Disneyland ma pachnieć watą cukrową, wywoływać nostalgię i wyglądać jak miejsce rodem ze znanych bajek Disneya. Problem w tym, iż część gości traktuje park jak prywatny cmentarz. Rozsypywanie prochów bliskich w Disneylandzie stało się upiorną tradycją, a władze amerykańskiego parku toczą z nią nierówną walkę.
Rozsypywanie prochów w Disneylandzie to nie legenda miejska
Temat rozsypywania prochów w Disneylandzie wraca cyklicznie w anglojęzycznych mediach od lat. Jednym z najczęściej przywoływanych opisów jest reportaż The Wall Street Journal, w którym zebrano relacje o tym, jak często pracownicy natrafiają na rozsypane szczątki i jak na to reagują. Incydenty te przydarzają się tak często, iż personel mówi o nich jak o rutynie – mniej więcej raz w miesiącu. Disney ma w tej sprawie jasne stanowisko: to zachowanie jest zabronione, a osoby przyłapane na tego rodzaju praktykach mogą zostać wyproszone z terenu resortu.
Dlaczego akurat Disneyland i Disney World? Dla niektórych osób Disneyland to nie tylko park rozrywki. To emocjonalna kotwica. Miejsce zaręczyn, rodzinnych wakacji, przywoływania wspomnień z dzieciństwa. W Stanach Zjednoczonych niektórzy odwiedzają park rozrywki każdego dnia (!), pozostawiając w nim dziesiątki tysięcy dolarów.
Grafika: DisneylandProchy bywają rozsypywane w różnych punktach Disneylandu. Niektórzy wysypują je pośród roślinności, inni do wody, jeszcze inni na trawnikach. Najśmielsi prochy w Disneylandzie wysypują z urn na konkretnych przejażdżkach. Według źródeł pracownicy parku wskazują, iż najczęstszym celem jest Haunted Mansion (Nawiedzony Dwór), a także rabatki przy Cinderella Castle (Zamek Kopciuszka), obrzeża Pirates of the Caribbean (Piraci z Karaibów) i choćby woda w fosie przy Dumbo.
HEPA cleanup to kod, po którym zaczyna się sprzątanie
Jeśli obsługa zorientuje się, iż doszło do rozsypania prochów, sytuacja robi się mało bajkowa. możliwie jak najszybciej włączana jest procedura sprzątania. W relacjach w sieci pojawia się określenie HEPA cleanup, pochodzące od filtrów HEPA używanych w odkurzaczach do wyłapywania bardzo drobnych cząstek. Pracownicy mają swoje nieformalne określenia: „Code Grandma” (kod babcia) i „white powder alert” (ostrzeżenie przed białym proszkiem). W uproszczeniu: prochy trzeba zbierać tak, aby nie roznieść pyłu dalej i żeby nie narażać gości parku na ewentualne problemy zdrowotne.
Skutek uboczny upiornych porządków? Rzecz jasna zatrzymanie atrakcji i wyłączenie fragmentu parku z ruchu turystycznego. jeżeli ktoś pozbędzie się szczątków bliskiej osoby na danej atrakcji, jej obsługa musi przerwać jej działanie i posprzątać.
Czy można poprosić o zgodę na rozsypanie prochów w Disneylandzie?
Krótka odpowiedź brzmi: nie. Wśród internautów cyklicznie krążą plotki, iż Disney pozwala po cichu na tego rodzaju działania. Według relacji dziennikarzy Los Angeles Times, goście cyklicznie pytają o pozwolenie na rozsypanie prochów na terenie Disneylandu. Odpowiedź zawsze jest taka sama – odmowna.
Wątek rozsypywania prochów w parkach Disneya powoli staje się elementem popkulturowym, a szaleństwo nakręcają także celebryci. W swojej autobiografii Whoopi Goldberg opisała, iż rozsypała prochy matki w kilku punktach parku. Zrobiła to m.in. w wodzie przy „It’s a Small World” i w kwietnikach. Przyznała, iż to było świadome konsekwencji zachowanie.
Niedawno sporą dyskusję wywołały wypowiedzi Ariany Grande o życzeniu jej mamy dotyczącym rozsypania jej (matki) prochów w Zamku Kopciuszka w Disneylandzie.
Odwiedzający przemycają prochy w pojemnikach po lekach, w kosmetyczkach, czy też po prostu w woreczkach strunowych. Nic nie wskazuje na to, aby upiorna tradycja miała przejść do historii.
Źródło: YouTube, Los Angeles Times, WSJ

3 godzin temu















