Musette Cafe – kolarski pępek świata pod Coll de Rates

magazynbike.pl 6 dni temu

Miejsce, w którym możesz spotkać Remco Evenepoela, zobaczyć jego najnowszy rower, a chwilę później wpaść na Tadeja Pogačara z kolegami z UAE, naprawdę istnieje. To Musette Cafe, położona strategicznie u podnóża Coll de Rates, niedaleko Calpe.

Byłoby przesadą powiedzenie, iż to punkt obowiązkowy na kolarskiej mapie Europy – choćby jeżeli jest nie mniej oblegany niż sam podjazd, który zimą stał się jednym z najważniejszych miejsc treningowych w tej części świata. Ale to doskonałe miejsce spotkań.

Wszyscy i tak trafiają w to samo miejsce

Jak silny jest ten magnes, najlepiej świadczy fakt, iż z kilkoma osobami spotkaliśmy się tu zupełnie bez umawiania – albo w samej kawiarni, albo dosłownie obok. Bartek i Paweł z Wrocławia, Lil Mikołajewska przemykająca na Faktorze tuż pod lokalem – zawsze gdzieś w zasięgu wzroku. Jakby wszyscy, prędzej czy później, i tak trafiali w to samo miejsce.

My także byliśmy w Musette i – jak to w Calpe – obok zawodników z World Touru spotkaliśmy popularnych twórców internetowych, ale oczywiście także Polaków. Bo Polacy są wszędzie, a Calpe to dziś bez­dyskusyjna zimowa stolica polskiego kolarstwa.

W jednej kolejce po przepyszne migdałowe ciasto staliśmy z prosami z Vostera i Mazowsza Serca Polski. A przy sąsiednich stolikach siedzieli ludzie, którzy po prostu lubią jeździć na rowerze i wpadli na dobrą kawę. Bez napinki. Bez porównywania watów.

Największa siła Musette: równość

I to jest największa siła Musette. Tu wszyscy są równi. Koszulka z World Touru nie robi większego wrażenia, bo równie dobrze możesz siedzieć obok kogoś, kto następnego dnia pojedzie rekreacyjnie na Rates i wróci do domu z szerokim uśmiechem.

To miejsce nie udaje kolarskiej kawiarni

Musette nie wzięło się znikąd. To nie jest kolejna „rowerowa kawiarnia”, do której doklejono estetykę i hasło marketingowe. To miejsce, które wyrosło z kolarstwa – dosłownie i mentalnie.

Sprawdziłem w sieci – prace nad kawiarnią ruszyły w sierpniu 2019 roku. James i Rachel wybrali niewielką miejscowość Alcalalí, w dolinie Jalón, kilka kilometrów od Calpe i Denii. Okolica od lat przyciąga zawodowe ekipy szukające słońca i suchych dróg w środku europejskiej zimy. Ale sam pomysł narodził się dużo wcześniej.

Ludzie, którzy wiedzą, o co chodzi w kolarstwie

James i Rachel – nawiasem mówiąc, ich akcent nie pozostawia żadnych wątpliwości, skąd pochodzą – przez lata nosili się z myślą o stworzeniu kolarskiego biznesu poza Wielką Brytanią. Rozważali różne lokalizacje i formy, w tym kawiarnię i sklep, ale najważniejsze było jedno: miejsce musiało mieć sens dla kolarzy.

W 2015 roku przeprowadzili się w okolice Calpe, uruchamiając zimowe wyjazdy i obozy treningowe. Kawiarnia cały czas była gdzieś w tle – jako naturalne rozwinięcie tego, co już robili.

W marcu 2019 roku trafili na lokal do wynajęcia. Dwa kilometry od początku Coll de Rates. Decyzja zapadła szybko.

Kolarskie CV, które robi różnicę

Za Musette stoją ludzie, którzy kolarstwo znają od podszewki.

James ścigał się od trzynastego roku życia, wygrał National Espoirs Road Race Series, a potem wyjechał do Francji, by rozwijać karierę. Ścigał się w barwach UCI Continental Sigma Sport, a po zakończeniu kariery został mechanikiem British Cycling, objeżdżając świat z reprezentacją narodową – od Pucharów Świata po mistrzostwa globu i zgrupowania kadry.

Rachel wywodzi się z kolarskiej rodziny. Jej wujek był jednym z czołowych brytyjskich kolarzy lat 60., a ona sama przez lata zajmowała się turystyką sportową – była m.in. oficjalnym touroperatorem Irish Tourist Board przy starcie Tour de France w 1998 roku.

To wszystko ma znaczenie, bo Musette nie udaje miejsca dla kolarzy. Ono nim jest.

Musette – nazwa z peletonu

Nazwa także nie jest przypadkowa. Musette to francuskie określenie torby z jedzeniem podawanej kolarzom w strefach bufetowych wyścigów. Dokładnie to dzieje się tutaj: szybka kawa, coś słodkiego, kilka minut odpoczynku i powrót na trasę.

Kawa, ciasta i sensowne jedzenie

Kawa musiała być dobra – i jest. Ziarna pochodzą z The Roastery, palarni z niemal 40-letnim doświadczeniem. Marcel Binley i Claudette Porter, właściciele The Roastery i Bella Barista, odegrali kluczową rolę w stworzeniu oferty, która trafia zarówno do zawodników World Touru, jak i do amatorów. A jeżeli ktoś kawy nie pije – jest Yorkshire Tea.

Ciasta to domena Rachel. Wszystkie są wypiekane na miejscu. Liczy się smak i odżywczość. Migdałowa tarta, carrot cake, banana bread – proste, sycące, oparte na normalnych składnikach. I właśnie dlatego tak dobrze trafiają w gusta kolarzy.

Od pierwszej zimy do statusu kultowego

Musette otworzyło się na początku listopada 2019 roku i już pierwsza zima pokazała, iż to był strzał w dziesiątkę. Zaczęli wpadać zawodnicy i całe ekipy: Sunweb, NTT, Quick Step, Canyon/SRAM, Bahrain, UAE. Wielu wracało regularnie, mówiąc wprost, iż to ich ulubiony przystanek treningowy.

Wieść rozeszła się gwałtownie – przez social media i pocztę pantoflową. Prosi zaczęli zabierać ziarna kawy do domu, a w ramach wdzięczności zostawiali bidony, musette’y i koszulki. Najcenniejsza? Podobno podpisana koszulka Grega van Avermaeta, przekazana podczas obozu CCC Team. Miód na polskie oczy!

Detale, które robią klimat

Dziś Musette to miejsce kultowe. Hiszpańskie słońce, luz i brak pośpiechu sprawiają, iż działa jak magnes.

Warto zatrzymać się tu na dłużej – choćby po to, by obejrzeć kolarskie pamiątki na ścianach: koszulki, bidony i musette’y zostawione przez zawodowe ekipy. To nie są dekoracje kupione w sklepie z gadżetami, tylko autentyczne ślady ludzi, którzy tu jeżdżą i wracają.

Jest też wymiar bardzo praktyczny. jeżeli dopadną was prozaiczne problemy – palące słońce, brak smaru, zapomniana dętka czy inne drobiazgi – wszystko to można kupić na miejscu w małym sklepiku. Gospodarze pomyśleli o detalach. choćby o takich, które zauważają tylko kolarze – jak przycisk spłuczki w męskiej toalecie z napisem „Pinarello”.

Mañana, choćby jeżeli jesteś Brytyjczykiem

Uwaga praktyczna: w cieplejsze dni bywa tłoczno. My byliśmy w styczniu – rekordowo chłodnym jak na te okolice – a i tak trzeba było chwilę odstać swoje. choćby jeżeli kawiarnia prowadzona jest przez Brytyjczyków, wszystko dzieje się tu w rytmie hiszpańskiego „mañana”. Czyli: powoli. Spokojnie. Dokładnie tak, jak powinno być po dobrym treningu.

Dlaczego trzeba tu zajrzeć

Musette Cafe to nie tylko kawiarnia. To kolarski punkt styku, miejsce, w którym świat profesjonalny i amatorski spotykają się przy tej samej kawie, pod tym samym słońcem, u podnóża tego samego podjazdu.

I właśnie dlatego, będąc w Calpe, po prostu trzeba tu zajrzeć. A z Pego i polskiej bazy pego.cc (pozdrawiamy, będzie reportaż!) to 16 km i maksymalnie 40 minut jazdy. Nie może być lepiej!

Tekst: Grzegorz Radziwonowski

Zdjęcia: Maciej Karbowniczak, Grzegorz Radziwonowski

Idź do oryginalnego materiału