dolnego Śląska po Podkarpacie trzeba liczyć się z najgwałtowniejszym przebiegiem pogody. To oznacza, iż zagrożenie nie będzie punktowe, ale obejmie duży obszar, przez co lokalne służby i mieszkańcy kilku województw będą musieli śledzić sytuację praktycznie równocześnie.
Taki układ jest szczególnie niebezpieczny wtedy, gdy burze nie przemieszczają się bardzo gwałtownie albo gdy kolejne komórki konwekcyjne przechodzą po podobnej trasie. Wtedy choćby jeżeli pojedyncza burza nie przynosi ekstremalnego wiatru czy wielkiego gradu, to suma opadów zaczyna robić się problemem. A właśnie na to IMGW zwraca dziś największą uwagę.
Najgorszy będzie deszcz, nie wiatr
To najważniejsza różnica wobec wielu wcześniejszych epizodów burzowych. Owszem, prognozowane są porywy wiatru rzędu 65-70 km/h, ale w obecnej sytuacji nie to ma być najbardziej dotkliwe. Według IMGW sumy opadów w czasie burz mogą sięgać choćby 60 mm, a na terenach bardziej wrażliwych hydrologicznie to już wartości, które gwałtownie przekładają się na lokalne zalania, podtopienia ulic, piwnic i obniżeń terenu.
To właśnie dlatego w komunikatach meteorologów wyraźnie wybrzmiewa ostrzeżenie przed wodą. Nawalny deszcz działa inaczej niż klasyczna ulewa rozłożona na wiele godzin. Gdy w krótkim czasie spada kilkadziesiąt litrów na metr kwadratowy, kanalizacja deszczowa często nie nadąża, mniejsze cieki gwałtownie przybierają, a w miastach tworzą się lokalne rozlewiska. W dodatku IMGW zastrzega, iż opady mogą utrzymywać się także w nocy z wtorku na środę, choć już z mniejszą intensywnością. przez cały czas jednak miejscami może wtedy spaść kolejne 20-30 mm.
Niebezpiecznie także na południowym wschodzie
Instytut zwraca uwagę, iż już wcześniej alerty obejmowały wschodnią część kraju, a nocne burze i intensywne opady miały dotyczyć m.in. Lubelszczyzny, Podkarpacia, Kielecczyzny, części Małopolski i Mazowsza. To oznacza, iż część regionów może wejść w najgroźniejszy etap pogody już po wcześniejszych opadach i przy podwyższonej wilgotności gruntu. W takiej sytuacji choćby pozornie zwykły kolejny epizod deszczowy może przynieść szybsze i bardziej odczuwalne skutki.
Południowy wschód pozostaje przy tym szczególnie newralgiczny również dlatego, iż tam temperatura ma być najwyższa (według IMGW choćby do 29 st. C). Ciepłe i wilgotne powietrze to paliwo dla konwekcji, a więc dla rozwoju chmur burzowych, które potrafią produkować bardzo intensywne opady w krótkim czasie.
To dopiero początek bardziej burzowego tygodnia
Szersza prognoza IMGW na tydzień 13-19 lipca pokazuje, iż wtorkowy epizod nie będzie całkowitym wyjątkiem. Instytut zapowiada, iż w najbliższych dniach do Polski napłynie cieplejsza masa powietrza, a od czwartku pojawią się choćby upały. Jednocześnie wilgoci w atmosferze ma być dużo, więc burze i przelotne opady nie znikną – początkowo głównie na wschodzie i południu, a później również w innych częściach kraju. IMGW zaznacza wprost, iż burze mogą mieć miejscami gwałtowny przebieg, a ulewne opady lokalnie prowadzić do podtopień i zalań.
Nie mamy więc do czynienia z jednorazowym wpadnięciem frontu, ale z okresem bardziej chwiejnej, wilgotnej i coraz cieplejszej pogody. A to zwykle oznacza, iż choćby po przejściu jednej strefy burzowej ryzyko nie znika całkowicie, tylko może wracać w kolejnych dniach.
Zobacz także:
Wszystko wskazuje na to, iż najwięcej szkód może przynieść nie gwałtowny wiatr, ale deszcz, który miejscami spadnie bardzo gwałtownie i w dużej ilości. Dlatego właśnie południowy pas Polski – od Dolnego Śląska po Podkarpacie – trzeba traktować w najbliższych godzinach jako obszar podwyższonego ryzyka. W takich sytuacjach najbardziej zdradliwe bywa to, iż pogoda długo wygląda tylko na deszczową, a problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy woda nie ma już gdzie odpływać.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Gleive Marcio Rodrigues de Souza, Pexels















